Władcy z krainy Złotego Tronu (1)

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Władcy z krainy Złotego Tronu (1)

Choć nasze dzisiejsze doświadczenie polityczne uczy nas inaczej, to faktem jest, że władza swymi korzeniami sięga czasów gdy przywódcy byli czczeni nie jako przywódcy polityczni, ale jako reprezentanci bogów na Ziemi. Władcom oddawano cześć jako pośrednikom między bogiem a człowiekiem, ale równie często czczono ich jako samych bogów. Za przykład może nam posłużyć kraj Złotego Tronu i zamieszkujące go plemię Aszantów.

Sakralny charakter władzy

Aszantowie jako plemię pojawili się na teren współczesnej Ghany w XVII wieku. Wcześniej podzieleni na kilka szczepów przez wiele lat walczyli ze sobą o terytorium. Kres walkom położyła sprytna polityka czarownika; Okomfo Anoczi, któremu udało się zjednoczyć siedem szczepów, tworząc tym samym plemię Aszantów na czele którego stanął król i najwyższy z wodzów; zwanym odtąd Asantehene. Aby scementować poczucie jedności nowego plemienia Anoczi sprowadził na ziemię Złoty Tron (Sika Dwa), w który według legendy wcielił się duch wszystkich naczelników siedmiu szczepów. Od tej pory tron stał się symbolem pierwszych władców i jedności kulturalnej wszystkich Aszantów.  

 Prawo tradycyjne w dawnym Królestwie Aszantów opierało się na kulcie przodków (właścicieli ziemi, na której żyje plemię). Władza wodza – namiestnika przodków – wynikała właśnie z tego, że działał on z ich woli i w ich imieniu stał na straży odwiecznych porządków. Ta szczególna więź ze światem zmarłych czyniła z niego postać o szczególnych mocach sprawczych, a każdy moment nieuwagi mógł ściągnąć na całe plemię nieszczęście. Dlatego też władcę zmuszano do przestrzegania szeregu zakazów i nakazów regulujących każdy aspekt jego życia. Ich celem było zarówno zapewnienie bezpieczeństwa króla, jak i jego poddanych. Najbardziej podstawowym był zakaz oglądania Asantehene podczas jedzenia czy picia oraz w trakcie wykonywania czynności intymnych, a także zakaz oglądania i dotykania osobistych przedmiotów należących do władcy. Królowi nie wolno było wchodzić w żadne interakcje z poddanymi, dotykać ziemi po której chodzą, czy siadać na niej.

Istniała także o specjalna kategoria osób nieczystych objętych absolutnym zakazem przebywania w otoczeniu władcy. Były to przede wszystkim kobiety podczas miesiączki, osoby chore, przestępcy i kobiety rozwiązłe. Wodzowie nie powinni także spotykać się z obcymi, zwłaszcza tymi niżej postawionymi, a w szczególności udawać się do nich w odwiedziny.

Współczesne realia

 Będąc w Ghanie trudno jednak nie zauważyć, że bardzo niewiele z tych zakazów i nakazów jest rzeczywiście dziś przestrzegane. Każdy turysta przeczyta w przewodniku po kraju, że do jednych z większych atrakcji w krainie Aszantów należy możliwość uczestniczenia w tradycyjnych sądach odbywających się w Pałacu Królewskim oraz możliwość zaaranżowania spotkania z dowolnym wodzem, w tym także z Asantehene. Niezależnie od statusu społecznego i materialnego każdy obcokrajowiec, który z odpowiednim uprzedzeniem poprosi o audiencje i przyniesie na nią odpowiednią ilość (w zależności od pozycji wodza) butelek sznapsa, będzie miał okazje nie tylko zobaczyć samego Asantehene, ale spożywać z nim napoje. Mi osobiście udało się spotkać z Mamponghene (Omanhene tradycyjnego regionu Mampong) oraz z Kwamanhene (Omanhene regionu Kwaman). Obie wizyty wymagały wcześniejszego umówienia się z wodzem za pośrednictwem jego pałacowych urzędników. Na spotkanie z Kwamanhene wystarczyło poczekać dwa dni. Sam wódz nie tylko wydawał się bardzo zadowolony z naszego spotkania, ale nawet zaprosił mnie na odbywające się kilka dni później uroczystości pogrzebowe jednego z niższych wodzów. Wizyta u Mamponghene, okupanta Srebrnego Tronu, wymagała już nieco więcej starań. Po pierwsze na samo spotkanie z pałacowym urzędnikiem, który miał umówić mnie na spotkanie z wodzem, czekałam trzy dni, a potem na przyjazd Mamponghene do Mampongu kolejne trzy. Podczas spotkania wódz z wielka kurtuazją osobiście mnie przywitał, a potem perfekcyjnym angielskim opowiadał o kulturze swojego plemienia, o obowiązkach Omanhene i tabu obejmujących urząd wodza. Podczas spotkania dowiedziałam się także, że ważniejsi wodzowie, a czasem nawet sam Asantehene, zapraszają przyjeżdżających do Ghany biznesmenów, ważnych polityków i znanych artystów na spotykania, podczas których goście maja okazję zobaczyć pałace tradycyjnych władców, zjeść w ich towarzystwie posiłek, wypić przyniesione sznapsy, a na koniec wymienić się prezentami.

Widać więc, że z dawnych nakazów obowiązujących „obcych” udających się na wizytę do wodza obowiązuje już tylko konieczność obdarowania gospodarza. Powszechne niegdyś tabu zabraniające oglądania wodza podczas spożywania posiłków, czy napoi, przyjmowania „obcych” w Pałacu Królewskim,  przebywania w towarzystwie niżej postawionych, a nawet obcowania z menstrującymi kobietami jest łamane nie tylko przez niższych rangą wodzów, ale także przez samego Asantehene.

Również tabu oglądania i dotykania przedmiotów królewskich nie jest dziś przestrzegane. Zwiedzając w Kumasi dawny pałac Asantehene (Manhyia Palace), zamieniony dziś w muzeum, będziemy mieli okazje zobaczyć wiele przedmiotów użytku codziennego, prywatnych pamiątek, zdjęć i wiele innych przedmiotów należących do króla i jego przodków.

Zgodnie z dawnymi wierzeniami, władca postrzegany był jako święty wysłannik przodków. Z tego powodu nie wolno było na niego spoglądać, gdyż blask, jaki z niego emanował oślepiał. Ponadto władca nie powinien (poza kilkoma okazjami) opuszczać pałacu, gdyż narażał wtedy na niebezpieczeństwo całe plemię.  W dzisiejszym Królestwie Aszantów króla każdy może zobaczyć w telewizji, na zdjęciach publikowanych w codziennej prasie, na stronach internetowych, w albumach okolicznościowych, książkach naukowych, a nawet na plakatach porozklejanych w większości aszanckich miast. Choć większość Aszantów, których poznałam twierdzi, że nigdy nie widziało króla na żywo, to nie jest to wynikiem separacji władcy, lecz konsekwencją nierozwiniętej infrastruktury, utrudniającej opuszczenie własnej wioski, czy regionu oraz czystego przypadku. Od początku swojej kadencji król stale podróżuje po kraju w związku z prowadzoną przez siebie działalnością charytatywną. W przeciągu ostatnich kilku lat Otumfuo Osei Tutu II (obecny Asantehene) odbył podróż do Sierra Leone, gdzie poznał ówczesnego Prezydenta, do Chin, gdzie spotkał się z tamtejszymi biznesmenami, do Wielkiej Brytanii gdzie złożył wizytę Królowej Elżbiecie, do Stanów Zjednoczonych, gdzie swoja osobą uświetnił otwarcie jednej z bostońskich galerii, a także wiele innych, które przysporzyły mu wielu wpływowych przyjaciół. Oglądając zdjęcia w Manhaya Palace dowiadujemy się, że króla odwiedzali europejscy i afrykańscy dyplomaci, biznesmeni, amerykańscy artyści, a nawet sam Papież Jan Paweł II.

Odrodzenie tradycyjnej kultury plemiennej możemy jeszcze obserwować podczas ważnych uroczystości plemiennych, Odwira czy Adae. Asantehene jest wtedy noszony na palankinie, a wodzowie wkładają tradycyjne kente oraz sandały (symbol władzy), zasiadają na swoich najlepszych tronach, a w tle słychać grę na królewskich bębnach. Dziś to właśnie publiczne uroczystości, a szczególnie pogrzeby, stały są okazją do demonstrowania przynależności plemiennej. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że ten renesans tradycji napędzany jest prężnie rozwijającą się turystyką, która przybiera pokaźne rozmiary właśnie w okresach świąt i festiwali plemiennych, opisywanych przez przewodniki turystyczne jako najciekawsze wydarzenie kulturalne w kraju.

Choć dzisiaj większość z dawnych tabu związanych z postacią króla i wodza już nie obowiązuje, to w pamięci Aszantów ciągle istnieje pojęcie sakralnego władcy i boskiej pozycji jaką zajmował niegdyś w społeczeństwie. Jednak dla większości zapytanych przeze mnie o to osób jest to tylko element tradycji i kultury Aszantów, sami nie postrzegają już królów i wodzów jako bogów ani ich namiestników, a czasem nawet uważają to za śmieszne.

Kim zatem jest dzisiaj wódz? Jaką pełni rolę w demokratycznym państwie? Odpowiedź na te pytania już niedługo na afryka.org.

Agnieszka Szczepaniuk

Autorka w październiku 2012 wyrusza na wielomiesięczną podróż rowerem przez Afrykę. Relację z wyjazdu będzie  można przeczytać na stronie internetowej wyprawy – www.patatyipomarancze.pl – a także na naszym portalu w dziale Poznaj Afrykę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu