Kiedy umarł mój dziadek

afryka.org Czytelnia Czytelnia Kiedy umarł mój dziadek

Pochodzę z małej , ale za to bardzo ważnej wioski Muyondzi. Tu bowiem znajduje się tama Mukuluku produkująca prąd dla częsci stolicy Brazaville (resztę elektryczności dostarcza sąsiednie Kongo-Kinszasa). Wieś składa się z kilku okręgów. Mój nazywa się Sulu.

Dziadek był surowym wodzem wioski, dlatego został otruty. Po jego śmierci, wioska bardzo się zmieniła. Zaczęły się w niej dziać dziwne rzeczy. Tu lokalne obyczaje stały nad prawem obowiązującym w całym Kongo.

Mój dziadek miał dziesięcioro dzieci. Po jego śmierci moja babcia nie była w stanie ich utrzymać. Dlatego poślubiła siostrzeńca dziadka, jak nakazuje zwyczaj i urodziła mu jedno dziecko. Po kilku latach rozwiedli się.

To prawda że żona jest zawsze starsza od siostrzeńca swojego męża, ale nic na to nie poradzi i musi zgodzić się z tą tradycją. Zawsze kiedy umiera mężczyzna, jego żona musi uporządkować wiele spraw. Nie może spakować rzeczy i wrócić z dziećmi w swoje strony.

Rodzina zmarłego męża nie da jej spokoju. Po pogrzebie zbiera się i zastanawia nad dalszym losem wdowy i jej dzieci. Fakt, że wyjdzie za siostrzeńca męża pozwoli jej żyć dalej, pod jednym dachem z rodziną . Aby życie toczyło się w najlepszej atmosferze, powinna urodzić kolejne dzieci. Tak dzieje się, gdy wdowa i zmarły mąż należą do tego samego klanu lub pochodzą z tej samej wioski. Jeśli kobieta pochodzi z innej miejscowości, nie musi podporządkować się tym zwyczajom.

Niedaleko wioski był las. Nie każdy miał do niego wstęp. Mogli tam wchodzić jedynie czarownik i starsze osoby. Ci, którzy byli w posiadaniu tajemniczej formuły. Pod żadnym pozorem nikt inny nie mógł wchodzić do lasu. Jeżeli już wszedł groziło mu, że nie wyjdzie stamtąd żywy.

Moi przodkowie spoczywają niedaleko wioski. Trumny mojego dziadka, jego siostry i pozostałych członków rodziny stoją w domu. Nikt nie ma odwagi ich grzebać. W tym domu są nie tylko trumny, ale także rzeźby, które mówią ludzkim głosem. Rodzina jest o tym swięcie przekonana.

Życzenia wymawiane w tym domu stają się rzeczywistością. Jak w opowieści o złotej rybce. Jest tylko jeden warunek: trzeba pomóc biedakom z wioski. Inaczej , po jakimś czasie, proszący traci wszystko. Zostaje bankrutem i koniec!

Ludzie chodzili tam, aby sprawdzić, czy jest odpowiedni czas na podróź. Czekali do następnego dnia na odpowiedź. Wtedy odczytywano decyzję duchów. Wszystko zależało od pozycji rzeźby: leżącej bądź pionowej. Leżąca oznaczała negatywną odpowiedź, zły znak. W tym przypadku nie należało podróżować. Natomiast stojący posąg był dobrym znakiem – można ruszać w drogę.

Nikt nie wchodził do tego domu sam. Była tam kobieta, obdarzona mocą i wiedzą. To ona odprowadzała „pielgrzymów”, którzy zadawali pytania lub prosili o spełnienie życzeń…

Aż tyle w jednej małej wiosce. Mojej rodzinnej Muyondzi.

O kolejnych zwyczajach z Konga w następnym blogowym wpisie.

Inedes

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

 Dokument bez tytułu