Senegalska kolonia w Anglii

afryka.org Wiadomości Sport Senegalska kolonia w Anglii

Gdzieś na południe od Manchesteru i Liverpoolu położone jest miasto Stoke. Do sławy swoich piłkarskich sąsiadów oczywiście mu daleko, ale od tego roku pierwszy raz mają okazję występować w Premiership. Walczą dzielnie i Garncarze (bo taki przydomek noszą piłkarze Stoke) są niemal pewni utrzymania. Inna sprawa, że są drużyną prawie wyłącznie własnego boiska – z wyjazdów przywieźli zaledwie jedno zwycięstwo i 4 remisy.

Kiedy rozgrywana jest kolejka Premiership, największym zainteresowaniem w Senegalu wcale nie cieszą się mecze z udziałem Manchesteru, Chelsea, Liverpoolu czy Blackburn, gdzie występuje as Lwów Terangi El Hadji Diouf. Rzesze Senegalczyków kibicują bowiem niewielkiej drużynie ze Stoke, która jest drugim najstarszym klubem w Anglii, założonym 97 lat przed powstaniem Senegalskiej Federacji Piłkarskiej w roku 1960.

Senegalski kontyngent w Stoke zapoczątkował Salif Diao, który zasilił Garncarzy w styczniu 2007. Ale desant Senegalczyków rozpoczął się na dobre w Sierpniu 2008, kiedy w klubie pojawił się pomocnik Amdy Faye oraz dwóch obrońców – Abdoulaye Diagne Faye i Ibrahima Sonko. Do czwórki Lwów Terangi w styczniu tego roku dołączył najbardziej utytułowany reprezentant tego kraju – Henri Camara – który w reprezentacji rozegrał 99 meczów i zdobył w niej 29 goli. Zasilił drużynę Stoke tylko do końca sezonu, gdyż jest tylko wypożyczony z Wigan Athletic.

Menedżer zespołu, Tony Pulis, który Garncarzami opiekuje się od 2006 roku, zaprzecza, jakoby faworyzował graczy z Afryki. „Sprowadzam tylko dobrych piłkarzy – nie patrzę na kolor skóry, wyznanie czy inne pozasportowe czynniki. Wprowadzili do naszej gry inną kulturę, ale to bardzo dobrze.” – oświadczył 51-letni menedżer Stoke.

Największą sympatią publiczności cieszy się Abdoulaye Faye, środkowy obrońca, który szybko stał się ulubieńcem kibiców. „Tu jest świetna atmosfera, czuję się jak w wielkiej rodzinie i jestem dumny, że mogę być jednym z Senegalczyków w tej drużynie” – mówi Abdoulaye. W dowód uznania, kibice zgromadzeni na Britannia Stadium chóralnie odśpiewują „Abdoulaye My Lord” na melodię popularnej piosenki afrykańskiej „Kumbaya”.
Senegalczycy często odwiedzają się wzajemnie podtrzymując rodzinne tradycje i gotując afrykańskie potrawy. „Anglicy lubią kurczaka i ser, a ja za tym nie przepadam. Wolę kuchnię mojej żony. Zwłaszcza jak wpadam do Abdoulaye, przypomina mi się kuchnia mojej żony” – mówi Faye.

Abdoulaye Faye jest nie tylko najpopularniejszym Senegalczykiem w Stoke, ale jest też filarem defensywy Garncarzy. Zagrał w prawie wszystkich meczach w pełnym wymiarze czasu. Salif Diao i Amdy Faye to także ważne punkty w pomocy drużyny, ale nękani kontuzjami często muszą oglądać mecze z ławki rezerwowych. Rzadziej na boisku pojawia się Ibrahim Sonko, a Henri Camara z reguły wchodzi w końcówkach jako joker, i w ten sposób zdobył już 6 bramek w lidze i pucharach. A w Stoke każda bramka jest na wagę złota, gdyż Garncarze tylko jeden mecz wygrali różnicą 2 goli. Tylko raz zdobyli także więcej niż 2 gole w jednym meczu.

Senegalczycy są lubiani i szanowani w swojej drużynie. Bardzo dobrze mówią po angielsku, co nie jest normą wśród piłkarzy z Afryki występujących na Wyspach, zwłaszcza tych pochodzących z krajów francuskojęzycznych. Jedyną słabością Senegalczyków jest to, że nigdy nie wystąpili razem w jednym meczu. I nie zanosi na to, żeby to mogło się zmienić, gdyż Amdy Faye z pozostałych meczów wyeliminowała kontuzja pleców, a Camara po zakończeniu sezonu wraca z wypożyczenia do Wigan.

Mimo wszystkich problemów, gracze „Małego Senegalu”, jak czasem fani nazywają Stoke, zdobyli sobie sympatię i kibiców w Anglii i Senegalu. Praktycznie zapewnili też sobie utrzymanie w Premiership, mimo że przed sezonem, przez wielu ekspertów byli wymieniani jako murowani kandydaci do spadku.

Łukasz Kalisz

 Dokument bez tytułu