afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Sen o Mogador

Wieczorem w Essaouira wieje wiatr. Nad ranem zbiera się rosa. To miasto ma łagodny klimat ze względu na położenie nad oceanem. Noc przyjemnie jest spędzić na dachu, ale dobrze przykryć się starą, wysłużoną pierzynką.

Nocą miasto pokrywa się mgłą, uliczki staja się tajemniczą łamigłówką. Mohammed sprawnie lawiruje na zakrętach. Za każdym rogiem taka sama wąska ulica, z której wygląda kilka par błyszczących kocich oczu. Nie odnalazłabym się w tym labiryncie. Zmierzamy do jego kryjówki. Z jednej strony to przystań, aby napić się alkoholu i wypalić w spokoju haszysz, z drugiej jedyne takie miejsce w mieście.

Dom górujący nad miastem oferuje widok na ocean i na niską, ciasną zabudowę starego miasta. Za dnia to widok na purpurowe wyspy lub poprzecinane nietypowo jak dla tradycyjnej mediny – prostopadłe uliczki. W nocy ocean jest przerażającą, szumiącą głębią, a miasto uśpione oddycha spokojnym rytmem. Ulice są prawie puste. Zamykają się ostatnie sklepiki, a w domach gotuje się wieczorny tadżin.

W dzień jest odwrotnie. Miasto jest pełen gwaru. W porcie rybacy wyładowują całodzienny łów. Ludzie tworzą niebieskie wzory, ciągnące się tam, gdzie wzrok sięga. W przyportowych barach wyłożone są skarby morza: ryby, ośmiornice i najlepsze na świecie świeże krewetki. Na życzenie wybrane smakołyki są na miejscu przysmażone. Port żyje własnym życiem. Turyści chętnie go odwiedzają, ale miejscowi również upodobali sobie to miejsce. Starsi mężczyźni, przesiadują na starych skrzyniach. Zwierzęta, po złowieniu resztek ryb, ucinają tu sobie drzemkę. Od oceanu odgrodzony jest grubym murem. Po drugiej stronie muru widać skały i wodorosty, które sprawiają iż wydaje się ze można by było powędrować głęboko w ocean…. Zresztą, niektórzy miejscowi zapuszczają się w tą głebię, szukając morskich skarbów. Od strony portu najlepiej widać obwarowania miasta. Stare armaty i mury zbudowane przez Portugalczyków. Świadectwo świetności miejsca zwanego kiedyś Mogadorem.

Teraz Essaouira raczy turystów malowniczymi obrazkami swoich uliczek i portu. Jest też przystankiem dla wielbicieli Jimiego Hendrixa, który kiedyś spędził w położonym przy Essaouira Diabat parę dni. Nadal wielu z nich stad rusza do Diabat, aby wspólnie wypalić zioło w Cafe Hendrix i zobaczyć sławny „Castle in the Sand”.

Miejscowi jednak wolą palić na dachach. Maroko, to historie haszyszem pisane. Haszysz stanowi właściwie część kultury tego kraju i palą go wszyscy. Jest tak nieodłączną częścią spotkań jak tradycyjna miętowa herbata. Wieczorem mgła unosząca się w uliczkach miesza się z dymem palonego haszyszu, oplatając wszystkich sennym uściskiem…Wieczorem na jaw wychodzi prawdziwa natura miasta unoszącego się w halucynogennych oparach.

Na naszym dachu jest więc stolik, lodówka zaopatrzona w wyskokowe trunki i oczywiście małe zawiniątka haszyszu. Palimy, podczas gdy Mohammed opowiada o życiu w tym miejscu. Jego słowa staja się częścią szumu oceanu i kocich nawoływań a dym niesie je nad miasto. Mówi po arabsku, francusku , angielsku…

Zasypiam, a sny w Essaouira niosą mnie przez całe Maroko. Niepokojące podróże nocą przy dźwiękach gnawa, spokojne wieczory na dachach i pełne gwaru place miejskie… a później już tylko wioski i piach. Essaouira to ostatnie miejsce nie noszące śladów pustyni. To ostatnia przystań świata arabskiego. Od jutra… od jutra zacznie się podróż w piasek. Czuję, że piasek wpada mi do oczu. Staram się wypluć go z ust. Słyszę i rozumiem berberskie gardłowe dźwięki. Mohammed zaczął nagle mówić do mnie w tashelhiyt ….

Kiedy się budzę, pierzyna jest mokra od rosy. Zamiast piasku, na skórze mam krople oceanu a usta są słone. Mohammed przygotowuje herbatę. Słyszę jak przelewa napar z czajniczka do szklanek, tak aby powstało jak najwięcej piany. Z dołu słychać już gwar budzącego się miasta. Upiorne halucynogenne mgły opadły i miasto będzie przez kolejne godziny udawać iż jest zwykłym miastem. Na uliczki wychodzą już nieznużeni kupcy, aby kolejny dzień skończyć udanymi transakcjami na skórzanych lampach, materiałach, latających dywanach i magicznych drewnianych skrzynkach. Taka już jest magia tego miejsca.

Piję herbatę zagryzając chlebem z serem i jajkami z kminkiem. Mohammed przygląda mi się i bez słowa podaje mi lustro. Na włosach znajduję ziarenka piasku. Już czas.

Marta Jackowska

 Dokument bez tytułu