Zimbabwe: Dlaczego chińska broń nie może dopłynąć do prezydenta Mugabego

afryka.org Bez kategorii Zimbabwe: Dlaczego chińska broń nie może dopłynąć do prezydenta Mugabego

Wzdłuż wybrzeży Afryki pływa chiński statek "An Yue Jiang". Szuka portu, gdzie mógłby wyładować 77 ton broni i amunicji zamówionych przez zimbabweńskiego prezydenta, który za wszelką cenę chce unieważnić wyniki przegranych wyborów pod koniec marca

Według zimbabweńskiej opozycji w wyniku represji, jakie rząd Roberta Mugabego rozpoczął po przegranych wyborach prezydenckich i parlamentarnych, zginęło co najmniej dziesięciu zwolenników opozycji, pół tysiąca zostało dotkliwie pobitych, a drugie pół tysiąca trafiło do więzień. Obawiając się o życie przywódca opozycji Morgan Tsvangirai, zwycięzca marcowych wyborów i niedoszły prezydent, wyjechał z kraju i zapowiada, że prędko nie wróci. – Ani myślę być martwym bohaterem – powiedział w sobotę w Johannesburgu kanadyjskiej gazecie "Globe and Mail". Pokonani, 84-letni Mugabe i jego rządząca partia ZANU-PF, ani myślą oddawać władzę. W sobotę komisja wyborcza przystąpiła do ponownego liczenia głosów w 23 okręgach, gdzie wygrała opozycja. ZANU potrzebuje rewizji zaledwie siedmiu mandatów, żeby odzyskać większość w parlamencie. Mugabe twierdzi, że do wyłonienia zwycięzcy w wyborach prezydenckich potrzebna jest dogrywka, ale nie ogłasza jej terminu. A komisja wyborcza wciąż nie podaje oficjalnych wyników prezydenckiej elekcji. Według opozycji Mugabe gra na zwłokę, bo potrzebuje czasu, by złamać i zastraszyć zwolenników opozycji, a w rezultacie wygrać bez większych problemów dogrywkę. Zadanie mają mu ułatwić karabiny, moździerze i amunicja, które Mugabe pospiesznie zamówił w Chinach i które wpłynęły w zeszłym tygodniu do południowoafrykańskiego portu w Durbanie. Stamtąd sześć kontenerów miało trafić do Zimbabwe niemającego dostępu do morza. Ale broń nie została wyładowana w Durbanie. Związkowcy z miejscowego portu odmówili rozładunku, a kierowcy ciężarówek z innego związku zawodowego zapowiedzieli, że nie zawiozą broni do Zimbabwe. Przeciwko rozładunkowi broni i jej transportu do Zimbabwe zapropotestowała nie tylko potężna centrala związkowa COSATU, ale i z nią, i z rządzącym RPA Afrykańskim Kongresem Narodowym partia komunistyczna, opozycyjna partia Sojusz Demokratyczny, katolicki kardynał z Durbanu Wilfried Napier i anglikański biskup Rubin Phillip. Ten ostatni wystąpił do miejscowego sądu o zakaz rozładunku broni do Zimbabwe, gdzie zostałaby ona wykorzystana dla łamanie praw człowieka. Durbański sąd przychylił się do wzniosku biskupa i zakazał rozładunku statku. Południowoafrykański rząd prezydenta Thabo Mbekiego, który zgadzał się na rozładunek, rad nie rad musiał odesłać statek z Durbanu. W sobotę "An Yue Jiang" popłynął więc w kierunku Mozambiku, do portów w Maputo lub Beirze, skąd koleją lub ciężarówkami broń mogłaby trafić do Zimbabwe. Ale mozambikańskie władze, powołując się na wymogi proceduralne, ogłosiły, że nie wpuszczą statku z bronią. Statek zawrócił więc i popłynął w kierunku Luandy, stolicy Angoli, sprawdzonego sojusznika prezydenta Mugabego. Chiny, jak zawsze, gdy sprzedają broń, twierdzą, że nie łamią żadnego prawa i handlują wyłącznie z prawowitymi władzami. To samo powtarzali urzędnicy prezydenta RPA Mbekiego, który przekonuje, że rozjuszanie Mugabego do niczego nie doprowadzi i tylko ugłaskując go, można skłonić go do ustępstw. Bunt związkowców z Durbanu był dla Mbekiego upokorzeniem. Prawo istotnie nie zabrania sprzedaży broni Zimbabwe. Działacze praw człowieka i zimbabweńska opozycja są jednak przekonani, że zamówione w Chinach karabiny posłużą do represji wobec zwolenników opozycji i w ogóle społeczeństwa przed drugą turą wyborów prezydenckich. Chińczycy jak zawsze odpowiadają, że problemy polityczne są wewnętrzną sprawą Zimbabwe i nic im do tego. Pekin pozostaje jednym z ostatnich, ale za to potężnym i bogatym sojusznikiem Mugabego, który dzięki tej przyjaźni nie musi przejmować się zachodnim potępieniem i sankcjami. Zdaniem opozycji chińscy instruktorzy wojskowi w mundurach i z bronią patrolują i pacyfikują zimbabweńskie wioski, które w wyborach zagłosowały na opozycję. Chińczyków widziano we wschodnim Mutare, a także w Masvingo. W latach 80. wkrótce po ogłoszeniu niepodległości w Zimbabwe w prowincji Matabeleland wybuchło zbrojne powstanie ludu Ndebele przeciwko dominacji rządzących Szonów, rodaków Mugabego, do pomocy w tłumieniu rebelii ściągnięci zostali wtedy instruktorzy wojskowi z Korei Północnej. Źródło: Gazeta Wyborcza

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

 Dokument bez tytułu