Umaru Swaray: “Jestem osamotniony”

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Umaru Swaray: „Jestem osamotniony”

33-letni Umaru Swaray, podczas wojny domowej w Liberii był dzieckiem-żołnierzem. Oddzielony od rodziny, aby ich odszukać miesiącami przemierzał kontynent w drodze do Ugandy, gdzie uciekli przed wojną jego bliscy. Znalazł ich w 2004 roku, dosłownie w dniu, w którym emigrowali do Holandii.

Rodzice i dziewięciu braci Sawaray’a otrzymali od holenderskiego rządu status uchodźców – jednak on sam już nie miał na to szans. Przebywa teraz w obozie dla uchodźców w zachodniej Ugandzie:

“Moja matka tak mocno trzymała mnie w ramionach i płakała – wiedziałem, że jest coś, o czym nie ma odwagi mi powiedzieć. Faktycznie, ja musiałem zostać w Ugandzie, a cała moja rodzina wyjechała do Europy.

Trudno mi było powstrzymać łzy, gdy zapewniałem wtedy matkę, że sobie poradzę, żeby się o mnie nie martwiła, bo najważniejsze, żeby im się udało.

Powiedziałem jej, że pewnego dnia na pewno znowu się spotkamy i już nic nas nie rozdzieli. Ale teraz wątpię, aby to się mogło ziścić. Nauczyłem się, jak trudno jest sobie poradzić. Przez pewien czas pracowałem jako fryzjer w Kampali, ale zaczęli mi grozić Liberyjczycy, więc, dla własnego bezpieczeństwa, zostałem przeniesiony do obozu w Nakivale.

Mieszkam tutaj od 2008 roku w chacie z błota, którą sam zbudowałem. Mam mały ogródek, w którym hoduję kassawę i inne warzywa. Ten mały domek bardzo przypomina ten, w którym mieszkałem z rodziną w Bomi, w Liberii.

Ciężko mi się tutaj żyje – jestem jedynym Liberyjczykiem i wobec tego jestm dość odizolowany od innych mieszkańców. Starałem dogadać się z Kongijczykami – moja matka pochodzi z Kongo – z Somalijczykami i Ruandyjczykami. Jednak każdy ostatecznie trzyma tylko ze swoimi, a ja jestem samotny i nie mam w nikim oparcia. Chciałbym znaleźć wśród tych ludzi chociaż jednego przyjaciela, kogoś, z kim mógłby, pogadać. Marze też, aby móc otworzyć mały salon fryzjerski – ale nawet boję się zacząć – na pewno nikt by do niego nie przyszedł, bo każdy wspiera tylko inicjatywy założone przez swoich – dlaczego mieliby więc przyjść to Liberyjczyka?

Najbardziej chciałbym już połączyć się z rodziną i móc prowadzić normalne życie – tak jak każdy inny. Jednak powiedziano mi, że wyjazd może nigdy nie być możliwy. Z kolei nie mogę też wrócić do Liberii – zbyt boje się o swoje życie. Tak więc na razie musze zostać tutaj, w Ugandzie. Tutaj przynajmniej czuję się w miarę bezpiecznie. Mógłbym pójść wszędzie, gdzie tylko znalazłbym spokój i trochę akceptacji. Każdy człowiek tego potrzebuje.”

IRIN, tłum. maru

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu