Nawet Libreville, na początku niezwykle egzotyczne i nowe, po jakimś czasie powszednieje. Afrykańskie czy nie, Libreville to jednak miasto. Od czasu do czasu ma się ochotę uciec, odetchnąć i, przy odrobinie szczęścia, rzucić okiem na gabońską rzeczywistość poza stolicą. Potrzebne są trzy składniki: samochód z napędem na cztery koła, przedłużony weekend i cierpliwość do zorganizowania czegokolwiek. A potem już tylko droga, pełna ciężarówek transportujących ogromne pnie, droga wiodąca na samo południe, przez Lambaréné, Fougamou, aż do Tchibangi i Mayumby. Zapraszam do jeepa. Dzisiaj powłóczymy się po afrykańskich bezdrożach.