Podróże co przestają być żartem

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Podróże co przestają być żartem

Kiedy człowiek siada przed telewizorem oczekuje rozrywki. Chce pośmiać się, bawić, a nawet podróżować z żartem jak wyobrazili to sobie autorzy nowego cyklu w TVP. Szkoda tylko, że żartują kosztem innych. A przecież my Polacy zawsze obrażamy się jeżeli ktoś obcy naśmiewa się z naszego narodu. Za to możemy wyżywać się na przykład na Afryce, bo my wiemy najlepiej co nam wolno.

Afryka okazała się doskonałym "miejscem do bicia". Począwszy od "murzynka Bambo" czytanego dzieciom w szkołach po sienkiewiczowskie "W pustyni i w puszczy", polskie pole widzenia Afrykańczyków zawężyło się do nagich "dzikusów" w przepaskach. Co więcej każdy mieszkaniec Afryki musiał mieć na imię Kali i operować bezokolicznikami. Jednym słowem "brudas", którego trudno zachęcić do kąpieli, bo boi się, że się wybieli.

Pojedziemy do Afryki

Piątkowy wieczór. Nie ma nic lepszego niż odpoczynek po ciężkim tygodniu w pracy. W programie telewizyjnym czytam – "Podróże z żartem", dzisiaj wyprawa do Kenii. Nie zastanawiam się długo, bo w końcu Afryka jest mi bliska. Program drugi. I czekam. Już przenoszę się do studia. Światła, dźwięk i pierwsze rozczarowanie.

Pojawia się zespół. I nie należy mieć pretensji za popis gry, która w żaden sposób nie jest muzyką afrykańską, a raczej spolszczoną dyskoteką bardziej w stylu italo niż afro. Chłopcy z bębenkami zajmują scenę. Biegają z dzidami, kamera, ludzie widzą "dzikusa" z orężem w ręku. Brawo telewizja! Ale nie wszystko jeszcze stracone. Zaraz pojawią się zaproszeni goście.

Myślę sobie, program o Kenii, więc w loży ekspertów nie powinno zabraknąć Kenijczyków. Nic bardziej mylnego. Wszyscy eksperci to Polacy. Ich związek z Afryką jest jeśli nie wątpliwy to bardzo dyskusyjny. Znalazł się tam znany satyryk, prezenterka, kiedyś popularna w telewizji publicznej i znany wszystkim "produkt marketingu". Jednym słowem najjaśniej świecący na szklanym ekranie.

Wypowiedzi "ekspertów" powielały stereotypy. Afryka dzika, dom słonia i wspomnianego już Bambo. Biegają po tej afrykańskiej ziemi z dzidami, polują na lwy, a internet dociera tylko w porze deszczowej. Znany satyryk mówi więcej – Spotkałem szefa masajskiej wioski, on prosi o mojego emaila. Ja pytam czy ma komputer. On, że cztery godziny dalej jest miasto, gdzie może korzystać z kafejki internetowej. Głośny śmiech.

Potomkowie Stasia i Nel

Dumni mogą być Polacy, kiedy widzą swoje nieustraszone gwiazdy, które wyruszyły w serce "najdzikszego" z kontynentów. Dotarły do jądra ciemności i teraz mogą opowiadać niesamowite historie rodakom. Staś i Nel mają godnych następców w telewizji.

Nie twierdzę, że nie można mówić o Afryce z żartem. Z pewnością można a nawet trzeba. Także o Indiach bądź Peru. Tylko nie róbmy tego w programach, które popularyzują wiedzę o innych kulturach. Nieprzygotowany telewidz przyjmie to za prawdę objawioną, a potem skomentuje pojawienie się Afrykańczyka na ulicy swojego miasta – zobacz dzikus idzie! I cała edukacja na rzecz tolerancji sypie się, bo znowu ktoś zapomniał postawić fundament.

Panie M.! Pani D.! Struś by się uśmiał. Oczywiście ten afrykański.

A co w następnym odcinku?

Paweł Średziński

 Dokument bez tytułu