Żarty na krawędzi

afryka.org Czytelnia Blog Mamadou Diouf Żarty na krawędzi

Jedną z zalet kultur opartych na tradycji ustnej jest bliski kontakt między ludźmi. Nawet języki nie mają formy „proszę pana, proszę panią”, które raczej zwiększają dystans. W tych kulturach, słowo króluje. Dlatego, kiedy ktoś mówi, że Afrykańczycy nie znają się na żartach, traktuję to jako kawał. I to kiepski.

Tak właśnie mówią ci, którzy chlapnęli coś, mają moralnego kaca, ale nie mają odwagi zwyczajnie przeprosić. Polak, który był w Afryce, odkrywa miejsce śmiechu w życiu ludzi. Dowcipy i żarty są tam integralną częścią życia codziennego. Wnuk żartuje z dziadka, kuzyni między sobą. Przysłowia i dowcipy odgrywają ważną rolę w kulturach bez pisma, są elementami wychowania. W Afryce Zachodniej istnieje nawet „instytucja żartobliwego kuzynostwa”, jako forma humoru, rozładowania napięć między niektórymi grupami etnicznymi.

O jakich żartach więc mówimy ostatnio? A może Afrykańczycy, jak Polacy, jak każdy człowiek są przewrażliwieni na pseudo-kawały. Jeżeli żart- to krótka forma humorystyczna, służąca rozśmieszeniu, zastanówmy się, co duet radia Eski nazywa dowcipem. „Może zadzwonimy teraz do Murzyna? Krajowy rejestr Murzynów… Gajadhur, tak, Murzin. Dzisiejszą audycję sponsoruje warszawski oddział Ku-Klux-Klanu. W jakiej sieci on może mieć telefon? Która się z czarnym kojarzy? Buszmeni?…” Takie właśnie słowa padły z ust panów Figurskiego i Wojewódzkiego. Radio nazywa to satyrą!

To nie „spalony żart”, ani „suchy żart”. To nie „pusty żart”, tym bardziej „dowcip abstrakcyjny”. Te słowa dzielą kilometry od dowcipu. To w ogóle nie jest żart. Nazwijmy rzecz po imieniu: to obraza. To znieważenie, obelżywe zachowanie. Nawiązanie do Ku Klux Klan sugeruje, że radiowy duet zna historię segregacji rasowej na południu USA. Może i znają, ale…

Szef MSZ-U , proszony przez Monikę Olejnik o komentarz do sprawy z Wojewódzkim, powiedział, że „humor nie podlega dyskusji”. Humor może nie. Ale pytanie jest inne: czy powyższe słowa są humorem. Gdyby Afrykańczyk prowadząc audycję w radiu Eska „zażartował” sobie słowami: „dzisiejszą audycję sponsoruje warszawski oddział Hitlerjugend”, nie wiem, czy większość Polaków uznałaby to za niewinny żarcik. Myślę, że co najmniej część Polaków czułaby się tym urażona. Wbrew pozorom, żarty, dowcipy są domeną inteligencji. Powtarzać łatwo, ale wymyślić to wyższa szkoła jazdy. Ten sam minister powiedział (jakby bronił duetu), iż również Polacy bywają tematem żartów w zagranicznych mediach. Ten argument przypomina cios Gołoty poniżej pasa w pewnej walce.

Widzę tylko jeden element humoru w tej całej historii. To kiepska, mam nadzieję, że udawana, znajomość geografii panów z Eski. Indie z pewnością nie leżą w Afryce. Jak więc Polak o pochodzeniu hinduskim, do którego Wojewódzki planował zadzwonić, może być Murzynem (tak „bambomental” nazywa Afrykańczyków- stąd audycja o Murzynach)? Można też to interpretować zupełnie inaczej. A może nasz duet wyznaje hasło: „ciemniejszy ode mnie, więc Murzyn! Ale co na to Norweg, Islandczyk, gdy spotyka Włocha z Palermo, Portugalczyka czy mieszkańca Cypru?

Chaplin śmieszy. Bliżej nas, Janusz Weiss z swoim -Dzwonię do Pani, Pana w bardzo nietypowej sprawie- też. Czyli nasz duet ma kogo naśladować. Beż obrażania, bez chamstwa, za to dowcipnie. Przecież o to chodzi. Tyle, że to wyższy poziom i wymaga wysiłku! Bezczelność nazwijmy po imieniu, zamiast mówić o gafach. Zauważyłem od jakiegoś czasu, że zdania typu -to cytaty wyrwane z kontekstu- robią karierę. Radio właśnie dostroiło sie do tego trendu, w obronie swoich ludzi. Tonący brzytwy się chwyta. Przestańmy udawać, że dowcip jest tam, gdzie go nie ma. Kiedy słyszę – „Nie chcieliśmy nikogo obrażać”, wtedy myślę sobie, to dopiero kpina!!!

Mamadou