Zimbabwe: Tym razem nie o polityce

afryka.org Wiadomości Sport Zimbabwe: Tym razem nie o polityce

“Dzimba dza mabwe”, czyli Wielki Dom z Kamienia. Pochodząca z języka Shona nazwa Zimbabwe, która funkcjonuje od 1980 roku – wcześniej ten rejon nazywano Rodezją, od nazwiska Cecila Rhodesa, brytyjskiego gubernatora – dobrze pokazuje charakter Zimbabweańczyków.

Mimo bardzo trudnej historii, zarówno tej kolonialnej, jak i tej nowszej – blisko 30-letnie dyktatorskie rządy Mugabe, które doprowadziły kraj do gospodarczej ruiny, a także najnowszej Wielki Dom z Kamienia trwa niewzruszenie, a kolejne burze i trzęsienia ziemi nie zdołały naruszyć jego fundamentów.

I chociaż Zimbabwe wydaje się staczać po równi pochyłej w stronę nieuchronnej katastrofy, zimbabweańska piłka nożna przeżywa prawdziwy renesans. Reprezentacja odnosi pierwsze historyczne sukcesy, a kluby święcą triumfy na arenie międzynarodowej. Wszystko zaczęło się w roku 2002, kiedy z funkcji przewodniczącego Federacji Piłkarskiej Zimbabwe zwolniony został… Leo Mugabe, bratanek prezydenta. Od tamtej pory piłka odbija się coraz większym echem od ścian Wielkiego Domu z Kamienia. Kto wie, może kiedy nastąpi demugabizacja polityki odniesie ona podobny skutek jak demugabizacja piłki?

Ale dość polityki. Czas na futbol. Piłkarska reprezentacja Zimbabwe wielkich sukcesów w międzynawowej piłce jeszcze nie odniosła, ale pierwsze oznaki wiosny już widać. Rok 2004 to historyczny awans do finałów Pucharu Narodów Afryki. Los nie rozpieszczał jednak graczy z Zimbabwe od samego początku. W grupie z Kamerunem, Egiptem i Algierią beniaminek nie miał większych szans, a honorowe zwycięstwo nad Algierią w ostatnim meczu to wszystko na co fani Wojowników mogli liczyć. W 2006 sytuacja była jeszcze trudniejsza, bo awans z grupy z Senegalem, Nigerią i Ghaną był praktycznie niemożliwy, a zwycięstwo w meczu kończącym grupową rywalizację z Czarnymi Gwiazdami pokazało wojowniczy charakter drużyny. Stąd apetyt na kolejny awans do finałów w Ghanie w 2008 roku był spory, tym bardziej, że Zimbabwe trafiło do 3-zespołowej grupy z Marokiem i Malawi. Jednak eliminacje te okazały się zupełnie nieudane i Zimbabwe musiało uznać wyższość północnoafrykańskiej drużyny.

Aktualny sezon może okazać się przełomowy. Przede wszystkim nadzieję budzą występy klubowych drużyn z Zimbabwe w afrykańskich pucharach. Co prawda Highlanders Bulawayo odpadli już z Pucharu Konfederacji, przegrywając z sudańskim Al-Merreikh Omdurman, ale pozostawili po sobie dobre wrażenie. Największą jednak sensacją tegorocznych pucharów w Afryce jest drużyna Dynamos Harare, która przebojem wdarła się do finałowej fazy grupowej Afrykańskiej Ligi Mistrzów, eliminując w ostatniej rundzie obrońców tego trofeum, tunezyjskie Etoile du Sahel. Co ciekawe, pod znakiem zapytania stał wyjazd na mecz rewanżowy do Tunezji, bo cena wyprawy wynosiła ok. 50 000 $, co po przeliczeniu na zimbabweańskie dolary wynosiło 10 bilionów. W ostatniej chwili prezydent Mugabe, mimo wcześniejszej odmowy, zdecydował się wyłożyć pieniądze na przelot z kasy swojej partii. Dynamos, zwani przez swych fanów Dembare – od dzielnicy Mbare, gdzie klub ma siedzibę – zaznali iście mistrzowskiego przywitania, kiedy wracali z Tunezji po zwycięskim boju o finał Ligi Mistrzów.

*Zwycięska bramka w meczu z Etoile du Sahel, zdobyta przez Benjamina Marere

Tym razem reprezentacja Zimbabwe ma nadzieję na pierwszy, historyczny awans do Mistrzostw Świata. Los zdaje się im sprzyjać, gdyż grupowi rywale, Kenia, Namibia i Gwinea może słabeuszami nie są, ale z pewnością leżą w zasięgu możliwości Wojowników. Moda na brazylijskich trenerów na południu Afryki sprawiła, że ZIFA powierzyła reprezentację Jose Claudineiemu, znanemu pod pseudonimem „Valinhos”. A trener stawia na doświadczenie. W składzie drużyny Valinhosa praktycznie nie znajdziemy graczy poniżej 23 roku życia. Co prawda pierwsze zwiastuny młodości powoli widać – coraz więcej młodych, zdolnych graczy z zimbabweańskiej ligi ociera się o reprezentację – jednak średnia wieku pozostaje dość wysoka, a trzon reprezentacji stanowią ciągle największe gwiazdy z Zimbabwe, jak chociażby znani z Legii Choto i Chinyama, piłkarz FC Nantes Harlington Shereni, pierwszy snajper drużyny Banjamin „Alessio” Mwaruwari z Manchesteru City, czy wreszcie powoli kończąca karierę legenda, Peter Ndlovu, grający aktualnie w Mamelodi Sundowns.

Gwiazda drużyny

Benjani Mwaruwaru, nazywany po prostu Benjani, urodził się w roku 1978 w Bulawayo, w ówczesnej Rodezji. Swoją profesjonalną karierę , jak większość graczy z Zimbabwe, rozpoczynał w sąsiedniej Republice Południowej Afryki, w drużynie Jomo Cosmos. W czasie dwóch sezonów spędzonych w RPA zdobył 20 goli, co zaowocowało najpierw wypożyczeniem do Grashoppers Zurich, a potem transferem do AJ Auxerre.

We Francji szybko wywalczył sobie miejsce w podstawowym składzie pod nieobecność Djibrila Cisse’a i został nawet liderem strzelców ligi francuskiej, jednak powrót do zdrowia lidera drużyny i zmiana trenera sprawiły, że równie szybko stał się zbędnym ogniwem w Auxerre. Jego transfer do Porsmouth za 4,1 miliona funtów był sporym wydarzeniem w zimbabweańskiej piłce. Jednak Benjani długo nie mógł zaaklimatyzować się na Wyspach i dopiero w 15. występie przeciwko Wigan Athletic zdobył swojego pierwszego gola.

Potem było coraz lepiej. Bramki zdobywał regularnie, ustrzelił nawet dwa hat-tricki w meczach z Reading i Derby. Kłopotów narobił sobie, kiedy w decydującym momencie nie wykorzystał rzutu karnego w meczu z West Ham, co skończyło się zakazem wykonywania rzutów karnych jaki wydał mu trener. Jednak w drugiej części sezonu Benjani udowodnił, że nie potrzebuje karnych żeby zdobywać bramki i zakończył sezon z 12 trafieniami na koncie. Transfer do Tottenhamu za 8 milionów funtów miał być wielkim wydarzeniem, ale Benjani spóźnił się na samolot i nie zdążył podpisać kontraktu przed zakończeniem deadline’u wyznaczonego przez Tottenham. Na otarcie łez przygarnął go Manchester City, w którym zaraz po transferze strzelił bramkę w słynnym zwycięstwie w derbach na Old Trafford, stając się z miejsca ulubieńcem publiczności.

*Piękna bramka po rajdzie.


*Pierwsza bramka w Premiership.

Łukasz Kalisz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu