Zimbabwe: A zwycięzcą jest…

afryka.org Wiadomości Zimbabwe: A zwycięzcą jest…

Wybory w piątek, prezydent w niedzielę. Tak można najkrócej opisać to, co stało się w ciągu weekendu w Zimbabwe.

Po raz szósty, prezydentem tego kraju został Robert Mugabe. Został, bo udało mu się zmusić politycznych przeciwników do kapitulacji. W rezultacie był jedynym kandydatem, chociaż na kartach do głosowania widniało też nazwisko jego rywala, Morgan Tsvangirai’a przywódcy opozycyjnego Movement for the Democratic Change (MDC). Pomimo, że Tsvangirai wycofał się z kandydowania na kilka dni przed drugą turą głosowania, komisja wyborcza nie wykreśliła jego nazwiska. W ten sposób Mugabe chciał dowieść, że wyborcy zagłosują na niego, a nie na Tsvangirai’a.

Plan Mugabe powiódł się tylko częściowo. Drugiej turze towarzyszyła niska frekwencja – 42% osób uprawnionych do głosowania przyszło do urn. Oficjalne wyniki mówią, że Mugabe zdobył 85,51% głosów. Obserwatorzy reprezentujący kraje zrzeszone w Southern African Development Community (SADC), którzy przyglądali się wyborom, twierdzą, że nie spełniły one demokratycznych standardów i nie wyrażają woli Zimbabweańczyków.

Zaraz po ogłoszeniu wyborów Mugabe został zaprzysiężony na prezydenta. Nie wiemy jeszcze, czy jego władzę uznają przywódcy innych afrykańskich państw. Południowoafrykański noblista, arcybiskup Desmond Tutu, wezwał ich do nieuznawania Mugabe za prezydenta. Nie zrobią tego kraje Zachodu, takie jak Wielka Brytania i USA.

Mugabe i jego partia Zimbabwe African National Union – Patriotic Front (ZANU-PF), mają teraz jeszcze jeden problem do rozwiązania. W marcowych wyborach, większość w parlamencie nie ma, jak dotąd bywało, ZANU-PF. Tsvangirai już teraz zapowiada, że MDC będzie chciało wykorzystać swoją przewagę nad partią Mugabe do walki z obecnym prezydentem.

Mugabe odpowiada, że jest gotowy do rozmów. Tsvangirai mówi o koalicji, przy zachowaniu Mugabe na fotelu „prezydenta-figuranta”. Tylko czy Mugabe i generałowie, którzy za nim stoją, zgodzą się na taki scenariusz?

lumi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu