Złote dziecko

afryka.org Kultura Muzyka Złote dziecko

Jeśli chcesz być gwiazdą, nie powinieneś oglądać się na innych. Musisz dużo nad sobą pracować, a dopiero wówczas zostaniesz doceniony – tak mówił o swojej karierze jedenastolatek z Soweto. Blisko dekadę później, już jako dojrzały mężczyzna, powraca w wielkim stylu i ma nadzieję, że po raz kolejny imię „Mzambiya” będzie na ustach wszystkich.

Baraki z blachy falistej, bieda i chmara dzieciaków – wśród nich chłopiec, który już wkrótce miał stać się jednym z najmłodszych gwiazd południowoafrykańskiej popkultury. Wychowywać przyszło mu się w Zoli, dystrykcie Soweto, słynącym z brutalności i bezprawia. Domem dla wielu „tsotsi”. Omijanym szerokim łukiem przez resztę mieszkańców johannesburskiej aglomeracji.

Ale Zola to nie tylko złe rzeczy. Ta część Soweto słynie z wydania na świat wielkich legend muzyki kwaito. To tam swe pierwsze kroki stawiali Mandoza, M’du oraz Zola, który swój przydomek zawdzięcza nazwie dzielnicy. Ich sukces odcisnął piętno na młodzieży, która znalazła szansę na wyjście ze świata pozbawionego perspektyw.

– Pierwszy raz spotkałem Mzambiyę, gdy miał osiem lat. Chodził za mną i prosił, bym dał mu szansę. Odpowiedziałem, że nie ma sprawy, choć tak naprawdę nie miałem zamiaru tego robić. – opowiada po latach jeden z pierwszych producentów artysty. Szybko jednak zrozumiał swój błąd. Mzambiya niedługo potem został zaproszony do programu telewizyjnego „Jam alley”. Cały kraj miał okazję zboczyć w akcji chłopca, który zrównał z ziemią swoich konkurentów. Tuż po nagraniu nastąpiła oferta współpracy i tak rozpoczęła się jedna z najciekawszych karier przełomu wieków.

Już jego wczesna twórczość pokazała przynależność do getta. Śpiewał o życiu, przestępczości. Starał się, by jego teksty były jak najbardziej prawdziwe. Często zastanawiano się, czy nie są one zbyt poważne dla dziecka. On wówczas odpowiadał: – Oczywiście, że są. Ja jednak lubię mówić ludziom o takich rzeczach i myślę, że oni mnie słuchają.

Kolejne lata miły, a RPA bacznie śledziło dorastanie młodego muzyka. Z każdym nowym hitem widać było, że tworzy zupełnie nowy styl. Jako pierwszy zdecydował się odważnie mieszać kwaito z hip-hopem. Było to wówczas spowodowane chęcią współpracy z kolegą z wytwórni płytowej. Później stało się to jego wizytówką.

Dokładnie dekadę po swoim debiucie, Mzambiya powrócił z nową płytą „Still I Rise”. Na pierwszy rzut oka widać, że dojrzał. Rozluźnił tematykę tekstów i większą uwagę poświęcił stronie muzycznej. Świetny efekt dało zaproszenie do współpracy Kabelo i Howzę. We trójkę stworzyli utwór „Badala”, który wciąż jest obecny w południowoafrykańskich rozgłośniach radiowych.

Mb

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu