Z cyklu: Mój dzień w Polsce – cz. 12 – Michael z Tanzanii

afryka.org Czytelnia Czytelnia Z cyklu: Mój dzień w Polsce – cz. 12 – Michael z Tanzanii

Teraz jest wieczór, siedzę i myślę, co mam napisać o „Moim dniu w Polsce”. Czy mam napisać to co chcecie usłyszeć? Czy też o moich rzeczywistych doświadczeniach w tym kraju? Napiszę o tym drugim…

Zaczynam przypominać sobie czas, kiedy dostałem miejsce żeby studiować w Polsce. Nie znałem tego kraju. Dla mnie Polska i Rosja były takie same. Polski ambasador w Tanzanii odpowiadał nam o Polsce jako kraju katolickim. Same dobre rzeczy. Wtedy nigdy nie byłem w Europie, tylko słyszałem o niej w radiu albo czytałem w książkach. Myślałem, że Polska jest świętym krajem. Krajem, w którym urodził się Papież.

Podczas mojej podróży do Polski mieliśmy kilka problemów w Holandii i na lotnisku w Polsce. Wtedy już zacząłem rozumieć jak Afrykańczycy mogą być traktowani w Europie.

Przyjechałem do Polski 8 listopada 1995 roku. Było bardzo zimno około -2oC. Miałem trudności z dostaniem się na dworzec, bo ludzie nie mówili po angielsku. Taksówkarze, którzy znali trochę ten język, chcieli zawieźć nas do Łodzi. W końcu przystaliśmy na ich propozycję.

W Łodzi spotkałem kolegów z mojego kraju. To było bardzo miłe uczucie zobaczyć kogoś z Tanzanii w Polsce. Oni opowiadali mi różne rzeczy o Polsce. Prawie każdy mówił trochę inaczej. Wszyscy twierdzili jedno – że Polska to nie jest miejsce dla nas. Ważne jest tylko to, aby zdobyć tutaj wykształcenie i potem wracać do domu.

Zacząłem studium języka polskiego. Moi nauczyciele byli bardzo mili. Chodziłem po ulicach, ludzie mówili do mnie, ale ja nic nie rozumiałem. Wszystko było nowe i ciekawe, bo inne niż w mojej ojczyźnie. Nawet dyskoteki, gdzie grano inną muzykę. To były dwa różne światy. Brakowało mi rodziny i kolegów, ale musiałem wytrzymać. Najważniejsze były studia. Czas leciał bardzo powoli, i myślałem, że te pięć lat będzie jak sto lat.

Po trzech tygodniach zobaczyłem jak jest naprawdę. Gdy wracałem z dyskoteki spotkałem chuliganów i zostałem pobity. Ukradli mi pieniądze i zegarek. Wtedy zacząłem trochę rozumieć po polsku i rozumiałem co ludzie mówili do mnie na ulicy: Murzyn, Bambo, Czarnuch, Polska dla Polaków… Mówiłem o tym moim nauczycielom, ale oni odpowiadali, że taka jest Polska i muszę dbać o moje bezpieczeństwo.

Jednak w Łodzi spotkałem kilku kolegów i koleżanek, z nimi dobrze spędzałem czas i wtedy czułem się jak w domu. Zapominałem o wszystkich moich trudnościach i problemach.

W październiku 1996 roku zacząłem studia na Wydziale Elektroniki Politechniki Wrocławskiej. Na pierwszych zajęciach bardzo mało rozumiałem. Studenci dziwili się, jak ktoś, kto słabo mówi po polsku może studiować w Polsce. Przychodzili do mnie i pytali mnie: Skąd jesteś? Czemu akurat Polska? Czy podoba ci się tutaj? Po studiach wracasz do siebie czy zostajesz u nas? Te cztery pytania zadawało mi bardzo wileu ludzi w Polsce i każdy kto pytał, chce usłyszeć tylko dobre opinie o Polsce.

Studia były bardzo trudne. Całe szczęście, że wykładowcy rozumieli moje problemy z językiem i czasami pozwalali mi zdawać egzamin w języku angielskim. Nie miałem trudności z matematyką i ćwiczeniami, trudne były wykłady i nie potrafiłem ściągać.

Życie we Wrocławiu było inne od tego w Łodzi, bo już miałem doświadczenie z Polakami. Zatykałem moje uszy na ulicy, bo wiedziałem, że większość tych, którzy obrażają mnie są ludźmi prymitywnymi. I czułem się bezpiecznie w szkole.

Ale w szkole spotkałem się z inną dyskryminacją. W czasie egzaminów nikt nie chciał siedzieć blisko mnie, w laboratorium zawsze byłem tym, który nie znalazł partnera albo spóźnił się na zajęcia, bo wszyscy uciekali ode mnie i ten który musiał być ze mną czuł, że jest nieszczęśliwy.

Wtedy miałem bardzo ciężki czas. I zawsze zadawałem sobie pytanie czy to jest grzech urodzić się „czarnym”? I co to znaczy być „białym”? I dlaczego „czarni” nie są tutaj bezpieczni? Zacząłem pić i chodzić na dyskoteki, żeby zapomnieć o moich problemach. I to pomagało, ale tylko na chwilę. Miałem dużego pecha. Szczególnie wtedy, gdy byłem wyrzucony z akademika, bo moja dziewczyna (Polka) spała u mnie w pokoju.

Polska jest bardzo dobrym krajem i jest tu bardzo dużo dobrych ludzi. A co do tych złych… Myślę, że powinno się uczyć małych Polaków, czym jest rasizm. To dyskryminacja powoduje nienawiść. Tym, którzy nienawidzą Afrykańczyków zadaję pytanie: Czy chciałbyś być dyskryminowany? Czy to jest grzech urodzić się w biednym kraju?

Michael,
Tanzania 

Przeczytaj poprzednie części cyklu "Mój dzień w Polsce". 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu