Pocztówki z Gabonu (3): Wilgotność

afryka.org Czytelnia Poznaj Afrykę! Pocztówki z Gabonu (3): Wilgotność

Ta niesamowita wilgotność powietrza na równiku – nawet podczas pory suchej – jest dla Europejczyka zdecydowanie trudna do zaakceptowania (zwłaszcza w przypadku pewnej konkretnej Europejki, pochodzącej z kraju o wybitnie suchym klimacie). Pierwszy oddech po opuszczeniu samolotu, pierwsze kroki i już wiadomo – tu nigdy nie przestanę się pocić. Podobno to dobre dla cery, choć empirycznie sprawdziłam, że dla makijażu niekoniecznie. Nie mówiąc już o ilości prania – bluzki stają się artykułem jednorazowym. Ale to wcale nie wszystko, jeśli chodzi o efekty uboczne wilgotności. Z każdym dniem odkrywamy nowe spowodowane nią problemy, a co za tym idzie – niestety – wydatki.

Trzy miesiące w tydzień

Jedną z pierwszych nieprawidłowości, jaką dostrzegliśmy, był nieciekawy zapach dobywający się z… szafy. Z rzadziej noszonych ubrań unosił się zatęchły odór wilgoci, a niektóre z nich pokryły się zwyczajnie pleśnią. Całą zawartość szafy należy więc regularnie prać – jeszcze jeden argument na posiadanie niewielkiej liczby ubrań! My jednak nie poddaliśmy się tak łatwo, o nie!, postanowiliśmy podjąć działania obronne. Zakupiliśmy więc specjalne francuskie urządzenie, które miało wysuszać powierzchnię czterdziestu metrów kwadratowych przez okres trzech miesięcy. Urządzenie składa się z plastikowego pojemnika, na którym spoczywa torba z tajemniczymi kryształkami, które to z kolei wyłapują wilgoć i skraplają ją do wyżej wymienionego pojemnika. Urządzenie działało całkiem nieźle; problem tylko w tym, że na powierzchni jednego metra kwadratowego naszej szafy, torebka z kryształkami skropliła się w zastraszającym tempie jednego tygodnia. A że każda taka torebka to wydatek rzędu dziesięciu euro, postanowiliśmy jednak wrócić do starej dobrej pralki.

Ekstremalny kuferek na biżuterię

Przed wyjazdem do Afryki od jednej z koleżanek dostałam na szczęście śliczną bransoletkę, zrobioną z egzotycznych czerwonych nasion. Jako że pasowała idealnie to mojego nowego etnicznego wizerunku, oczywiście zabrałam ją ze sobą do Gabonu. Wtedy nie wiedziałam jednak, że będzie to koniec mojej uroczej bransoletki. Bardzo szybko pokryła się ona bowiem odrażającą pleśnią i musiałam ją z ciężkim sercem wyrzucić. W związku z tym, kiedy na zeszłoroczne urodziny dostałam podobną ekologiczną bransoletkę, byłam bardzo ostrożna. Mając ją cały czas na oku, szybko zauważyłam pierwsze oznaki pleśni, a wtedy… włożyłam bransoletkę do zamrażalnika. Wyjmuję ją tylko, kiedy chcę ją założyć i strategia sprawdza się bardzo dobrze. Może powinnam wstawić przenośną lodóweczkę do sypialni i trzymać w niej resztę mojej drewnianej biżuterii?

Ryż z niespodzianką

Przed przyjazdem do Gabonu zainwestowałam poważną kwotę w zewnętrzny twardy dysk, który miał służyć jako zapasowa kopia moich danych, a zwłaszcza zdjęć. Po niecałym roku użytkowania, dysk bez ostrzeżenia przestał działać. Tutejszy informatyk powiedział mi, że ma to związek z wilgocią, że dysk jest kaput i nic nie da się na to poradzić. Podał mi jednak przepis na uniknięcie tego typu atrakcji w przyszłości. Prawidłowe przechowywanie sprzętu elektronicznego w tych, bądź co bądź ekstremalnych, warunkach pogodowych, polega na przestrzeganiu kilku prostych zasad: 1) kupić działający dysk; 2) kupić zamykaną plastikową torebkę; 3) do torebki wsypać trochę ryżu; 4) dorzucić dysk, aby w końcu 5) włożyć tę torebkę w kolejną torebkę i porządnie ją zamknąć, na przykład za pomocą spinacza. Myślicie, że żartuję? Że wcale tego nie zrobiłam? Błąd – dysk siedzi w ryżu i trzyma się dobrze. Zastanawiam się również nad zdobyciem znacznie większej torebki wypełnionej na przykład fasolą, i włożeniu w nią aroganckiego laptopa, który działa, kiedy chce i jak długo mu się podoba.

To oczywiście tylko kilka przykładów z działu „Kocham wilgoć!”. Muszę jednak przyznać, że zdecydowanie wolę odkryć pleśń na ubraniu niż doszukać się grzybicy na głowie czy stopach. Ale i to nas niestety nie ominęło, w imię zasady TIA. This is Africa!

Kasia Koniecka,
autorka mieszkała w Libreville

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu