Rabelados – zbuntowani

afryka.org Czytelnia Poznaj Afrykę! Rabelados – zbuntowani

Żyją poza czasem. Nie mają takich wynalazków diabła jak radio i telewizja. Nie przyjmują lekarstw, a do szpitala trafiają już w ostateczności. Nie wsiadają do samochodów ani do publicznych środków transportu , do niedawna nie używali prądu. Odrzucają szkołę, sakramenty, produkty żywnościowe nie pochodzące z ich upraw. Kobiety nie noszą spodni i zawsze przykrywają głowy.

Nie zabiją żadnego żywego stworzenia, najmniejszego owada. Nie uznają nakazów administracyjnych, lekceważą wszelkie przedsięwzięcia w ramach walki z malarią, wszelkie akcje uświadamiania, odmawiają współpracy w ramach misji oświatowych, nie zgłaszają narodzin dzieci do urzędów. Odrzucają niemal wszystko i wszystkich.

W soboty i niedziele nie pracują i przemierzają pieszo wiele kilometrów, by wziąć udział we mszy. W te dni jeść mogą dopiero po godzinie piętnastej. Nieufni wobec obcych. Odizolowani od świata.
Amisze Cabo Verde? Niezupełnie.

Nazywają ich Rabelados czyli Zbuntowani.

Na początku lat 40. XX wieku umiera ojciec Joaquim Pereira Furtado, proboszcz pracujący w interiorze wyspy Santiago. Obarczony wieloma obowiązkami posyła w głąb wyspy lokalnych księży-pasterzy, powierzając im wiele zadań. Z braku ludzi w 1941 roku biskup Prai zwraca się do Stolicy Apostolskiej i nuncjatury w Lizbonie z prośbą o przysłanie posiłków. Pomoc zjawia się w postaci piętnastu wloskich księży z zakonu Św. Ducha. Owi księża w białych sutannach mają zmodernizować kościół katolicki na Wyspach, toteż w swej pracy i decyzjach otrzymują daleko idącą niezależność, wręcz autonomię. I chcą wiele zmienić.

Tubylcy zarzucają im narzucanie nowych praktyk religijnych, nowej katechezy, zmuszanie do porzucania lokalnych wierzeń i tradycji. Nie wszystkim to odpowiada. Niektórzy stawiają opór „księżom w białych sutannach”, dla kontrastu z „ich” księżmi w czarnych, wreszcie odcinają się od kościoła katolickiego i zostają Rabelados, Buntownikami. Niepogodzeni uciekają w góry, w trudno dostępne miejsca, gdzie zakładają wspólnoty. To również próba uniknięcia kary czy wręcz prześladowań, ponieważ ich nieposłuszeństwo zostaje uznane przez koronę portugalską za niesubordynację wobec władzy. Stają się symbolem oporu wobec kolonizatorów.

Pasterze, rolnicy, rzemieślnicy. Są bici, zaniedbywani, wysiedlani, a na początku lat 60. wielu z ich przywódców zostaje deportowanych na inne wyspy. W roku 1960 pokryte strzechą dachy ich „funcos” – domów, zostają potraktowane DDT. Ale trwają. Trwają w swych przekonaniach dzięki izolacji od społeczeństwa i wierze w Stary Testament. Wiele czerpią z Księżycowego Kalendarza Wiecznego (Lunario Perpetuo) , który łączy w sobie cechy podręcznika astronomii, ludowej medycyny i przepowiedni.

Po uzyskaniu niepodległości przez Cabo Verde Rabelados popierają partię PAIGC i jej przywódcę Amilcara Cabrala, ojca wyzwolenia Cabo Verde i ponieważ pozostają jej wierni, późniejszy reżim komunistycznej PAICV ich nie prześladuje. Do dziś noszą sztandar PAIGC, by przypomnieć komu Wyspy zawdzięczają swą wolność.

A jednak ich życie powoli zaczyna się odmieniać. Przede wszystkim dlatego, że na Cabo Verde zmienił się ustrój. Ponadto, choć Rabelados byli i wciąż są żywym symbolem oporu wobec władzy zwierzchniej , a może właśnie dlatego, że nim byli, dowiedział się o nich świat. W 1974 roku ukazuje się książka Júlio Monteiro "Os rebelados da ilha de Santiago de Cabo Verde", Buntownicy z Wyspy Santiago, a w 2002 powstaje film dokumentalny "Rebelados no fim dos tempos", w reżyserii Jorge Murteiry. W 2004 roku wychodzi płyta "Cânticos sagrados de Cabo Verde – A litania dos Rabelados", z ich pieśniami religijnymi zawierającymi motywy rzadko podejmowane przez innych twórców. Dzięki malarce Misá, która po 23 latach na emigracji wraca w rodzinne strony ich kultura, tradycje i rękodzieło stają się znane, a prace zostają wystawione na ARCO, tegorocznych Międzynarodowych Targach Sztuk Współczesnej w Madrycie. Misá zaczyna nie tylko pokazywać Rabelados na zewnątrz, ale i odmieniać ich codzienność: wprowadzać zasady higieny, likwidować analfabetyzm, przekonywac do elektryczności; przybysz z zewnątrz nie jest już traktowany jak intruz i powoli zaczyna się mówić o ekoturystyce. Cywilizacja ma swoje wymagania…

Jaki los czeka Rabelados? Czy młodzi, którzy nie zaznali ani represji, ani walki o przetrwanie oprą się pokusom współczesności i nadal będą Rabelados? Czy rzemiosło i kiełkująca turystyka powstrzymają ich przed ucieczką ze współnoty? W 2006 roku zmarł przywódca Rabelados Nho Agostinho. Czy wraz z wygaśnięciem starszego pokolenia nie wygaśnie tradycja mówienia wszystkim i wszystkiemu „nie”, która stała się modus vivendi dla około 2000 ludzi, żyjących nadal w Espinho Branco?

Elżbieta Sieradzińska

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu