“Wytępić całe to bydło” (6): Narodziny rasizmu

afryka.org Kultura Książki „Wytępić całe to bydło” (6): Narodziny rasizmu

“Błogosławieństwa cywilizacji ogołociły już amerykański kontynent z jego pierwotnych mieszkańców. Z tej samej przyczyny nie ostała się ani jedna rodzina spośród naturalnej ludności wysp Indii Zachodnich. W podobnej sytuacji znajdzie się wkrótce Afryka Południowa, a choroby przywleczone z Europy i despotyzm fanatycznych misjonarzy powodują gwałtowny spadek liczby mieszkańców wysp Oceanu Spokojnego. Najwyższy już czas, by położyć kres tej eksterminacji; ponieważ długie i gorzkie doświadczenie wykazało, że nasze próby uczynienia najeżdżanych przez nas lub pokonanych barbarzyńców szczęśliwszymi, mądrzejszymi lub lepszymi spaliły na panewce, powinniśmy zostawić ich w spokoju, skierować tę dydaktyczną gorliwość na nas samych i podjąć próbę poskromienia… własnej chciwości, naszego egoizmu i naszej samowoli.”

Race is everything: literature, science, art, in a word,
civilization, depend on it.

115
W początkach XIX wieku pozostawała wciąż żywa osiemnastowieczna krytyka imperializmu i dla wielu sprzeciw wobec ludobójstwa był czymś oczywistym.
W swojej obszernej historii kolonializmu European Colonies in Various Parts of the World Viewed in Their Social, Moral and Physical Condition (1834) John Howison pisze:

Błogosławieństwa cywilizacji ogołociły już amerykański kontynent z jego pierwotnych mieszkańców. Z tej samej przyczyny nie ostała się ani jedna rodzina spośród naturalnej ludności wysp Indii Zachodnich. W podobnej sytuacji znajdzie się wkrótce Afryka Południowa, a choroby przywleczone z Europy i despotyzm fanatycznych misjonarzy powodują gwałtowny spadek liczby mieszkańców wysp Oceanu Spokojnego.
Najwyższy już czas, by położyć kres tej eksterminacji; ponieważ długie i gorzkie doświadczenie wykazało, że nasze próby uczynienia najeżdżanych przez nas lub pokonanych barbarzyńców szczęśliwszymi, mądrzejszymi lub lepszymi spaliły na panewce, powinniśmy zostawić ich w spokoju, skierować tę dydaktyczną gorliwość na nas samych i podjąć próbę poskromienia… własnej chciwości, naszego egoizmu i naszej samowoli.

Ta postawa miała swoje korzenie zarówno w chrześcijaństwie, jak i oświeceniowej idei równości.
Tymczasem XIX-wieczna ekspansja Europy rodziła zupełnie odmienne postawy. Ludobójstwo zaczęto traktować jako uboczny, ale nieunikniony efekt postępu.
Wielki antropolog J.C. Prichard był przekonany, że „dzikie rasy” są nie do uratowania. Nie miał co do tego wątpliwości. W wykładzie On the Extinction of Human Race (1838) wzywał, by w interesie nauki skoncentrować się raczej na zbieraniu wszelkich informacji o ich fizycznych i duchowych właściwościach.
Groźba eksterminacji motywowała antropologów do prowadzenia badań, a twierdzenie, że zagłada jest nieunikniona, stanowiło z kolei swego rodzaju alibi dla tych, którzy byli jej orędownikami.

116
W tym samym 1838 roku Herman Merivale wygłosił odczyt w Oksfordzie na temat Colonization and Colonies. Zauważył, że teoria Pricharda, według której „przeznaczeniem białej rasy jest wytępienie dzikusa”, staje się coraz bardziej popularna. Wojny i epidemie nie są jedyną przyczyną zagłady. Istnieje jeszcze inna, istotniejsza i bardziej zagadkowa: „bliski kontakt z Europejczykami z nieznanej przyczyny przynosi śmierć”.
Merivale stanowczo odrzuca tę teorię. Nie istnieją żadne przykłady niewytłumaczalnej śmiertelności. „Marnotrawienie ludzkiego życia” jest ogromne, to wiemy. Jest to jednak spowodowane czynnikami naturalnymi.
Najważniejszy z nich to docierająca na dziewicze tereny „cywilizacja”, reprezentowana przez „kupców, osadników, piratów i zbiegłych z więzień przestępców”, ‘6Brótko mówiąc: przez białych gotowych na wszystko, bez lęku przed potępieniem czy kontrolą.

Historia europejskiej ekspansji w Ameryce, Afryce i Australii ujawnia wspólną cechę – szybkie i zakrojone na szeroką skalę wyniszczenie tubylczych ras za pomocą stosowanego przez poszczególnych ludzi, a czasem przez władze kolonialne, niekontrolowanego terroru, któremu towarzyszyły wyjątkowo opieszałe próby zrekompensowania popełnionych przestępstw, podejmowane przez lokalne administracje.

Do tego samego wniosku doszła komisja brytyjskiego parlamentu powołana w 1837 roku do zbadania przyczyn nieszczęść, jakie spotkały Tasmańczyków i inne ludy tubylcze. Komisja stwierdziła, że Europejczycy bezprawnie zagarniali terytoria krajowców, dziesiątkowali ich populacje i powoli rujnowali formy ich egzystencji. „Skrajne okrucieństwo i naruszanie cudzych praw” stanowiły główne przyczyny wymierania tubylców.
Bezpośrednim efektem prac komisji było powołanie do życia w 1838 roku The Aborigines Protection Society w celu zahamowania procesu wyniszczania krajowców. Organizacja ta, sprzeciwiająca się ludobójstwu, działała aktywnie przez resztę XIX wieku, napotykając jednak na coraz większe przeszkody.

(…)

118
Uprzedzenia wobec obcych istniały zawsze. W XIX stuleciu przyjęły one jednak bardziej zorganizowaną formę i pseudonaukowe uzasadnienie.
W świecie anglosaskim pionierem był Robert Knox. Jego książka The Races of Man. A Fragment (1850) ukazuje rasizm w momencie jego narodzin, kiedy rozpoczął swój marsz od ludowego przesądu poprzez akceptowaną ignorancję, aż do teorii naukowej.
Knox studiował w Paryżu anatomię porównawczą jako asystent Cuviera. Wielkim osiągnięciem Cuviera było udowodnienie zniknięcia z powierzchni ziemi niezliczonej liczby gatunków zwierząt. W jaki sposób one wymarły i dlaczego – na ten temat już się nie wypowiadał, zauważa Knox.
Równie mało wiemy o przyczynach wymierania ciemnoskórych ras.

Znając zasadę determinującą ich powstanie, poznalibyśmy również zasadę kierującą ich wygaśnięciem; my jednak jej nie znamy. A wszystko to tylko hipotezy i wątpliwości.

Wiemy jedynie, że od zarania dziejów rasy ciemne były niewolnikami jasnych. Jaka jest tego przyczyna? „ Jestem skłonny wierzyć (I feel disposed to think), że rasy ciemne na ogół muszą
być fizycznie, a co za tym idzie i psychicznie słabsze”. Nie wynika to, być może, z rozmiaru mózgu, ale raczej z innej jego jakości.

Mózg ich jest, jak sądzę, generalnie ciemniejszy, a białe jego partie mają więcej tkanki włóknistej; jednakże moja ocena opiera się na bardzo ograniczonym doświadczeniu.

Jak ograniczone było to doświadczenie, widać w innym miejscu książki, gdzie Knox wspomina o jedynej obdukcji, jaką przeprowadził na ciemnoskórym człowieku. W ciele zmarłego, jak twierdzi, znalazł o jedną trzecią mniej nerwów w rękach i nogach niż u człowieka białego tego samego wzrostu i tuszy. Z czego wyciąga wniosek, że dusza, odruchy i rozum muszą, co rozumie się samo przez się, różnić się w takim samym stopniu.
Za sprawą tej obdukcji Knox wielkim skokiem dochodzi do takich oto wniosków:

Dla mnie rasa lub, innymi słowy, pochodzenie jest wszystkim: ona człowieka definiuje. […]
Rasę kształtuje wszystko: i poezja, i nauka, i sztuka, krótko mówiąc: cywilizacja – to wszystko ma ścisły związek z rasą.

Jest coś ujmującego w tej dziecięcej naiwności, z jaką Knox otwarcie ujawnia braki w empirycznym uzasadnianiu swoich tez. W szóstym rozdziale, dotyczącym ras ciemnych, pisze:

Teraz, kiedy pokrótce omówiliśmy kilka fizycznych cech charakterystycznych dla ras ciemnych i unaoczniliśmy, jak mało o nich naprawdę wiemy, jak brakuje nam faktów, na podstawie których można by było spisać fizyczną historię ludzkości, to…

To co?
Otóż właśnie na podstawie tych brakujących faktów Knox bez skrupułów formułuje najbardziej kategoryczne opinie na temat niższości ras ciemnych i ich nieuniknionej zagłady.

119
Darwin wygłaszał opinie na temat „dzikich ras”, nie precyzując, które konkretnie ma na myśli. Wallace i wielu innych autorów używali pojęć dla czytelnika niejasnych, w rodzaju rasy „niższe” lub wręcz „niższe i bardziej zdeprawowane”.
Czy mówili oni o świecie, który dziś nazywamy czwartym? A może dotyczyło to trzeciego świata? Albo jeszcze innego?
Niemal powszechnie przecież uważano, że wszystkie rasy są niższe i bardziej zdeprawowane niż biała; a wśród ras białych wszystkie są niższe niż anglosaska. Jak duża część ludzkości
była więc w tym kontekście skazana na wymarcie?
Knox używa terminu „rasy ciemne”. Czy wiadomo dokładnie, o które rasy chodzi? Na to pytanie nie ma łatwej odpowiedzi, mówi Knox.
Czy Żydzi to rasa ciemna? A Cyganie? A Chińczycy? W jakimś stopniu ciemni są z pewnością; do tej kategorii należą także i Mongołowie, amerykańscy Indianie i Eskimosi, mieszkańcy prawie całej Afryki, Wschodu i Australii. „ Jakież to pole do działań eksterminacyjnych (field of extermination) dla Anglosasów i reszty ras europejskich!”
Wola unicestwienia, a nawet satysfakcja z takiego działania, emanuje ze sformułowań Knoksa, kiedy z wysokości swej katedry odbiera życie każdej nacji po kolei.
Oburza go tylko jedno: hipokryzja. Brytyjczycy przeprowadzili właśnie na Nowej Zelandii najbrutalniejszą w historii kolonizację, „by roztoczyć opiekę nad tubylcami”! Dziękuję bardzo! – mówi Knox. Brytyjczykom nie wolno będzie istnieć, kiedy pozbawi się ich kraju – zostanie nad nimi „roztoczona opieka”!
Anglosasi w okupowanych przez siebie krajach nie chronią ciemnoskórych ras, nie wchodzą z nimi w żadne relacje, nie pozwalają im zachować choćby najmniejszego kawałka ziemi; tak przynajmniej dzieje się w anglosaskiej Ameryce.

Los Meksykanów, Peruwiańczyków, Chilijczyków jest też przypieczętowany. Unicestwienie rasy, jej nieuchronna zagłada – temu zaprzeczyć się już nie da.

120
Czy można ucywilizować rasy o ciemnej skórze? Absolutnie wykluczone, odpowiada Knox. Anglosasi nigdy ich ani tolerować, ani żyć z nimi w pokoju nie będą.

Żadna z najgwałtowniejszych prowadzonych niegdyś wojen, żadna z najbardziej krwawych bitew stoczonych przez Napoleona nie da się porównać z wojną szalejącą między naszymi krewniakami a rasami ciemnoskórych; to wojna na wyniszczenie, z trupią czaszką na każdej chorągwi, bez żadnego zmiłowania: wszyscy co do jednego muszą umrzeć.

Nie oskarżam Anglosasów, ciągnie dalej Knox; nie mam nawet prawa ich krytykować. Człowiek działa pod wpływem zwierzęcych instynktów, a kiedy czasami używa rozumu, to zwykle po to, by wprowadzić w błąd i ukryć prawdziwe motywy.
Mieszkańcy Ameryki byli przypuszczalnie już bliscy wyginięcia, kiedy pojawili się tam pierwsi Europejczycy. „Wszystkie te nacje spotka podobny los; to wynika z ich natury i nic tego powstrzymać nie może”.
Wystarczy spojrzeć na Afrykę Południową! To ambicje Anglosasów doprowadziły do rzezi tubylców.

Czyżbyśmy wykończyli Hotentotów i buszmenów? Sądzę, że tak; wkrótce będą przedstawiani jako osobliwości; jeden z nich, wypchany, znajduje się jako eksponat w Anglii, inny w Paryżu, jeśli się nie mylę… Krótko mówiąc: znikną szybko z powierzchni ziemi.

A co z Chińczykami, Mongołami, Tatarami czy jak tam się oni zwą – co stanie się z nimi? Ha! Wiadomo, co wydarzyło się w Tasmanii, Anglosas wygnał mieszkańców z ich ojczyzny. „Nie miał żadnych wyrzutów sumienia z powodu piorunującego ciosu, który położył kres całej rasie”.
Chińczycy mogą spodziewać się tego samego. Chiny wydają się tkwić w bezruchu zarówno w sferze wynalazków, jak i odkryć. Słynna chińska sztuka należeć musiała do jakiejś innej rasy, od której Chińczycy ją przejęli, do końca jej nie rozumiejąc.
Chińczycy swoje dobre dni mają już chyba za sobą – przeżyli z góry przesądzony los i okres, spiesząc ku stacji końcowej, gdzie wszystko, co pozostanie, to jedynie szczątki wymarłych istot, które – podobnie jak ssaki i ptaki w minionym świecie Cuviera – już dawno temu przestały istnieć.

(…)

123
Teoria Darwina pozwalała, by na ludobójstwo reagować wzruszeniem ramion. Sprzeciw dowodził braku wykształcenia. Protestowali jedynie zgrzybiali starcy, nienadążający za postępem w naukach przyrodniczych. Tasmania stała się modelem, według którego ujarzmiano jedno po drugim terytorium ziemskiego globu.
W Winwood Reade członek londyńskiego Towarzystwa Geograficznego i Antropologicznego, a także członek korespondent Towarzystwa Geologicznego w Paryżu, kończy swoją książkę Savage Africa (1864) przepowiednią mówiącą o przyszłości rasy czarnej.
Afryka podzielona zostanie między Anglię i Francję, przewiduje autor. Pod europejskimi rządami Afrykanie osuszą bagna i nawodnią pustynie. Tą potwornie ciężką pracą mieszkańcy
Czarnego Lądu prawdopodobnie wyniszczą się sami.

Musimy zacząć traktować tego rodzaju zjawiska z zimną krwią. Jest to bowiem przykład przynoszącego korzyść prawa natury, które mówi, że ci słabsi muszą przez tych silniejszych zostać zgładzeni.

Przyszłość zachowa czarnych we wdzięcznej pamięci. Przyjdzie taki dzień, kiedy siedzące pod palmami młode damy ze łzami w oczach czytać będą powieść Ostatni Murzyn. A Niger stanie się równie romantyczną rzeką jak Ren. THE END.

124
19 stycznia 1864 roku Londyńskie Towarzystwo Antropologiczne zorganizowało debatę, której tematem było wymieranie ras niższych.
W przemówieniu wprowadzającym pod tytułem The Extinction of Races Richard Lee przypomniał o losie Tasmanii. Teraz przyszła kolej na Maorysów na Nowej Zelandii, spośród których po kilku dekadach pozostała już tylko połowa populacji.
Nie umiano jeszcze wyraźnie określić przyczyn tego stanu rzeczy. Choroby, pijaństwo i „antagonizmy między białymi i kolorowymi” stanowiły istotne czynniki zewnętrzne. Nie wyjaśniały one jednak, dlaczego umieralność wśród kobiet była większa niż wśród mężczyzn, ani też dużej liczby małżeństw bezdzietnych.
Niezależnie od przyczyn, wszędzie wokół nas widzimy, jak znika jeden świat, ustępując miejsca następnemu, o wyższym stopniu rozwoju. Za kilka lat powierzchnia ziemi zmieni się zupełnie. My, istoty cywilizowane, wiemy, jak lepiej użytkować kraje stanowiące od tak dawna nienaruszone gniazda rodzinne „czarnych”. Teraz nadchodzi nowa era, nakładająca na człowieka wielokrotnie więcej obowiązków.
Wody cywilizacji europejskiej wzbierają na całym ziemskim globie. Rasy anglosaskie wypierają poprzednich mieszkańców moralną i intelektualną przewagą. To światło pochłaniające mrok, mówił Richard Lee.
Jego przeciwnik, T. Bendyshe, przytoczył los Filipińczyków jako przykład (jeden z wielu) na to, że wyższe i niższe rasy mogą egzystować razem bez konieczności unicestwienia tej słabszej. Nie ma więc mowy o prawie natury.
Ludność miejscowa ginie wyłącznie tam, gdzie odbiera się jej ziemię i tym samym możliwość wyżywienia. Choć niektóre plemiona indiańskie w Ameryce Północnej zostały niemal całkiem wybite, to zostało ich wystarczająco dużo, by na nowo zaludnić kontynent – gdyby tylko dostali z powrotem swoje ziemie. Niezależnie bowiem od rasy, człowiek rozmnaża się według praw Malthusa, podsumował Bendyshe.
A.R. Wallace, współtwórca nauki o rozwoju, uważał z kolei, że im słabsza rasa, tym więcej potrzebuje ziemi, by się utrzymać. Przy tak dynamicznym podbijaniu terytoriów przez Europejczyków niższe rasy uratować mogło jedynie szybkie ich ucywilizowanie.
Proces ten jednak następuje zawsze bardzo powoli. Dlatego wyginięcie słabszych ras jest kwestią czasu.

125
Podczas tego samego wieczoru Wallace w wykładzie The Origin of Human Races wyjaśnił dokładniej swój punkt widzenia w kwestii eksterminacji. To była po prostu kolejna nazwa tego samego procesu – doboru naturalnego.
Niższe, umysłowo gorzej rozwinięte narody żyjące na innych kontynentach czeka nieuchronna śmierć w wyniku kontaktu z Europejczykami, twierdził Wallace. Przewaga fizyczna, duchowa i intelektualna Europejczyka powoduje jego rozprzestrzenianie się kosztem dzikusa, „dokładnie tak samo jak chwasty z Europy rozpleniają się w Ameryce Północnej i Australii, wypierając rodzime gatunki swoją naturalną witalnością, silniejszą wolą przeżycia i rozmnażania”.
Darwin, czytając ten wykład, przekreślił słowo „chwast” i na marginesie dodał swój własny przykład: szczur.
W dziele O pochodzeniu człowieka napisał:

Wydaje się, że Nowozelandczycy zdają sobie sprawę z równoległości omawianych zjawisk, gdyż porównują swój przyszły los z losem krajowego szczura zupełnie wytępionego przez szczura europejskiego.

Zarówno zwierzęta, jak i rośliny pochodzenia europejskiego bez trudu dostosowywały się do klimatu i do gleby w Ameryce i Australii. Natomiast bardzo nielicznym gatunkom roślin pochodzenia amerykańskiego i australijskiego udało się wygrać walkę o przetrwanie w Europie, przykładem jest ziemniak.
Analogie mogą wzbudzać też i wątpliwości. Dlaczego akurat chwast rozplenia się w koloniach szybciej i efektywniej niż wiele innych roślin europejskich? Czy to rzeczywiście dzięki swej duchowej i intelektualnej przewadze szczur europejski wytępił inne szczury?

(…)

127
Również dla tych, którzy pozostali w Londyńskim Towarzystwie Etnologicznym, było całkiem jasne, że rasy niższe są skazane na wyginięcie.
27 marca 1866 roku Frederick Farrar wygłosił referat Aptitude of the Races. Dokonał podziału ras na trzy grupy: dzikie, częściowo ucywilizowane i ucywilizowane.
Jedynie dwie rasy, aryjska i semicka, należą do tych ucywilizowanych. Do ucywilizowanych tylko w części zaliczył Chińczyków, wspaniałych w przeszłości, dotkniętych jednak
„zahamowaniem w rozwoju”.
Rasy dzikie żyły zawsze w niewiedzy i nędzy.

Nie mają one ani przeszłości, ani też przyszłości. I tak jak inne, choćby i o wiele szlachetniejsze, żyjące na długo przed nimi, skazane są na szybkie, totalne i nieuniknione unicestwienie, co być może jest etapem w drodze do ostatecznego przeznaczenia ludzkości.

Wszystkie te mrowiące się miriady nie wydały z siebie ani jednej postaci mającej jakiekolwiek znaczenie dla naszej rasy. Jeśliby jutro zginęli w wielkiej katastrofie, nie zostawiliby po sobie żadnego śladu poza organicznymi szczątkami.

Nazywam ich n i e r o k u j ą c y m i n a d z i e i dzikusami… bo przecież cywilizacja nie ma na nich żadnego wpływu, przeciwnie, powoduje ich wymieranie tak samo nieuchronnie i namacalnie jak pod wpływem promieni słonecznych znika śnieg.

Indianie są tego przykładem. Albo weźmy kogoś spośród stu milionów w Afryce, ale nie kogoś tak zdegenerowanego jak Hotentoci, a prawdziwego, czystej krwi Murzyna. Czy istnieje nadzieja na jego ucywilizowanie? Ogromna większość Murzynów zginie w upodleniu, a tylko mała ich cząstka da się uratować.
Wiele ras już zniknęło. Te rasy – „najgorsze typy wśród ludzi, typy o najbardziej przerażających cechach moralnego i intelektualnego zwyrodnienia” – były skazane na wymarcie. „Albowiem wiedza, pracowitość i światło zawsze usuną w cień mrok, gnuśność i ignorancję”.

128
Jak to możliwe, w sensie czysto praktycznym, że pracowitość i światło niosły z sobą śmierć.
Wiedział to Darwin. Oglądał generała Rosasa, oprawcę Indian, nurzającego się we krwi i wymiocinach, wiedział więc, jak wydłubuje się oko Indianinowi trzymającemu zębami kciuk oprawcy. Wiedział, jak zabija się kobiety, a z więźniów wydobywa zeznania. Miał nawet na to wszystko własną nazwę: „walka o byt”.
Darwin wiedział, jak toczyła się ta walka o byt. Mimo to wierzył, że służyła ona rozwojowi i uszlachetnieniu gatunku ludzkiego. Wallace podzielał jego wiarę. Unicestwianie gorszych ras jest usprawiedliwione. Prowadzi bowiem stopniowo do zacierania różnic między rasami, aż wreszcie świat na nowo zaludni jedyna, prawie homogeniczna rasa. Świat, w którym nikt już nie będzie niewolnikiem najszlachetniejszych egzemplarzy żyjącej dziś ludzkości. Tak myślał Wallace.
Najdziwniejsze jednak jest to, kontynuował, że te małe kroki prowadzące do celu nie były uwarunkowane doborem naturalnym. Najwyraźniej nie „ci najlepsi” wygrywali w walce o byt. Przeciętniacy pod względem moralnym i intelektualnym, nie mówiąc już o tych reprezentujących poziom poniżej przeciętnej, krótko mówiąc, zwykłe chwasty odnoszą największe sukcesy w życiu i najszybciej też się rozmnażają.

(…)

135
Sądzę, że udało mi się wykazać, iż jedną z zasadniczych tez XIX wieku było przekonanie o istnieniu ras, narodów i plemion zmierzających nieuchronnie do zniknięcia z powierzchni ziemi. Czy też, jak to wyraził premier Anglii, lord Salisbury, 4 maja 1898 roku w Albert Hall w swoim słynnym przemówieniu: „Z grubsza narody świata można podzielić na te utrzymujące się przy życiu i te wymierające”.
Mowa przedstawiała zatrważająco prawdziwy obraz ówczesnej rzeczywistości.
Słabe narody stawały się słabsze, a silne coraz silniejsze, mówił dalej Salisbury. Naturalne więc było, że „te utrzymujące się przy życiu zawłaszczały stopniowo terytoria zaludnione przez narody wymierające”.
Miał rację. Europejczycy zagarnęli w XIX wieku ogromne terytoria w północnej Azji, Ameryce Północnej i Południowej, Afryce i Australii. A te „wymierające nacje” ginęły właśnie z powodu odebrania im ich własności, ich ziemi.
„Ludobójstwo” jako słowo jeszcze nie istniało. Ale sam proces już trwał. Kurtz nazwał go „exterminate all the brutes”.
Nie chcę przez to powiedzieć, że Joseph Conrad słyszał przemówienie lorda Salisbury. Wcale nie musiał. Wystarczyło mu to, czego dowiedział się z lektury Dilkego w „Cosmopolis”, Wojny światów, Higginson’s Dream. Nie mógł też, tak jak i jemu współcześni, nie słyszeć komentarzy i głosów o realizowanym systematycznie ludobójstwie, które odcisnęło piętno na całym jego stuleciu.
To my stłumiliśmy w sobie tę wiedzę. To my nie chcemy pamiętać. Chcemy, by początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm. Tak jest najwygodniej.
Jestem pewny, że w Albert Hall, w czasie mowy lorda Salisbury’ego, nie było dziewięcioletniego wówczas Adolfa Hitlera. Nie musiał tam być. Wszystko to wiedział.
Powietrze, którym on i ludzie żyjący w latach jego dzieciństwa na Zachodzie oddychali, było nasycone przeświadczeniem, że imperializm jest biologicznie koniecznym procesem, który zgodnie z prawami natury prowadzi do nieuniknionej zagłady ras niższych.
To przekonanie kosztowało miliony istnień ludzkich, zanim Hitler wniósł w ten proces swój bardzo osobisty wkład.
(…)

Fragmenty pochodzą z polskiego wydania książki autorstwa Svena Lindqvista “Wytępić całe to bydło”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa W.A.B. Polecamy!

 Dokument bez tytułu