Bouchareb po raz trzeci

afryka.org Kultura Film Bouchareb po raz trzeci

Dzisiaj w godzinach porannych w Los Angeles ogłoszono pełną listę nominacji do Oskarów. W jednej z najbardziej ciekawych i renomowanych kategorii, czyli Najlepszy Film Obcojęzyczny, znalazła się kolejna nominacja dla afrykańskiego reżysera. Tym razem zaszczyt przypadł Rachidowi Bouchareb za jego film „Hors-la-Loi”.

Co ciekawe jest to już trzecia nominacja dla tego na co dzień mieszkającego we Francji
algierskiego reżysera. Poprzednią otrzymał w 2008 roku za film „Dni chwały” (film był pokazywany w 2008 roku podczas AfryKamery, a obecnie można go obejrzeć na DVD), który opowiadał ignorowaną powszechnie historię udziału żołnierzy afrykańskich w wyzwalaniu Europy spod dominacji Nazistów. Warto tu zaznaczyć, iż „Dni chwały” były wielkim hitem kinowym, który absolutnie zdominował francuski box-office w roku premiery.

Co ciekawe film „Hors-la-Loi” (w wolnym tłumaczeniu „Poza prawem”) zaczyna się dokładnie tam, gdzie „Dni chwały” się kończą. Opowiada bowiem historię braci, którzy przeżyli II Wojnę Światową oraz ich udział w walkach narodowowyzwoleńczych przeciwko Francji. Podobnie jak
w obsypanej nagrodami w Cannes „Dni chwały” pojawiła się sama czołówka francuskich aktorów pochodzenia północnoafrykańskiego, w tym po raz kolejny u Bouchareba wystąpili Jamel Debbouze, Roschdy Zem oraz Sami Bouajila.

„Hors-la-Loi” swoją premierę światową miał podczas zeszłorocznego festiwalu w Cannes, ale nie został on tak ciepło odebrany przez krytyków jak „Dni chwały”. Narzekano w nim na zbytnią propagandę antyfrancuską oraz zbyt frywolnemu podejściu do faktów historycznych (nazywano go wręcz karykaturą filmu historycznego). Tym bardziej ciekawy jest jego akces do grona pięciu filmów nominowanych do Oskara. Być może resentyment antyfrancuski u Amerykanów pomógł algierskiemu reżyserowi znaleźć wspólny język z Hollywoodem?

„Hors-la-Loi” nie należy jednak do faworytów, a też nie można go uznać bardzo ważnym filmem w dorobku samego Bouchareba (przykładowo dużo lepszy „London River” został zignorowany przez gremium decyzyjne w Hollywood). Zatem zapewne wraz z duńskim filmem „In a Better World”
(film ma swój ‚afrykański’ akcent – główny bohater filmu pracuje w obozie dla uchodźców z „Czarnego Lądu”) należy zaliczyć ten film do grona bezsprzecznych outsiderów. Dużo bliżej zwycięstwa są grecki dramat o pokręconej rodzince „Dogtooth” czy mój wybraniec kanadyjski
„Incendies” (fascynujący film opowiadający o odkrywaniu islamskich korzeni).

Niestety wydaje się, że bezsprzecznym faworytem do nagrody to słabiutki i drażniący brakiem oryginalności obraz ulubieńca amerykańskich elit filmowych Alejandro González Iñárritu „Biutiful”.

Przemek Stępień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *