Najdłuższe Dni Afryki w Polsce
Miniony piątek spędziłem w Olsztynie. Co prawda pobyt ograniczył się do malowniczego osiedla studenckiego Kortowo, ale trwał ponad 10 godzin.
Miniony piątek spędziłem w Olsztynie. Co prawda pobyt ograniczył się do malowniczego osiedla studenckiego Kortowo, ale trwał ponad 10 godzin.
Podczas gdy na zachodzie trwała kampania przed drugą turą wyborów, na północy rządziła przemoc. Jesteśmy w Afryce (nie jest to wcale takie oczywiste). W nieistniejącym dziś państwie, które jednak przez krótki okres w roku 1960 miał parlament, prezydenta, premiera i rząd federalny. Nazywał się Federacją Mali i był połączeniem Senegalu i Sudanu. Gdyby ten związek polityczny przetrwał do dziś, miałby 52 wiosen. Federacja Mali umarła jako niemowlę. Szkoda. Mali jest symbolem tego co historycznie jest najpiękniejsze i największe w afrykańskim Sahelu. Zwłaszcza politycznie.
Jeśli poseł Marek Suski skierował do posłów PO słowa: "Wasz Murzynek głosuje razem z wami", mając na myśli łódzkiego deputowanego Johna Godsona, trafiamy w serce "bambomentalu".
Braki prześladują zawsze, niezależnie od tego, czym się człowiek zajmuje. Nasz poseł, mój znajomy, John Abraham Godson odezwał się znowu w sprawie „Murzyna”. Pozornie nikogo nie uraził. Na upartego, można tak rozpatrywać ten wywiad. Odpowiadając na pytanie – w jaki sposób redaktor Sianecki (TVN24) ma się do niego zwrócić - poseł odpowiada: „Można mówić Murzyn, można ciemnoskóry, Afrykańczyk albo Afro-Polak”.
„Afryka, do niedawna kojarzona z prymitywnymi animistycznymi wierzeniami, w XX wieku zmieniła krajobraz religijny. W miejsce szybko kurczących się obszarów lokalnego pogaństwa wkroczyły rywalizujące ze sobą chrześcijaństwo i islam" - tak pisze Jacek Laskowski w artykule -Rywalizacja o duszę Afryki w gazetapolska.pl.
Afryka to kontynent kontrastów. Nie chodzi tylko o wieloetniczność, czyli o około dwa tysiące języków, kuchni, tańców, obrzędowości... ale o informacje filtrowane i podane przez polskie media.
Ta historia dotyczy pewnego słowa jednego z języków słowiańskich. Kraj owego ludu leży w środkowej Europie, największa ich rzeka nazywa się Wisła. Mieszkańcy tego państwa upierają się, nazywając mieszkańców pewnego dużego kontynentu ( jej diasporę także) "Murzynami". Znakomita cześć tubylców nad Wisłą uważa, że ich język ma tylko to słowo i żaden cudzoziemiec nie będzie im mówić, jak mają kogokolwiek nazywać.
Grek według tego powiedzenia nie rozumie po polsku. Kiedy o kimś mówimy, że udaje Greka, mamy na myśli, że udaje kogoś, kto nie rozumie, o co chodzi, a w istocie dobrze wie. Tak pisze mój ulubiony językoznawca prof. Bralczyk. Po głośnej sprawie (zna ją całą Polska) z radiem Eska, Figurskim i Wojewódzkim (F i W) w tle, to powiedzenie zostało wypchnięte na scenę przez pewien filmik. O nim może za chwilę.
W ostatnich dniach, słowo "kontekst" robi niezłą karierę. Jednak polskie powiedzenie „kawa na ławę" wyklucza tak zwany kontekst. Gdy mówimy , co myślimy, nie przychodzi nam do głowy ten właśnie "kontekst", do którego odwołują się wspomniani w tytule dziennikarz, pisarka i minister. -Wyrwane z kontekstu- sugeruje, że mówiący ma coś na sumieniu. Bywa często tak, że słowa chodzą nagie. Wszystko jest wtedy klarowne. Niestety w przypadku audycji Wojewódzkiego i Figurskiego, niektórzy bronią tego duetu na siłę. Ci ludzie uciekają od słów, które usłyszała cała Polska. "Krajowy rejestr Murzynów", "audycję sponsoruje warszawski oddział Ku Klux Klanu", Murzin"... Jeśli ktoś mówi o tej audycji i zapomina o tych słowach, powstaje problem. Co znaczy „wyrwane z kontekstu"? Czy słowa " polskie obozy koncentracyjne" mogą być dla Polaka wyrwane z kontekstu?
Jedną z zalet kultur opartych na tradycji ustnej jest bliski kontakt między ludźmi. Nawet języki nie mają formy "proszę pana, proszę panią", które raczej zwiększają dystans. W tych kulturach, słowo króluje. Dlatego, kiedy ktoś mówi, że Afrykańczycy nie znają się na żartach, traktuję to jako kawał. I to kiepski.