afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Wstęp do Malidomy

Ograniczenie egzystencji człowieka do wymiaru materialnego jest jego okaleczeniem. W Afryce, jak wszędzie na świecie, człowiek zawsze czuł potrzebę przekroczenia rzeczywistości widzialnej, by zbliżyć się do transcendencji. Świat afrykański – mam na myśli ten tradycyjny – swoją mądrością obejmuje dwie rzeczywistości: widzialną i nadnaturalną. Nadnaturalna bywa nawet traktowana jako bardziej konkretna niż widzialna. W zasadzie taki stosunek do rzeczywistości nadnaturalnej, a więc do krainy duchów przodków, jest, obok tradycji ustnej, jedyną rzeczą, która łączy wszystkich mieszkańców Afryki. Bardziej nawet niż charakterystyczny kolor skóry.

Wierzenia animistyczne zajmują ważne miejsce w historii ludzkiej duchowości. Nie są wiarą objawioną, ich przesłania ani zasad nie spisano w świętych księgach. Zamiast ksiąg mają ustnie przekazywane mity o wspólnym przodku lub o założycielu wioski. Tak jest w mojej grupie etnicznej – Serer z Senegalu, tak jest u Dogonów z Mali, tak jest też u Dagarów z Burkina Faso i prawie wszędzie w Afryce Subsaharyjskiej.

W religiach animistycznych chodzi przede wszystkim o osiągnięcie zażyłości z bogami i z duchami przodków, które symbolizują siły przyrody oraz naturalny porządek. Niektóre z nich panują na całym obszarze zamieszkanym przez daną grupę etniczną, inne mają zasięg lokalny. Malidoma słusznie podkreśla to, że w Afryce i wielu kulturach niezachodnich duchy przodków pozostają w bliskim kontakcie ze światem żyjących, opiekują się wspólnotą żywych. Gdy w tych relacjach brakuje równowagi, nastaje chaos.

Inicjacja, muzyka, taniec i rytm, wszelkie rytuały, są w obrzędach tych religii nie do zastąpienia. Ludzie oraz bogowie i duchy przodków żyją w dwóch światach. Rytuał pozwala, by te światy się przenikały. Chwilę transu przeżywa i świętuje cała wspólnota żywych. To przenikanie, połączenie jest dla Afrykańczyków niemal namacalne. Zmarli są rzeczywiście z nami, są w nas. Łączy nas z nimi mocna nić. Dlatego Birago Diop, senegalski poeta, napisał, że zmarli nigdy nie odchodzą. Śmierć nie oznacza dla nas końca. Wierzymy w reinkarnację. Narodziny dziecka – tak jak opisał to Malidoma – oznaczają dla nas powrót na ten świat zmarłego członka rodziny. Dlatego tak często nadajemy noworodkom imiona przodków. Poza tym, skoro nasi przodkowie dążą do powrotu na ten świat, nie pochwalamy bezdzietności.

Według naszych wierzeń zadowolenie lub gniew duchów wpływają na nasze życie. Dziś są one nam przychylne, jutro to się może zmienić. Duchy bywają bowiem dobroduszne, bywają też zazdrosne i mściwe. Aby zyskać ich przychylność, składamy im ofiary. Nierzadko choroba, nagła śmierć, bezpłodność, niepowodzenie zawodowe traktowane są jako wynik działania uroku albo czarów. Gdy sprawy idą nie po naszej myśli, gdy nadchodzi niebezpieczeństwo, gdy chcemy mieć powodzenie, sięgamy po magię, po wiedzę tych, którzy budzą lęk, a jednocześnie szacunek. Udajemy się do mistrza wiedzy tajemnej: szamana, marabuta, czarownika. Kim oni są? Jak działają? Autor tej książki w fascynujący sposób uchyla rąbka tajemnicy. Czym jest magia?

„To zdolność koncentrowania myśli i energii, która pozwala wpływać na rzeczywistość” – wyjaśnia Malidoma. Jego mądre słowa świadczą o tym, że wiele się nauczył dzięki bliskim kontaktom ze starszyzną rodzinnej wioski. A starzy ludzie zajmują szczególne miejsce w kulturach Afryki: długie życie jest synonimem wiedzy, zbliża człowieka do świata zmarłych, do krainy duchów. Dlatego starość budzi powszechny szacunek. Amadou Hampate, słynny malijski mędrzec, powiedział, że starzec po inicjacji jest jak chodząca encyklopedia.

Magia nie jest „pierwotną formą” czegokolwiek, zwłaszcza religii. Religia, magia, czary wypełniają jedną przestrzeń. Widać to wyraźnie podczas długiej suszy, gdy zwierzęta padają z głodu, a ludzie nie mają pożywienia. Odbywają się wówczas narady mieszkańców sąsiednich wiosek i starszyzna spotyka się, by „powołać” deszcz. Afryka łączy to, co monoteizm rozdziela i wyklucza.

Animizm bywa nazywany religią archaiczną. Tradycyjne wierzenia były i nadal są traktowane jako coś gorszego od religii monoteistycznych. Z tego powodu najpierw muzułmanie, a potem chrześcijanie próbowali nawracać Afrykańczyków. Mimo to wiara w moc przodków pozostaje żywa. Choć wielu rdzennych mieszkańców Afryki – szczególnie tych wykształconych – podaje się za muzułmanów lub chrześcijan, nie wahają się w ważnych chwilach zasięgać rady szamanów. Dzięki szamanowi można się zabezpieczyć, można dostać od niego broń groźniejszą od broni palnej: amulet lub talizman. Amulety bronią przed złymi duchami, przed złymi ludźmi i przed niepowodzeniem, talizmany natomiast przynoszą szczęście. Jedne i drugie są dla nas cenniejsze niż biżuteria i bliższe od niej. Robi się je z korzeni i liści najróżniejszych roślin, z pazurów i ogonów zwierząt, z muszelek i kamieni oraz z innych tajemniczych składników. W Senegalu – także z wersetów Koranu zapisanych na papierze i owiniętych skórą. Noszą one nazwę gris gris. Amulety są źródłem mocy, dają niezwykłą pewność siebie. Wiara, że niektóre z nich chronią przed metalem, a więc przed zranieniem nożem i kulą, nie znikła.

Wierzymy także w istnienie pożeraczy dusz. Uaktywniają się oni nocą i działają na odległość. Mają moc poruszania się w przestrzeni duchowej. Mogą zabrać człowiekowi duszę, co powoduje jego śmierć. To jedna z najwyższych form czarów. Tę umiejętność rodzice przekazują swoim dzieciom. Często wspólnota wioskowa dokładnie wie, które rodziny mają takie zdolności. Kiedy nagle umiera młoda osoba, podejrzewamy, że sprawcą jest właśnie pożeracz dusz. Szukamy więc winnego, a kiedy go zdemaskujemy, zostaje on wypędzony z wioski.

Misjonarzy oburzała i zadziwiała ta afrykańska rzeczywistość. Opisywali ją jako coś kuriozalnego, barbarzyńskiego. Najczęściej wykazywali się przy tym całkowitym jej niezrozumieniem. Ślady takiego podejścia można spotkać do dziś. Dlatego Malidoma apeluje, by Afrykanie podnieśli głowy, by śmiało przystąpili do wymiany duchowej i magicznej energii.

Według niego skandalem jest to, że o duchowości Afrykanów piszą tak zwani specjaliści niewywodzący się z kręgów kulturowych kontynentu. Skąd u Europejczyków i u Amerykanów przekonanie, że wystarczy obserwować jakiś rytuał, by go zrozumieć, by zrozumieć odprawiających go ludzi? Co ci antropolodzy, etnografowie i socjologowie mogą wiedzieć o naszych spostrzeżeniach i doznaniach, relacjach ciała i duszy, naszej wrażliwości? Wszystko, co widzą, opisują, oceniają i rozumieją według zachodnich kryteriów. To tylko zwiększa nieporozumienia i słusznie oburza wielu Afrykanów.

Wielowiekowej tradycji nie można wykorzenić, nie udało się to żadnej obcej nam religii. Zakazy władz kolonialnych (tak naprawdę różnych Kościołów) nie pokonały sił nadnaturalnych. Do dzisiaj nie nawrócono Afryki. Czasem pojawiają się jakieś synkretyczne formy religijne, choćby voodoo albo „czarny” islam. Jaki jest dowód na to, że Afryka nie została nawrócona? Bardzo prosty. Otóż gdy Afrykańczyk ma życiowy problem, zawsze szuka pomocy u szamana, marabuta albo czarownika. Gdy chce znaleźć pracę, wyleczyć się z choroby lub z bezpłodności, zdać egzamin, wyruszyć w podróż, zdobyć ważne stanowisko, zrobić karierę w sporcie, zwalczyć konkurencję, gdy żona chce powstrzymać męża przez wzięciem kolejnej żony… Lista jest długa, bo dotyczy każdego rodzaju „chcenia”.

W czym wiara w istnienie aniołów jest lepsza od wiary w istnienie duchów przodków? Obie są ważne i potrzebne. Według Malidomy: „Możemy zyskać wiele mądrości, poznając inne kultury i przyjmując do wiadomości fakt, że istnieje więcej niż tylko jedna wersja »rzeczywistości«. Każda kultura, aby istnieć, musi mieć własną wizję rzeczywistości”.

Okazuje się, że afrykańską magię można eksportować. Gdy Malidoma na konferencji opowiadał o pogrzebowym rytuale swojego dziadka, zauważył silne poruszenie słuchaczy. Od tamtej pory odprawia dla Amerykanów rytuały pogrzebowe w obrządku Dagarów. Może nadszedł czas, by to Afrykanie nawracali innych? Tego dokonuje Malidoma na naszych oczach! Wypełnia misję, którą powierzyli mu przodkowie: „Będziesz okiem rodziny i ustami wspólnoty. Zostałeś wybrany, aby podążyć za białym człowiekiem”.

Malidoma podróżuje po świecie, opowiada o swojej kulturze, napisał o niej książkę. Między nim a duchami jest szczególna, intymna więź. Jego słuchacze, a także czytelnicy jego książki mogą to wyczuć, bo kierowane do nich słowa są szczere i przejmujące. Malidoma pozwala dotrzeć mieszkańcom Zachodu do tradycji szanującej mądrość, do kultury zakorzenionej w przekazywaniu wiedzy i zasad życia we wspólnocie. On sam co roku w swojej wiosce, wśród rodowych fetyszów poddaje się oczyszczeniu. Bez tego nie mógłby działać. Bo – jak napisał – życie na Zachodzie jest jak przebywanie w polu silnego promieniowania. Dlatego wraca do społeczności Dagarów, by przypomnieć sobie, jak można być bratem swojego dziadka.

Mamadou Diouf

Tekst jest wstępem do książki Malidoma Patrice Some’a, która ukazała się na rynku polskim, nakładem wydawnictwa “Czarna Owca”, pt. “Z wody i ducha”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu