W Mali wygrał Toure

afryka.org Wiadomości W Mali wygrał Toure

Amadou Toumani Toure ogłosił już zwycięstwo w wyborach prezydenckich w Mali. Będzie to jego druga 5-letnia kadencja. Jednak opozycja nie chce uznać wyników tych wyborów, wskazując na nieprawidłowości podczas głosowania. Według wstępnych wyników Toure prowadzi zdecydowanie, dystansując rywali. Jeżeli pierwsze rezultaty wyborów okażą się prawdziwe, wygra w pierwszej turze.

Wybory odbyły się w niedzielę, 29 kwietnia br. Była to pierwsza tura, ale według niepotwierdzonych wciąż wyników głosowania Toure zdobył aż 61,3% głosów, wyprzedzając swojego rywala Ibrahima Boubacara Keitę, który cieszy się prawie 30-procentowym poparciem.
  
Keita jak i trzech pozostałych kandydatów uważa, że wybory nie były ani wolne ani demokratyczne ani tym bardziej uczciwe. Jego zdaniem urzędnicy administracji zależnej od Toure stosowali szantaż wobec wyborców i fałszowali wyniki głosowania.

Zaprzeczają temu obserwatorzy z Wspólnoty Gospodarczej Państw Afryki Zachodniej (ECOWAS). W ich opinii wybory były uczciwe, pomimo kilku incydentów, które nie powinny mieć wpływu na wynik głosowania. Tym bardziej, że nad jego prawidłowym przebiegiem czuwało 1000 obserwatorów.

Keita był już premierem malijskiego rządu i przewodniczącym zgromadzenia narodowego. W wyborach prezydenckich występował jako kandydat Frontu Na Rzecz Demokracji i Republiki.

Jego kontrkandydat, Toure, jest byłym generałem, który obalił dyktaturę Moussy Traore w 1991 roku. Rok później wprowadził system wielopartyjny w Mali. Do polityki powrócił w 2002 roku, stając po raz pierwszy w wyborach prezydenckich. Nie posiada własnej partii, ale cieszy się poparciem dwóch dużych koalicji i wielu mniejszych ruchów politycznych, włączając do grona swoich zwolenników także tuareskich rebeliantów z północnego wschodu Mali.

Frekwencja wyborcza w niedzielnych wyborach wyniosła 38%, przy czym do głosowania było uprawnionych 6,8 mln wyborców.
  
Pełne wyniki wyścigu o fotel prezydenta Mali poznamy w najbliższą środę albo w czwartek.

(kofi, AFP)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu