Senegalczyk zdobywa Mistrzostwo Polski!

afryka.org Wiadomości Sport Senegalczyk zdobywa Mistrzostwo Polski!

Prokom Trefl Sopot po raz piąty z rzędu potwierdził swoją hegemonię na krajowym podwórku. Tegoroczne rozgrywki były jednak dla podopiecznych Thomasa Pacesasa wyjątkowo nieudane. Przede wszystkim nie zdołano osiągnąć sukcesu w Eurolidze, która była priorytetem. Zainwestowano ogromne środki w wielkie nazwiska, które w większym lub mniejszym stopniu zawiodły. Ostało się jednak grono zawodników grających na bardzo solidnym poziomie. Wśród nich był Senegalczyk – Pape Sow.

Senegal po Sudanie

Senegal jest jedną z największych kopalni koszykarskich diamentów. W tej kategorii ustępuje jedynie Sudanowi, a właściwie plemieniu Dinka, które z powodu trudnej sytuacji politycznej, nie daje możliwości rozwoju młodym adeptom koszykarskiego rzemiosła. Niektórym jednak udaje się uciec z sudańskiego piekła. Najlepszym przykładem jest Luol Deng – bratanek słynnego Manute Bola. Jako młody chłopiec wspólnie z rodziną wyemigrował do sąsiedniego Egiptu, który był przystankiem w drodze do Wielkiej Brytanii. Efektem świetnej gry na królewskich boiskach był wysyp ofert z najlepszych uniwersytetów w całych Stanach Zjednoczonych. Decyzja o przyjęciu oferty słynnego Duke’a, okazała się strzałem w dziesiątkę . Obecnie Luol jest jednym z najwszechstronniejszych i zarazem najbardziej rozchwytywanych niskich skrzydłowych w NBA.

Takiego szczęścia nie miał jednak jego kuzyn, Deng Gai, mający za sobą epizod w Asco Śląsku Wrocław. W wieku 18 lat został wcielony do armii sudańskiej i było pewne, że wkrótce zostanie zmuszony do walki przeciwko swojemu ludowi. Chcąc ratować przyszłość podjął jedyną słuszną, lecz bardzo ryzykowną decyzję. Zdecydował się uciec z kraju spływając w dół Nilu. Przez Egipt dotarł do USA, gdzie szybko został dostrzeżony przez trenerów lokalnych uczelni. Naukę gry zaczął praktycznie od zera, lecz nie przeszkodziło mu to w robieniu furory na małej uczeni Fairfield. Dzięki bardzo długim kończynom i niesamowitej skoczności potrafił zablokować niemalże każdy rzut. Ta umiejętność w połączeniu ze świetnymi warunkami fizycznymi dawała Dengowi podstawy, aby realnie myśleć o wyborze w drafcie NBA. Niestety Gai obok swoich zalet posiadał również wady, wynikające po prostu z niewyszkolenia w rodzinnym Sudanie. Dostał jednak szanse w zespole Philadelphii 76ers, lecz szybko z niego zrezygnowano. Kolejne lata to tułaczki po niższych ligach w Stanach Zjednoczonych i gra w Polsce, zakończona rozwiązaniem kontraktu przez klub. Mówi się, że pośrednim powodem tej decyzji był problem alkoholowy, z którym zawodnik nie potrafił sobie poradzić.

A Pape Sow…

Wróćmy jednak do Pape Sowa. 208 centymetrów wzrostu i niesamowity atletyzm nie mogły zostać niezauważone. Pape długo jednak zwlekał z podjęciem decyzji o wyjeździe do Stanów Zjednoczonych. W ojczyźnie trzymały go całkiem niezłe warunki do gry i kuzyn – Babacar Camara. W końcu jednak i on musiał opuścić Senegal.

Liceum imienia Jean De La Fontaine było ostatnim przystankiem Sowa w drodze do Ameryki. Krótko po jego ukończeniu dostał się do Chaffey College, który po sezonie zmienił na Cal State Fullerton. W ciągu trzech lat gry na kalifornijskiej uczelni, zdobył łącznie 1135 punktów i zebrał 654 piłki, co daje mu odpowiednio trzynastą i czwartą pozycję w historii szkoły.

Kariera Dakarczyka nabierała tempa. W 2004 roku został wybrany w drafcie przez Miami Heat, lecz natychmiast wytransferowano go do Toronto Raptors. Z punktu widzenia zawodnika, była to bardzo dobra decyzja. Klub z Toronto nie posiadał w swoim składzie gwiazd wielkiego formatu, przez co wydawało się, że Sow nie jest skazany na przysłowiowe „grzanie ławki”. Debiutancki sezon był pozytywnym doświadczeniem dla zawodnika, który jeszcze dwa lata temu dorabiał pełniąc rolę ratownika. Pape wyróżniał się przede wszystkim niesamowitą pracowitością i determinacją w dążeniu do celu, jakim było niewątpliwie pozostanie w zespole. Drugi sezon miał być swojego rodzaju stabilizacją. Niestety opuszczony okres przygotowawczy, poskutkował odesłaniem Senegalczyka do bezpośredniego zaplecza NBA – Dleague. Tam robił furorę zdobywając nawet 40 punktów przeciwko zespołowi Fort Worth Players. Ustanowił również rekord sezonu w zbiórkach – 27.

W 2006 roku został przywrócony do Toronto Raptors, lecz szkoleniowiec, Sam Mitchell, z góry zapowiedział, że nie ma co liczyć na grę. Jego rola w zespole ograniczała się głównie do uczestniczenia w treningach i siedzenia na ławce rezerwowych. Pape Sow rozegrał w tamtym sezonie zaledwie siedem spotkań, kończąc ostatecznie swoją przygodę z NBA. W sumie wystąpił w 76 meczach najlepszej ligi świata. Swoją karierę postanowił kontynuować w Europie.

Pierwszym klubem Pape Sowa na „Starym Kontynencie” była włoska Solosnica Rieti. Świetne występy we włoskiej Seria A były powodem zainteresowania wielu zamożniejszych drużyn. Jedną z nich był Prokom Trefl Sopot, który wówczas na gwałt poszukiwał podkoszowego – atlety. Sow wydawał się idealnym kandydatem do zastąpienia Thomasa van Den Spiegela. Generalnie można uznać, że Senegalczyk podołał zadaniu. Oczywiście, nie grał tak jak świetny Belg, jednak niemalże zawsze Sow pokazywał się z pozytywnej strony. Wspólnie z Filipem Dylewiczem stworzył świetny duet podkoszowy, który okazał się zabójczą bronią dla Turowa Zgorzelec.

4 Czerwca 2008 roku Pape Sow został pierwszym Afrykańczykiem, który zdobył złoty medal Mistrzostw Polski.

A tak Pape Sow grał kiedyś, we Włoszech:

Maciek Bartoś

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu