„Wytępić całe to bydło” (4): Przyjaciele

afryka.org Kultura Książki „Wytępić całe to bydło” (4): Przyjaciele

„Podróżujący w czasie bohater „Wehikułu czasu” Wellsa (1895) przenosi nas w świat przyszłości, w którym na rodzaj ludzki składają się dwa gatunki: promienne dzieci-kwiaty świata jasności i te ze świata podziemnego – nocne i mroczne istoty, morlokowie. To jakby Dr Jekyll i Mr Hyde rozmnożyli się, tworząc dwa odmienne rodzaje, które niezależnie od siebie zaludniły przyszłość. Jakby świadomość i podświadomość rozeszły się i zbudowały, każda z nich, własny gatunek. Jakby ta „najciemniejsza w Anglii” klasa robotników została zmuszona do zejścia w podziemie, by tam stworzyć rasę nową. Jakby wreszcie ci „najciemniejsi w Afryce” mieszkańcy mieli żyć pod ziemią, w samym sercu imperium.”

66
Ze wszystkich możliwych interpretacji kołaczących się w głowie czytelnika wątek afrykański pozwala snuć nić tej opowieści dalej – morlokowie okazują się kanibalami. To kanibale mają władzę. A piękny gatunek żyjący na powierzchni ziemi jest jedynie tucznym bydłem, które kanibale chwytają, zarzynają i zjadają.
Nienawiść i strach opanowuje Podróżnika w Czasie. Tęskni on za trupami morloków. Chciałby zejść prosto w ciemność i „zabić to bydło”.
Zabijanie u Wellsa dokonuje się i z przerażeniem, i z lubieżną przyjemnością. Podróżujący w czasie bohater zasypia tam, gdzie siedzi, w ciemnościach, i budzi się, czując dotyk wstrętnych, oślizgłych morloków. Strząsa z siebie „te ludzkie szczury” i zaczyna walić na oślep. Odczuwa rozkosz, kiedy jego solidny żelazny pręt zagłębia się w soczyste mięso i roztrzaskuje kości…

67
Czołowym filozofem tamtej epoki był Herbert Spencer. W dzieciństwie otrzymał bardzo surowe wychowanie. Ponure metody pedagogiczne stanowiły tajemnicę jego oglądu świata. Na wszystkim, co żyje, można wymusić postęp wyłącznie przez kary. Natura jest ogromnym zakładem wychowawczym, gdzie niewiedzę i niekompetencję karze się biedą, chorobą i śmiercią.
Wehikuł czasu jest swego rodzaju eksperymentem opartym o Spencerowską naukę o rozwoju człowieka. Powieść demonstruje sposób, w jaki człowieczeństwo, jak to określa sam jej bohater, „popełnia samobójstwo”, minimalizując ból, który jest przecież matką inteligencji i rozwoju.
Następna książka Wellsa, o której także wiemy, że Conrad ją czytał, nosiła tytuł Wyspa doktora Moreau (1896). Tu analizuje się możliwość odmienną: maksymalizowanie bólu, aby w ten sposób zmaksymalizować rozwój.
Doktor Moreau wykorzystuje całą swoją sprawność chirurga i próbuje ze zwierząt uczynić pewnego rodzaju ludzi. Poddaje zwierzęta torturom, by przez ból przyspieszyć ich ewolucję.

Pogrążając kolejną żywą istotę w otchłani cierpienia, zawsze sobie powtarzam: tym razem wypalę z ciebie całą zwierzęcość, tym razem stworzę własnymi rękami racjonalną istotę ludzką. Cóż to w końcu znaczy dziesięć lat? Człowiek potrzebował stu tysięcy lat, by stać się człowiekiem.

Doktor Moreau stworzył sto dwadzieścia istot, z których połowa jest martwa. Prawdziwego człowieka jednak stworzyć mu się nie udało. Gdy tylko przestawał dręczyć istoty doświadczalne, zaczynał się proces powrotu ich cech czysto zwierzęcych. Cechy te najsilniej występują po zmroku, w ciemnościach. Pewnej nocy z łańcucha zrywa się puma i zabija swojego kata. Bestie buntują się i obejmują władzę na wyspie. Narrator obserwuje, jak z dnia na dzień istoty stają się coraz bardziej owłosione, ich czoła coraz niższe, a zamiast
mowy wydają z siebie prymitywne pomruki.
Kiedy ratując się, wraca do cywilizacji, widzi tam dokładnie to samo zjawisko. Ludzie wydają mu się udręczonymi zwierzętami, które wkrótce ponownie staną na czterech łapach.
Wybiera więc samotność pod gwiazdami. „To, co w człowieku jest zwierzęce, musi szukać pociechy i nadziei tam, na gwiezdnym niebie. I tak kończy się moja opowieść: w nadziei i samotności”.
Wyspę doktora Moreau czytać można jak baśń o kolonializmie.
Podobnie jak kolonizator cywilizuje niższe, bardziej zwierzęce rasy za pomocą pejcza ze skóry hipopotama, tak doktor Moreau przy użyciu stalowego narzędzia tortur cywilizuje zwierzęta. Kolonizator próbuje stworzyć istotę nowego gatunku, ucywilizowanego dzikusa, tak jak doktor Moreau stara się powołać do życia uczłowieczone zwierzę. Instrumentem w obu przypadkach jest terror. Również Kurtz uczy wykreowane przez siebie istoty, by wielbiły go jak Boga.

68
W Wyrzutku, recenzowanym przez Wellsa w maju 1896 roku, krytyczne opinie tubylców o kolonialistach ilustruje Conrad wizerunkiem the invisible whites, niewidzialnych białych, którzy zabijają nawet wtedy, gdy nie są obecni. Być może to Conrad zainspirował Wellsa do napisania nowej baśni o kolonializmie, Niewidzialnego człowieka (1897).
To opowieść o naukowcu, który już po pierwszym aż nazbyt udanym eksperymencie naukowym stał się niewidzialny i teraz nie wie, jak powrócić do stanu naturalnego.
Początkowo jest zrozpaczony sytuacją, lecz wkrótce odkrywa, że da się ją wykorzystać. Ponieważ nikt go nie widzi, może bezkarnie dokonywać wszelkiego rodzaju akty przemocy. Nikt nie przeszkodzi mu w zabiciu każdego, kto przeciwstawi się jego imperium terroru. Niewidzialność czyni go okrutnym, nieludzkim.
„Ten człowiek jest szalony – rzekł Kemp. – Nieludzki. Jest samym czystym egoizmem”.
Czysty egoizm, pure selfishness, w takich samych słowach Conrad przekazał swemu wydawcy główną myśl zawartą w Jądrze ciemności.
Ci, którzy reprezentowali cywilizację w koloniach, byli „niewidzialni” nie tylko w tym sensie, że ich broń zabijała na odległość, ale także i z innego powodu: w ich ojczyźnie nikt nie wiedział, czym się zajmują. Odcięci od kraju ogromnymi odległościami, fatalną łącznością i dżunglą niemal nie do przebycia, sprawowali imperialną władzę poza jakimkolwiek osądem. Jak ją sprawowali tam, gdzie nie istniała żadna kontrola? Jak sami się zmieniali, gdy nikt ich nie widział?
Takie pytania postawił Charles Dilke w książce Civilisation in Africa, wydanej latem 1896 roku. Odpowiedzi na nie szukano też w roku 1897, w związku z artykułami Benjamina Kidda opublikowanymi w „Timesie”, a także i w następnym, 1898 roku, kiedy wydano je w formie książki noszącej tytuł Control of the Tropics. Wells był jak zawsze aktualny.
Conrad podjął ten temat zaraz po zetknięciu się z publikacją Dilkego. Napisał wówczas Placówkę postępu, o dwóch awanturnikach, którzy czując, że nikt już nie obserwuje ich poczynań, stają się coraz bardziej nieludzcy. Podobnie kreatywnie zareagował, gdy znalazł ten sam problem opracowany przez Wellsa. Kurtz jest niewidzialnym człowiekiem Conrada.
Siedemnastego listopada poprosił, by Wells wysłał mu egzemplarz Niewidzialnego człowieka, jego bowiem gdzieś się zawieruszył, a był w trakcie lektury. W liście do Wellsa z czwartego
grudnia chwalił ją z wielkim entuzjazmem. Niewidzialny człowiek to jedna z książek czytanych przez Conrada tuż przed rozpoczęciem pracy nad powieścią, którego bohaterem był Kurtz.
W święta Bożego Narodzenia napisał list do swojej młodej kuzynki Anieli Zagórskiej, zalecając jej lekturę Niewidzialnego człowieka, powieści, o której wciąż myślał podczas pracy nad Jądrem ciemności.

69
W liście do Zagórskiej rekomenduje także ostatnio wydaną książkę Wellsa, Wojnę światów (1898). Krytyka kolonializmu jest w niej jeszcze bardziej dosadna – być może dlatego, że książka pisana była w jubileuszowym 1897 roku, a więc w czasie, gdy brytyjski imperializm oddawał się orgii pełnego ignorancji samozadowolenia.
W powieści Wellsa Londyn zostaje zaatakowany przez rasę władców przybyłych z kosmosu. Marsjanie żyli w wiecznym chłodzie, toteż ich mózgi osiągnęły wyższy stopień rozwoju. Zdolni więc byli odkryć promienie niosące śmierć i skonstruować statek kosmiczny. Spowijają Londyn, kawałek po kawałku, chmurą czarnego gazu. Nieprzenikliwą, zniewalającą i pozbawiającą życia ciemnością.
Powieść roi się od słów-symboli, spełniających tę samą rolę w Jądrze ciemności – darkness, blacknes, extermination, brutes, horror.
Broń używana przez Marsjan zabija „jak niewidzialna ręka”. Mają oni taką samą przewagę nad Brytyjczykami, jaką Brytyjczycy nad narodami kolorowych. I tak jak Brytyjczycy roszczą sobie prawo do podbijania terytoriów należących do ras niższych, również Marsjanie uważają, że mają prawo odebrać Ziemię ludziom, traktowanym przez nich jako niższy gatunek zwierząt, poruszający się w pozycji pionowej.

Zanim jednak surowo ich potępimy, przywołajmy z pamięci okrucieństwa i spustoszenia, jakie zostawia po sobie człowiek. Eksterminacji poddaliśmy wszak nie tylko niektóre gatunki zwierząt, takie jak bizon czy ptak dodo, ale również całe populacje niższych rasowo ludzi.

Człowieczeństwo Tasmańczyków nie było dla nich żadną
ochroną. Zostali zmieceni z powierzchni ziemi w ciągu trwającej pięćdziesiąt lat, wyniszczającej wojny prowadzonej przez najeźdźców z Europy. Jakie więc mamy prawo skarżyć się, gdy ten sam rodzaj wojny prowadzą Marsjanie przeciwko nam?
W krótkim czasie wszyscy mieszkańcy Londynu i okolic zostają zgładzeni, poza kilkoma niedobitkami. Narrator spotyka na Putney Hill jednego z nich. Chce nadal żyć i stawiać opór, schodząc do kanałów. Istnieje jednak ryzyko, że człowiek will go savage, zdegeneruje się do rodzaju wielkiego dzikiego szczura. Ekstremalna sytuacja zmusza do ekstremalnych rozwiązań:

Dla głupich i słabych miejsca u nas nie będzie. Zapanuje prawdziwe życie, więc muszą umrzeć wszyscy bezużyteczni, uciążliwi i szkodliwi. Tak. Muszą umrzeć. I sami powinni chcieć śmierci. To w końcu nielojalne z ich strony, żyć dalej i psuć naszą rasę…

Kiedy napisano te słowa, mały Adolf Hitler miał osiem lat.
Zagadka malarii została rozwiązana w 1897 roku, kiedy Wells stworzył swoją powieść. Tak jak malaria stanowiła przez długi czas ochronę tubylców przed białymi zdobywcami, podobnie bakterie w powieści stały się ochroną człowieka przed Marsjanami. To bakterie uratowały ludzkość. Marsjanie podbili cały glob ziemski tylko po to, by paść ofiarą tych najmniejszych i całkowicie niewidzialnych jego mieszkańców.
Możemy w samozadowoleniu pójść tą samą drogą, ostrzega Wells. Fakt, że kiedyś osiągaliśmy sukcesy, nie znaczy, że przyszłość też należy do nas. „Całkowite panowanie dominujących gatunków, żyjących do tej pory, prowadziło – pozwolę sobie to powtórzyć – do ich całkowitego upadku”.

(…)

Fragmenty pochodzą z polskiego wydania książki autorstwa Svena Lindqvista „Wytępić całe to bydło”, która ukazała się właśnie nakładem wydawnictwa W.A.B. Polecamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 Dokument bez tytułu