Słońce nad krainą lunatyków

afryka.org Kultura Film Słońce nad krainą lunatyków

Pomimo próśb pomijam znów milczeniem Jerusalema i zostaję przy Mozambiku. Po upadku Kuxa Kanema upadł prawie cały przemysł filmowy w tym kraju. Właściwie cała twórczość Mozambiku ogranicza się praktycznie do działań znakomitego dokumentalisty Licinio Azevedo.

Można pokusić się jednak o stwierdzenie, że w całej luzofońskiej Afryce odbywa się minirenesans kina. Pierwotne zainteresowanie kinem z portugalskojęzycznej Afryki wzbudziły dwa filmy z Angoli („Na cidade vazia” i „O Heroi!”, ubiegłoroczny zdobywca Nagrody Publiczności na AfryKamerze), ale kluczowa jest zmiana postrzegania Afryki przez byłych kolonizatorów. Portugalia przeżywa obecnie gwałtowną zmianę świadomości związaną z miejscem Afryki w jej polityce zagranicznej i kulturalnej. Odłożono na bok wyrzut kolonialny i wzorem Francji zaczęto w Afryce dostrzegać ogrom potencjału kulturowego. Wszystko rozpoczęło się w muzyce, gdzie twórcy z luzofońskiej Afryki, w szczególności z Wysp Zielonego Przylądka, stali się najważniejszym kulturowym towarem eksportowym kraju.

Obecnie zaś portugalscy producenci z coraz większą werwą inwestują w kinematografię afrykańską. Takim obrazem jest „Kraina lunatyków” („Terra sonambula”) mozambicko-portugalsko-brazylijskiej (uff!) debiutantki Teresy Praty. Film jest oparty na powieści jednego z wielkich literatów kontynentu, a zarazem najpewniejszego kandydata na następnego afrykańskiego zdobywcę Nobla literackiego. Mowa tu o Mia Couto, który dotychczas miał w Polsce wydaną jedną powieść, a jego zbiór opowiadań ukaże się w marcu tego roku. W dużej mierze Couto jest człowiekiem, który wprowadził nurt realizmu magicznego do literatury afrykańskiej. Aczkolwiek wielu literatów sprzeczałoby się, czy przypadkiem realizm magiczny nie jest bardziej naturalny kulturowo dla Afrykańczyków, niż dla Ameryki Łacińskiej, a twórczość afrykańska zawsze była nasycona taką konwencją.

Nie omieszkam zaznaczyć, że „Kraina lunatyków” to pierwsze znaczące dzieło w historii kinematografii mozambickiej, a dla Teresy Praty film powinien okazać się przepustką do kariery filmowej.

W okresie najkrwawszych walk podczas wojny domowej w Mozambiku dwoje uciekinierów – podstarzały kolejarz Tuahir oraz cierpiący na amnezję 12-letni mulat nazwany przez przyszywanego wujka Muizinga – szuka schronienia przed wojną. Unikając partyzantów i „wojsk bez wojskowych” przemykają przez busz w drodze donikąd. Wędrówka tymczasowo się kończy, kiedy napotykają na spalony autobus pełen zabitych pasażerów. Autobus staje się ich prowizorycznym, ale jedynym domem. Wśród trupów chłopiec odnajduje notatnik, który okazuje się być zapisem z wędrówki młodego rybaka Kindzu. Chłopiec – jedyny z pary uchodźców, który umie czytać – co wieczór dzieli się przy ognisku kolejnym fragmentem dziennika. Przeczytane wzloty i upadki młodzieńca zaczynają coraz intensywniej wpływać na życie dwójki włóczęgów z przymusu.

Pod względem realizacyjnym i przy skromnym budżecie stworzono film piekny i nieprzeciętny. Poza momentami nieco drewnianego aktorstwa u drugoplanowych aktorów obraz zrealizowano perfekcyjnie i konsekwentnie od początku do końca. Stanowi też pewną antytezę dla współczesnego kina nastawionego na szybką i wartką akcję. Popkulturowe nawyki wywołały u widzów takie oczekiwania także wobec dramatów. „Kraina lunatyków” jest obrazem śpiącym, lunatykującym do celu, gdzie świat wokół wariuje, a w środku panuje marazm zmieszany z szaloną nadzieją. Dziecko marzące o matce, której nie pamięta; starzec wiecznie oczekujący na swoją ostateczną podróż pociągiem; młodzieniec odpływający w siną dal w poszukiwaniu szczęścia. W tej krainie czarownik chcący zakopać kolejarza i dzieciaka, żeby na ich trupach wyrośli nowi ludzie, którzy zaludnią jego wioskę, nie jest uważany za szaleńca.

Szczególna pochwała należy się niesamowitej kreacji aktorskiej kolejarza Tuahira zagrana przez wiekowego już Aladino Jasse. Szkoda jedynie, że taki talent aktorski został odkryty tak późno, ale mam szczerą nadzieję, że pozostanie on stałym aktorem w twórczości Teresy Praty.

Wątek polski: Muzykę do filmu robił niejaki Alex Goretzky, w Polsce znany lepiej jako Aleksander Górecki, znakomity polski muzyk teatralny pracujący przede wszystkim w Niemczech i w Szwajcarii. Warto podziękować mu za znakomity motyw muzyczny, który pozostaje wizytówką tego obrazu.

Pokaz prasowy filmu odbędzie się 18 marca w Kinie Luna, natomiast oficjalna polska premiera filmu odbędzie się podczas AfryKamery w kwietniu 2008 roku. Więcej szczegółów wkrótce.

Fragment z filmu:

Nie lubię czarnych.
To kogo lubisz? Białych.
Nie. Ich też nie.
Już wiem. Pewnie swoich ludzi, czyli Hindusów.
Nie. Lubię takich, jak ty. Bez koloru skóry.

Przemek Stępień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu