afryka.org Kultura Król zimnej wojny

Seria Biografie Sławnych Ludzi cieszy się zasłużoną renomą na polskim rynku wydawniczym. Wielkim nieobecnym w tym cyklu była Afryka. Najnowsza biografia, która ukazała się na polskim rynku, pomoże nadrobić ogromne zaległości w literaturze poświęconej afrykańskim przywódcom.

Przywykliśmy do tego, że o Afryce – poza podróżniczymi dziennikami i opisywaniem „całej tej biedy” Afryki — wydaje się niewiele książek, a afrykańska polityka jest praktycznie nieobecna poza ofertą wydawnictw naukowych, kierujących swoje publikacje do wąskiego grona odbiorców. Z wyjątkiem powieści uznanych afrykańskich pisarzy nie jesteśmy w stanie poznać dziejów sąsiadującego z Europą lądu. Owszem można zrzucić ten fakt na brak zainteresowania Afryką w Polsce, stąd potrzebna jest jeszcze odwaga wydawcy, który postanowi spopularyzować na przykład historię jednego z afrykańskich przywódców. Na taką odwagę zdobył się wreszcie PIW.

W czasach PRL wyzwalające się kraje Afryki mogły liczyć na spore zainteresowanie polskich mediów. To wtedy na kontynent afrykański ruszył Ryszard Kapuściński, a w prasie stosunkowo często ukazywały się informacje o tym, co dzieje się w tym rejonie świata. Oczywiście nie było to bezinteresowne działania. W realiach zimnej wojny blok państw wschodnich wspierał promoskiewskich polityków, którzy walczyli z ingerencją krajów kapitalistycznych. Na uwagę zasługiwali wyłącznie sojusznicy Moskwy i jej obozu, a wśród nich szczególnymi względami cieszył się Kwame Nkrumah, pierwszy przywódca niepodległej Ghany. Sam Nkrumah biografii wciąż się nie doczekał, ale pod koniec lat 50. ukazała się jego „Autobiografia”, a kilka lat później „biblia panafrykanizmu” w wersji nkrumahistowskiej, czyli „Afryka musi się zjednoczyć”. Potem mogliśmy liczyć jedynie na syntetyczne ujęcia, traktujące problem globalnie.

Tym bardziej cieszy fakt, że pojawia się pierwsza, pozbawiona ideologicznego obciążenia biografia przywódcy nie do końca oczywistego. Mobutu nie był bowiem wielkim bohaterem. Nie wyróżnił się odwagą, ale politycznym wyrachowaniem i umiejętnością nawiązywania sojuszy. I tym, że stał na czele jednego z największych krajów Afryki. Biografia autorstwa Jeana-Pierra Lengelliera doskonale ten talent przetrwania ukazuje. Mobutu skorzystał bez wątpienia z sytuacji geopolitycznej i postawił na sojusz z Zachodem. A w warunkach zimnej wojny, kiedy w Angoli wojnę toczyli zwolennicy Moskwy wspierani przez Kubańczyków Fidela Castro, były tylko dwa wyjścia. Stany Zjednoczone i Francja znalazły w aspirującym do władzy Mobutu wiernego przyjaciela, który pomimo swojej dyktatorskiej natury, był do zaakceptowania aż do czasu upadku berlińskiego muru.

Przez kilka dekad Waszyngton i Paryż wybaczały kongijskiemu „królowi” wszystkie zbrodnie, defraudacje i ekstrawagancje. Wolały mieć kogoś pewnego niż chwiejnego polityka, postępującego w zgodzie z kanonami demokracji. Mobutu potrafił ten układ wykorzystać, wprowadzając dawną kolonię belgijską na drogę zairyzacji i mobutyzacji. To co nie udało się jego nieszczęsnemu poprzednikowi, Patrice’owi Lumumbie, wyszło Mobutu. Przynajmniej w teorii. Bo Zair Mobutu był państwem teoretycznym, funkcjonującym w oparciu o swojego przywódcę i jego klientelę. Państwem dysfunkcyjnym, uzależnionym podobnie jak jego wieloletni lider od sztucznego wspomagania z zewnątrz.

Mobutu miał skłonność do podtrzymywania własnego kultu. Słynny mecz bokserski z udziałem Muhammada Alego, za który mistrz rękawicy, jak i jego przeciwnik otrzymali od zairskiego przywódcy bajońskie sumy. Zair pracował na swojego „króla”, a konsekwencje rozrzutności Mobutu odpowiadają za stan w jakim znajduje się dziś państwo o nazwie Demokratyczna Republika Konga, drugi największy kraj Afryki.

Jednak biografia Mobutu nie pozostawia złudzeń. Za to, co działo się z tym skrawkiem Afryki odpowiadają państwa spoza kontynentu afrykańskiego. Ich poparcie dla dyktatury, nie tylko tej w Zairze, odpowiada za tą wspomnianą „całą biedę Afryki”. Dekolonizacja kontynentu trwała znacznie dłużej niż do chwili ogłoszenia niepodległości, a w niektórych miejscach obca ingerencja wciąż odciska swoje piętno na miejscowej rzeczywistości.

Takie zairskie państwo teoretyczne, jak mówią dziś publicyści w Polsce – państwo z tektury – przetrwało całkiem długo, a Mobutu nie został rozliczony przez swoich politycznych przeciwników. Opuścił swój pałac w dżungli, umierając na wygnaniu. Warto przeczytać biografię Mobutu. Dowiemy się z niej, jak zupełnie zwyczajny człowiek może zostać „królem”.

dr Paweł Średziński

Biografia „Mobutu” ukazała się nakładem Państwowego Instytutu Wydawniczego. Więcej informacji o książce na stronie PIW.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *