“Kiedy moje siostry wychodziły do szkoły, ja płakałam w domu”

afryka.org Wiadomości “Kiedy moje siostry wychodziły do szkoły, ja płakałam w domu”

28-letnia Ramatoulaye Diallo była pierwszą niewidomą studentką na Uniwersytecie w Konakry, stolicy Gwinei.

„Straciłam wzrok, gdy miałam trzy lata. Miałam ośmioro rodzeństwa, wszyscy chodzili do szkoły, ale ja musiałam zostawać w domu, ponieważ żadna szkoła w okolicy nie akceptowała niewidomych dzieci.
Codziennie płakałam, kiedy moje siostry wychodziły do szkoły. Próbowały czytać mi teksty z podręczników, mama na pocieszenie kupiła mi kredki i tornister. Zapamiętywałam wszystko, co czytały mi siostry i codziennie błagałam mamę, żeby posłała mnie do szkoły.

W końcu pewne liceum w Konakry, Szkoła Świętej Marii zaczęło przyjmować niewidomych uczniów. Byłam szczęśliwa, chociaż na początku to było bardzo trudne. Nauczyciel nigdy wcześniej nie uczył niewidomych dzieci i sam był tym przerażony. Wszystko, co wymagało rysowania – jak fizyka czy geometria, było dla mnie nieosiągalne. Za to byłam świetna z historii, francuskiego czy biologii.

Nie było też specjalnego sprzętu, więc odrabiałam lekcje w alfabecie Braille’a, a koleżanka przepisywała ją potem, żeby nauczyciel mógł to sprawdzić.

Matura to była najtrudniejsza rzecz, jaką kiedykolwiek musiałam zrobić. Ale w sumie – nic nigdy nie było dla mnie łatwe. Cała rodzina, a szczególnie moja mama, bardzo mnie wspierała.

Potem dostałam się na Uniwersytet Gwinejski – nauka tam była znacznie trudniejsza niż w liceum, bo wykładowcy nie mieli czasu na specjalne wyjaśnianie rzeczy takiej osobie jak ja. Zdecydowałam się na studiowanie dziennikarstwa, bo chciałam dać przykład innym niewidomym, pokazać, że mają alternatywę i nie muszą żebrać na ulicach. Teraz mam już sześciu kolegów na uniwersytecie, którzy nie widzą.

Pracowałam przez pewien czas w Radio Nastalgie, pracowałam też w telewizji. Jako reporterka Lynx (gazeta wydawana w Konakry), przemieszczam się po całym mieście. Moi szefowie zawsze posyłają mnie na miasto, gdy potrzebują materiału. A ja zawsze chętnie idę – wolę to, niż siedzieć za biurkiem w redakcji.

Oczywiście, czasem mam trudności w pracy z powodu mojego kalectwa. Denerwujące jest na przykład to, że muszę korzystać z pomocy przewodnika. Ale za to ludzie wszędzie mnie rozpoznają i dzięki temu jest mi łatwiej z nimi rozmawiać.

Wiem, że niewidomy, żeby coś osiągnąć musi postarać się dużo bardziej, mieć dużo większą motywację i włożyć w to dużo więcej wysiłku. Ale chyba warto, jeżeli nie chcesz siedzieć bezczynnie.”

maru, IRIN

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu