afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Każdy ma swoją gwiazdę

Kaskada świateł rozjaśnia ciemność dzisiejszej nocy. Żółte, zielone, niebieskie…wiją się i rozmazują na tle rozgwieżdżonego nieba.

Niektórzy mówią, że każdy ma swoją. Że te migoczące światełka gdzieś tam daleko, to nasze prywatne, osobiste gwiazdy. I że kiedy człowiek umiera spada jedna z nich.

Podnoszę głowę patrząc w tę nieogarniętą przestrzeń…spadają…ale przecież to niemożliwe, by umierało ich tak wielu…

Wszystkich Świętych. W Polsce tysiące zniczy rozświetliło na co dzień otulone ciemnością mogiły, w Afryce tysiące gwiazd płonie na czarnym niebie… zbyt wiele z nich po raz ostatni.

Różnie to wygląda. Na pustyni Korr w Kenii pasterskie ludy Rendille i Samburu chowają swoich zmarłych płytko pod ziemią- jeśli ktoś umrze w domu, to on staje się jego grobem. Efekt jest taki, że cała manyata* musi przenieść się na inne miejsce, żeby hieny mogły wykopać i rozszarpać ciało… tak dusza trafi do nieba i osiągnie szczęście wieczne.

Idziemy przez wioskę wąską ścieżką. Siostra Maria niesie wiadro „Milimeal”. Dzieciaki co raz zerkają na mój niecodzienny strój, długą do samej ziemi chitenge** szczelnie opasującą biodra. Tuż przed zakrętem cała grupa zaczyna śpiewać. Nie jest to smutna pieśń, takich tu nie słyszę. Jest w tym raczej coś refleksyjnego, nuta zadumy wypływająca z cienkich dziecięcych głosów wędrujących wysoko ponad korony drzew.

Tuż za kępą bananowców wita nas krępa kobieta. W ciszy prowadzi do jeszcze nie wykończonego domu. To ona jako wdowa zgodnie z tutejszą kulturą przyjmuje pieniądze i prezenty od każdego pogrążonego w żałobie członka rodziny. A nie jest tego mało – bo na tego, kto nie przyjedzie na pogrzeb (choćby mieszkał na Alasce) pada cień podejrzenia o spowodowanie owej śmierci. Tradycja, która u tej grupy etnicznej stanowi nierozerwalną część egzystencji daje społeczności prawo do pozbycia się podejrzanego delikwenta. Ktoś w końcu musi ponieść karę.

Kilka kroków obok pod wysoką papają grupa mężczyzn siedzi wokół rozpalonego do czerwoności ogniska. Podnoszą głowy na widok mzungu***. Nie wiem jak się zachować, właściwie nie mam pojęcia czy moja obecność nie wywoła ogólnego poruszenia. W domu bez dachu kilkanaście kobiet siedzi w półkolu. Siostra wita się z każdą z osobna- na kolanach…przesuwając się powoli mamrocze pozdrowienia w cibemba. To już trzeci dzień, kiedy tak siedzą płacząc i rozprawiając nad śmiercią Kundy- dziadka naszego ucznia.
Kilka godzin wcześniej umęczone, owinięte w materiał ciało spoczęło w kilkumetrowym grobie. Bez płyty nagrobnej, bez trumny, na którą nie stać prostych ludzi. Bez wieńców i zniczy, bo przecież światło świecy tak cenne tutaj- bardziej potrzebne jest żyjącym, niż tym po drugiej stronie Styksu.

Bright mówi, że śmierć dziadka była do przewidzenia. Dopiero dziś po trzech dniach podtrzymywania płomienia wolno mu wstać od ogniska i zająć się sobą. Niestety nie należy mu się nic z przywiezionych przez rodzinę darów.

Czasem jeśli śmierć nastąpi niespodziewanie miejscowy czarownik urządza procesję, która przemierza wzdłuż i wszerz całą wioskę. Z trumną. A właściwie trumna niesiona przez specjalnie wybranych tragarzy przemierza ją sama. Tam gdzie się zatrzyma mieszka ten, który rzucił zły urok.

Nie trudno się domyślić, że to czarownik jest sprawcą całego zamieszania, bo w swojej nieomylności wybiera tę lepiankę, z której chce wyciągnąć najwięcej pieniędzy. A człowiek, któremu śmierć zagląda w oczy jest przecież w stanie oddać wiele ze swojego i tak niewielkiego majątku. Wiadomo, nie wiadomo- społeczność wioski ślepo wierzy każdemu słowu czarownika i za żadne skarby świata nie pomyśli, żeby sprzeciwić się jego wyborowi…dopóki wyrocznia nie zatrzyma się pod jego własnym domem.

Stoję dziś nad grobem dziadków i myślę przez chwilę o tych wszystkich, którzy własnych grobów nie mają. O milionach dzieci ulicy, którym historia nie wybudowała pięknych pomników, o Sudańczykach, którzy wywożeni na pustynię oddają jej swoje ostatnie tchnienie, o prezydencie Mwanawasa, który spoczywa w złotej trumnie w centrum Lusaki, o Sierraleończykach, których krew wciąż pije spragniona wody ziemia, o mieszkańcach Ugandy, Ruandy, Kongo, o świetlistych kulach, które spadną dzisiejszej nocy.

Mówią, że kiedy człowiek umiera spada jedna z nich…..mówią, że życie zmienia się, ale się nie kończy.

Zapałka z rozmachem uderza o krzesiwo. Ciepło zielonego znicza rozświetla spowity jesienną mgłą nagrobek…..dla tych wszystkich, których gwiazdy właśnie dotknęły horyzontu.

Paulina Łokaj

*Manyata – skupisko domków pokrytych szmatami i kartonem, tworzących małą osadę

**Chitenge – tradycyjny, wielofunkcyjny materiał noszony przez zambijskie kobiety.

***Mzungu – popularne określenie białego człowieka

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu