Pozostając na tej stronie wyrażasz jednocześnie zgodę na korzystanie z plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.    

01-04-2016 | Książki | afryka, czarne, godwin, literatura, mukiwa, polska, rodezja, zimbabwe

Rodezyjskie Bildungsroman. O książce „Mukiwa” Petera Godwina

Bildungsroman, czyli powieść o formowaniu, jest gatunkiem silnie obecnym w tradycji pisarskiej globalnego Południa. To właśnie w Afryce Bildungsroman przeżywa swoje drugie życie, wracając do korzeni oświeceniowych.

© youtube.com 

W Bildungsroman autorzy ukazują psychologiczne i społeczne etapy kształtowania się osobowości głównego bohatera, którym często jest sam autor. W powieściach takich jak „Fioletowy Hibiskus” nigeryjskiej pisarki Chimamandy Ngozi Adichie (Amber, Warszawa 2004), czy „Jutro skończę dwadzieścia lat” Alaina Mabanckou z Kongo-Brazzaville (Wydawnictwo Karakter, Kraków 2012), narrator przechodzi metamorfozy, ewoluuje i dorasta. Dojrzewanie jest zawsze procesem emancypacji – dostrzeżenia różnic i skracania dystansów kulturowych, wyzwalania się z sytuacji postkolonialnej. Wyśmienitego tła dla przemian tożsamości dostarcza najnowsza historia w Afryce – pełna dramatycznych zwrotów, rewolt, ucieczek i migracji, walki o władzę i dominację ekonomiczną.

Dwie narracje

Autorzy Bildungsroman, skupiają się najczęściej na tematach takich: stosunek do historii lokalnej i narodowej, wizje modernizacji struktury społecznej, erozja dawnych autorytetów. Opisują zazwyczaj momenty szczególne w życiu wspólnoty, przełomy polityczne i światopoglądowe. Dokonują w ten sposób symbolicznej – jak to określił kenijski pisarz Ngũgĩ wa Thiongʾo – „dekolonizacji umysłów”, uwolnienia ich od brzemienia przeszłości.

Lista przykładów afrykańskich Bildungsroman wydłuża się z każdym rokiem. Formuła ta stała się modna. Rzadko jednak narratorem opowieści są biali. Szkoda, bo ich relacje, opowieści o zanikaniu świata kolonialnego stanowią ważne źródło do ilustracji przemian tożsamościowych mieszkańców Afryki.

Przystępując do lektury Bildungsroman autorstwa potomków białych osadników, intuicyjnie szukamy wartości przeciwstawnych względem uniwersów z relacji autochtonów. Przecież dla jednych świat się kończył, dla innych – zaczynał, myślimy. Postkolonialne realia okazują się najczęściej o wiele bardziej skomplikowane.

Słońca niepodległości, jak pisał Ahmadou Kourouma z Wybrzeża Kości Słoniowej, rzucały długi cień na afroptymistyczną narrację. Obnażały karykaturalne rozwiązania, mimikrę kulturową i polityczną uprawianą przez Afrykanów. Dotychczas swego rodzaju monopol w takim pisarstwie zdawał się posiadać laureat Literackiej Nagrody Nobla John Maxwell Coetzee. Jego twórczość jest znana i szeroko komentowana. Warto spróbować przełamać ową tematyczną wyłączność Coetzeeʾego i pochylić się nad Bildungsroman innych „białych Afrykanów”.

Na początku tego roku, nakładem Wydawnictwa Czarne, ukazała się książka Petera Godwina „Mukiwa. A White Boy in Africa” („Mukiwa. Biały chłopak w Afryce”). Jej autor zyskał międzynarodową sławę i uznanie w świecie reporterskim dzięki książkom poświęconym Zimbabwe. „When a Crocodile Eats the Sun” z 2006 r. (polski przekład „Gdzie krokodyl zjada słońce : wspomnienia”, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2008) oraz „The Fear: Robert Mugabe and the Martyrdom of Zimbabwe” („Strach. Ostatnie dni Roberta Mugabe”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2013) weszły do klasyki. Godwin dokonał w nich anatomicznej analizy upadku państwa, które u progu dekolonizacji uważane było za jedno z najbogatszych w Afryce.

W obu książkach czytelnik znajdzie także intrygujące passusy o poszukiwaniu tożsamości przez autora: urodzony w Rodezji Południowej, absolwent Cambridge i Oxfordu, początkujący prawnik w Zimbabwe, który specjalizuje się w obronie czarnoskórych, następnie dziennikarz renomowanych gazet amerykańskich, do tego – syn migrantów z Wielkiej Brytanii o polsko-żydowskich korzeniach. Relacje między wszystkimi tymi płaszczyznami identyfikacji były dla Godwina trudne do jednoznacznego zdefiniowania. Autor dorastał na pograniczu – kulturowym, etnicznym, religijnym, czy po prostu cywilizacyjnym. Co zatem odcisnęło na nim najsilniejsze piętno? Który moment w jego życiu uznać można za kluczowy dla formowania się kunsztu reporterskiego?

W pogoni za przeszłością

„Mukiwa” jest najstarszą z książek Godwina. Opublikowano ją w 1997 r. To słodko-gorzka opowieść o dorastaniu w Rodezji i początku kryzysu państwowości zimbabweńskiej. Zaklasyfikowanie liczącego blisko pół tysiąca stron utworu do którejś z szufladek literaturoznawczych wydaje się być trudne. Reportaż historyczny? Rekonstrukcja śledcza? Wspomnienia? Autobiografia? Pisarska autoterapia? A może właśnie klasyczny Bildungsroman, opowieść o formowaniu się?

Postacie pojawiające się w „Mukiwie” są autentyczne, ale ich nazwiska autor celowo zmienił (do czego się przyznał czytelnikom we wstępie). Narracja prowadzona jest w pierwszej osobie. Co więcej, język ewoluuje z rozdziału na rozdział. Na początku ogląd rzeczywistości zostaje zawężony do perspektywy dorastającego młodzieńca. Świat przedstawiony zamyka się w obrębie domostwa w prowincjonalnych miasteczkach i wsiach, gdzie mieszka z rodzicami. Dyskurs zdaje się być chropowaty, powierzchowny, bezpretensjonalny, odarty z kontekstu, słowem – dziecięcy.

Peter Godwin przychodzi na świat w 1957 roku. Jego matka pracuje w służbie zdrowia, ojciec, zajmując funkcje kierownicze w lokalnych przedsiębiorstwach, często zmienia miejsca pracy. Peter dorasta w rodezyjskim interiorze. Bawi się z Afrykanami. Z żartem opisuje instytucje życia społeczno-kulturowego epoki kolonialnej. Docenia innowacyjne – jego zdaniem – rozwiązania adaptacyjne na farmie. Przykładowo, z lubością wspomina niekonwencjonalne techniki wyrobu alkoholu: „Stary akumulator samochodowy według niego nadawał piwu smakowitą goryczkę. Małe gryzonie wzmagały głębię smaku. Kucharz z wdzięcznością przyjmował też wszystkie węże, które zabijaliśmy w ogrodzie – najcenniejsze były boomslangi i zielone mamby”.

Relacje takie budzą uśmiech czytelnika. Znając historię Godwina i dzieje Zimbabwe, odczuwamy jednak lekki dysonans. Peter wprowadza nas wszakże w świat, który wkrótce przeminie. System kolonialny eroduje, a wraz z nim rozpadają się setki indywidualnych trajektorii życia rodzinnego. Autor nie sygnalizuje jednak na razie tej schyłkowości. Nie pogrąża się w dekadencji. Żywo i na bieżąco, w sposób kpiarsko-jarmarczny komentuje kolejne wydarzenia – ale czyni to z perspektywy dziecka zafascynowanego każdą nowością.

W pewnym momencie Peter orientuje się, że dla autochtonów na zawsze pozostanie Mukiwą. Określenie to oznacza dziką, bladoróżową figę. Owoc łatwo odróżniający się od innych, ciemniejszych. Godwin przyjmuje to – mimo wszystko rasistowskie – określenie, tak jak dzieci godzą się na ksywki nadawane im przez rówieśników. Autostygmatyzacja wzmacnia kontrolę nad rzeczywistością, przyspiesza jej oswojenie.

Wkraczając w dorosłość

Wkraczając z naszym bohaterem w dorosłość, zaczynamy coraz wyraźniej dostrzegać rysy i pęknięcia na obrazie rodezyjskiego błogostanu, z takim pietyzmem konstruowanym przez młodego chłopca. Krainę mlekiem i miodem płynącą wypełnia krew. Coraz częściej dochodzi do napięć i konfliktów rasowych. Początkowo są to zwykłe akty bandytyzmu. Nastolatek nie próbuje ich wyjaśniać, relacjonuje je niczym niepowiązane ze sobą anegdoty. Te fragmenty książki przywodzić mogą na myśl przyczajone podczytywanie czasopism pokroju „Detektywa” – dokonywane z wypiekami na twarzy przez dziatwę skrytą za kioskiem. Odbiór historii wydarzeniowej jest ekstatyczny, ale intuicyjny, bezrefleksyjny.

Od gawęd takich już tylko krok do powieści sensacyjnej w stylu „Psów wojny” Fredericka Forsytha – a i takie wstawki znajdziemy w „Mukiwie”, zwłaszcza w relacjach z końca lat sześćdziesiątych i początku siedemdziesiątych. Wówczas władza kolonialistów zaczyna zanikać. Godwin akceptuje ten fakt, będąc orędownikiem pokojowej, wielofazowej transformacji i przekazania steru rządów dla czarnoskórej większości. Wnioski te pojawiają się jednak na marginesie. Główną treścią książki pozostają impresje młodocianego Godwina z czasów edukacji – wspomnienia konserwatyzmu obyczajowego wykładowców, przechodzenia przez rytuały szkolne, bójek, nieudanych podrywów. Obrazy te zainteresować mogą zapewne miłośników historii życia codziennego, którzy – zanurzeni w mikrokosmosach przeszłości – śledzą przemiany wyobraźni społecznej. Fani Godwina – reportażysty krnąbrnego i bezkompromisowego ze „Strachu” będą zawiedzeni. Muszą jeszcze chwilę zaczekać.

Wojna domowa

Wielka polityka, a z nią krytyczna i nieco bardziej pogłębiona analiza niszczenia systemu kolonialnego, wkraczają do głównej narracji wraz z wybuchem tak zwanej drugiej chimurengi, czyli rodezyjskiej wojny domowej – konfliktu, którego nie dało się wygrać.

Godwin zostaje wcielony do oddziałów policji, przechodzi pełne przeszkolenie bojowe. Spotyka instruktorów-sadystów, którzy z maniakalnym uporem uczą go drylu. Wspomina: „Uświadomiłem sobie, co to szkolenie zrobiło z nami. Zamieniło człowieka w maszynę bojową, maszynę wymierzoną przeciwko ludziom, którzy piszą do nas listy”.

Przyszły reporter uczestniczy w walkach w buszu z „terrorystami” – jak nazywani byli powstańcy. Jego wspomnienia nadal nie układają się w spójną całość. Raz, ścigając oddział powstańców, nieomal nie zabija niewinnego chłopca. Patrząc wówczas w lustro widzi „twarz wykrzywioną grymasem wściekłości i desperacji, (…) twarz człowieka gotowego zabić nieuzbrojonego cywila za to, że nie chce czegoś wyjawić”. Chwilę później, ochraniając premiera Rodezji Iana Smitha, waha się z kolei, czy nie zabić lidera społeczności białych. Mogłoby to przecież przyspieszyć koniec wojny.

Rozterki te jedynie uzmysławiają świadomość bezsensu wojny domowej, w której wir został zassany Godwin i której stał się ofiarą. „Inny świat powoli się zatarł. Wyraziste obrazy wojenne stworzyły przesłonę, za którą skryły się wcześniejsze wspomnienia, zasnuwając wręcz moją dawną tożsamość”.

Upiory transformacji

Kres wojny i objęcie steru państwa przez Roberta Mugabe nie oznaczał końca koszmaru. Godwin z przerażeniem odkrywa: „załamały się dotychczasowe systemy wartości, nastąpiła deifikacja starych demonów; nastały czasy, w których czarownicy przeobrazili się w tradycyjnych uzdrowicieli i założyli własny związek zawodowy”. Rasowe podziały na chwilę zniknęły – zastąpiły je jednak dystynkcje etniczne, walki plemienne o władzę nad Zimbabwe. Biała mniejszość mogła jedynie przyglądać się tym zmianom lub uciekać. Albo trwać w strzeżonych farmach, obawiając się nadejścia nocy.

„Pokój przyniósł to, czego nie dokonała piętnastoletnia wojna. Pozbawił na naszej tożsamości”, konstatuje Godwin, bojąc się o życie najbliższych. Ludzie wśród których dorastał „przeobrażali się z osadnika w ekspatrianta”. Tracili ojczyznę. Co więcej – mogli jedynie przyglądać się jej upadkowi, powolnej degrengoladzie dawnego „spichlerza Afryki”.

W Godwinie szybko narasta frustracja. Nie buntuje się przeciwko utracie władzy przez białych, lecz wobec skutkom rządów czarnych. Katalizatorem wydaje się być namacalne doświadczenie przemocy i kruchości istnienia. Powoli wyrabia się charakterystyczny dla Godwina – reportera zmysł obserwacji, krytycznej analizy. Sposób opowieści o świecie zyskuje wielowymiarowość i wyrazistość. Nie oznacza to jednak tendencję do politykierstwa czy demagogii.

Czytelnicy, których pierwsza połowa książki rozczarowywała infantylnie prowadzonym wywodem, będą usatysfakcjonowani jej końcówką – pełnymi dramatyzmu relacjami batalii sądowych, a później ryzykownych eskapad po wsiach afrykańskich, których celem jest zebranie dowodów na ludobójstwo dokonane na przedstawicielach grupy etnicznej Ndebele przez szkolone przez Koreańczyków bojówki złożone z Szona. Zetknięcie się z zaplanowanym, metodycznym terrorem wyzwala w Godwinie niespożyte pokłady energii dziennikarskiej. Staje się trybunem uciśnionych, ich rzecznikiem i obrońcą. Przeistacza się w rasowego reportażystę. Okres Bildung – formowania się tożsamości – dobiega końca.

Błażej Popławski. Doktor historii, socjolog, członek Polskiego Towarzystwa Afrykanistycznego, komentator przemian polityczno-gospodarczych globalnego Południa, recenzent literatur orientalnych. Prowadzi blog www.afrykanista.pl

Afryka.org poleca lekturę: Peter Godwin, „Mukiwa. Biały chłopak w Afryce”, przeł. Agnieszka Nowakowska, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2016

Przeczytaj wywiad z Peterem Godwinem.

blog comments powered by Disqus