„Stonoga”, jedyny „postrach” turystów

afryka.org Czytelnia Poznaj Afrykę! „Stonoga”, jedyny „postrach” turystów

Jeśli dla przybysza Wyspy Zielonego Przylądka są pierwszym afrykańskim krajem, z którym się styka, może być srodze zawiedziony. Ani położenie geograficzne ani warunki naturalne archipelagu nie sprzyjały rozwojowi fauny i flory i próżno tu szukać atrakcji na miarę Kenii i Tanzanii.

W czasach gdy Portugalczycy odkryli Wyspy roślinność była podobno bardzo obfita, stąd zresztą nazwa archipelagu, jednak fale wyniszczających suszy, które przyszły na początku XVIII wieku sprawiły, że z tej obfitości zieleni pozostała jedynie nazwa. Bogatsze formy życia biologicznego pozostały jedynie na tych wysepkach, które ze względu na brak dogodnych warunków do życia nie zostały skolonizowane.

Wszystkie ssaki, jakie dziś można spotkać na Cabo Verde są zwierzętami domowymi, sprowadzonymi tu przez Portugalczyków: krowy, świnie, psy, koty, osły, konie, woły, kozy, a jedyną zwierzyną łowną jest perlica gwinejska. Konie są niewielkiego wzrostu. Lepiej mają się krowy – krzyżówka z afrykańskim bykiem.

Nawet małpy, spotykane na wyspach Santiago i Brava występują tylko w jednym gatunku i jest to Cercopithecus aethiops, koczkodan zielony, który wbrew nazwie ma szaro-siwą sierść. Przypuszcza się, że pochodzą od jednej ciężarnej samicy, która miała uciec na stały ląd ze statku płynącego z Gwinei Bissau. Niewielkie skupisko tych ssaków, w stanie dzikim, znajduje się właśnie na wyspie Santiago.

Niektóre z udomowionych zwierząt zdziczały, choćby osły, na które w XVIII wieku można było natrafić na Fogo czy, według innych źródeł, na Boa Vista i Sâo Antao. Na kilku wyspach istniały także spore populacje zdziczałych kotów, do dziś prawdziwe utrapienie właścicieli hoteli, choćby na wyspie Sal. Susze, zubożanie i tak już ubogiej roślinności w znacznej mierze przetrzebiły populacje tych zwierząt.

Na Wyspach spotyka się także pięć gatunków nietoperzy, dwanaście gatunków jaszczurek, w tym największą Tarentola gigas. Ta 27-centymetrowa jaszczurka żyje wyłącznie na dwóch niewielkich, niezamieszkałych, wyschniętych wysepkach, Razo i Branco. Obie wysepki tworzą rezerwat chroniony.

Znacznie lepiej prezentuje się fauna morska. Jedną ze szczególnych cech wód Cabo Verde jest brak kontynentalnego plateau, co sprawia, że blisko niektórych wybrzeży wysp napotyka się niemal natychmiast wielką głębię. Dzięki sprzyjającym warunkom naturalnym, czystości, przejrzystości i odpowiedniej temperaturze wody otaczające archipelag są szczególnie bogate w ryby. Jest to melanż fauny wód śródziemnomorskich i tropikalnych.

Według Nunana (dane z 1992 roku) w wodach Wysp można doliczyć się ponad setki gatunków ryb, które w tych wodach żyją lub pojawiają się w określonych porach. Należą do nich między innymi sztokwisz, ryba papuzia, czerwony karp, tuńczyk, dorada, murena, , ryba miecz, langusta i wiele, wiele innych. Jest także wiele gatunków rekinów w tym żarłacz tygrysi , rekin-młot, rekin byczy, i żarłacz żółty choć na spotkanie z nimi tête-à-tête mogą liczyć raczej jedynie amatorzy nurkowania i podwodnych łowów i to także w określonych rejonach. Na najbardziej zagrażającego człowiekowi żarłacza białego natknął się podobno, między wyspami Maio i Boa Vista słynny kapitan Cousteau. Jednak plaże archipelagu są całkowicie bezpieczne i w zasadzie nie odnotowano tu jakiegoś groźnego w skutkach spotkania człowieka z rekinem.

Przy odrobinie szczęścia na pełnym morzu można zobaczyć delfiny, a nawet kaszaloty, orki, humbaki i wieloryby, błękitny i garbaty. Wieloryby, według danych bibliograficznych i relacji przekazywanych z pokolenia na pokolenie były stałymi bywalcami wód kabowerdyjskich. Niektóre hipotezy wskazują, że pierwsza fala emigracji do Stanów Zjednoczonych nastąpiła po pojawieniu się na tych wodach amerykańskich wielorybników. Wieloryby, choć obecnie ich liczba stale maleje, przybywają tu w zimie, od grudnia do kwietnia, w poszukiwaniu cieplejszych wód.

Szczególnie bogate życie morskie kwitnie w pobliżu nie tak dawno odkrytej rafy koralowej i podmorskich gór, łańcucha João Valente, w połowie drogi między wyspami Boa Vista i Maio.
Niezaprzeczalnie najciekawszym przedstawicielem fauny wód Cabo Verde jest chyba żółw. Niegdyś symbol wyspy Sal, na której paradoksalnie dziś już prawie nie występuje, widnieje wciąż na rewersie monety 10 escudos. W wodach archipelagu pojawia się pięć jego gatunków.

Ale prawdziwym skarbem wód Cabo Verde są langusty. Występują u wybrzeży wszystkich wysp, lecz najliczniejsze są przy Santiago, Santo Antão i Boa Vista. Wszystkie należą do rodziny Palinuridae (langusta różówa, zielona i castanha), jest też pewien gatunek Scyllaridae ( langusta de pedra lub z portugalskiego carrasco). Na Boa Vista, a także na Maio częściej spotykane są langusty zielone, zresztą w różnych odcieniach zieleni. Najrzadsza są langusta różowa, endemit, spotykany jedynie na wodach Cabo Verde i opisany w 1964 roku przez Foresta i Postela. Wyróżnia się czerwonawym kolorem ( stąd często nazywana czerwoną) i białawymi plamkami na grzbiecie. Przebywa na znacznie większych głębokościach, trudniej więc ją złowić. Jest też lepiej chroniona. Popyt na langusty, często większy niż podaż i niełatwe połowy sprawiają, że ich cena eksportowa jest wysoka, także w restauracjach, co powoduje, że wszelkie zakazy ich łowienia w okresach tarła są lekceważone.

Obok langust kabowerdyjskie wody słyną także z krabów i kalmarów.

Skoro więc na Wyspach Zielonego Przylądka nie ma zwierząt w stanie dzikim, nie ma także zwierząt niebezpiecznych i jedynym, który może stwarzać zagrożenie, może nie tyle dla zdrowia czy życia, co dobrej kondycji i samopoczucia jest skorupiak. Nie, nie skorpion, a "stonoga". Zazwyczaj nie przekraczająca dwóch centymetrów, niepozorna stonoga na Wyspach może mierzyć nawet do kilkunastu; jej uszczypnięcie powoduje dotkliwy ból, utrzymujący się nawet 2-3 dni i poważną opuchliznę. W skrajnych przypadkach kończy się to wizytą w szpitalu, choć miejscowi twierdzą, że jedynym skutecznym środkiem jest posmarowanie opuchniętego miejsca zalewą, na którą składa się żywa ( na początku) stonoga i lokalny, doskonały zresztą grog.

A najpoważniejszym zagrożeniem dla turysty, dzikim i nieprzewidywalnym jest nie jakikolwiek przedstawiciel fauny, a … ocean. Ocean – żywiciel, ocean – przyczyna sodade: jego wysokie fale i silne prądy zwiodły już niejednego ufnego we własne siły pływaka. Lepiej już mieć do czynienia ze stonogą. Zwłaszcza mając pod ręką rum z Santo Antão – jeden z najlepszych w świecie!

Elżbieta Sieradzińska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *