Pocztówki z Gabonu (6): (Nie)wierność

afryka.org Czytelnia Poznaj Afrykę! Pocztówki z Gabonu (6): (Nie)wierność

Często słyszę pytanie o tak zwane szoki kulturowe, których doświadczyłam w Gabonie. Zazwyczaj trudno mi wpaść na coś wystarczająco szokującego. Czas sprawia bowiem, że przyzwyczajamy się do pewnych drobiazgów i zwyczajnie przestają nas dziwić. Jest jednak pewna kulturowa różnica, którą nadal trudno mi zrozumieć, nie mówiąc już o jej zaakceptowaniu: chodzi mianowicie o równikowe pojęcie wierności. Tak, proszę państwa, dzisiaj będzie o mężczyznach i kobietach.

W Europie wierność partnerowi uznawana jest za podstawę udanego związku. W Afryce natomiast wierność partnerowi praktycznie nie ma prawa bytu. Bierze się tam bowiem za pewnik, iż wszyscy mężczyźni – bez wyjątku! – zdadzają swoje żony i już. Niestety, im więcej rozmawiam na ten temat z moimi gabońskimi kolegami, tym bardziej prawdziwe wydaje mi się to twierdzenie. Społeczne przyzwolenie na posiadanie wielu partnerów istnieje oczywiście jedynie w przypadku mężczyzn. Płeć piękna ma za to tolerować zachowanie małżonków i, rzecz jasna, wybaczać. Wybaczenie i tolerancja to przecież zrąb każdej relacji, o czym mówi nawet gabońskie prawo. A ja, moi drodzy, pytam: jeśli jednak wszystkie kobiety pozostają wierne swoim mężom, a wszyscy mężczyźni mają kochanki, to… skąd u licha się te kochanki biorą? Ech ci biali, zawsze zadają niewygodne pytania.

Jak jednak doszłam do tak szokujących wniosków? Czemu zakładam, iż panowie nie potrafią dotrzymać małżeńskiej przysięgi? Rzecz jasna, na podstawie licznych dowodów, czytaj rozmów. Pozwólcie, że Wam przedstawię kilku moich afrykańskich kolegów. A potem wyciągnijcie własne wnioski.

Pan numer 1 – Jean
Jean ma niespełna trzydzieści lat. Nadal szuka tej jedynej. Póki co, spotyka się z dwiema dziewczynami, ale przyznaje, że jest w związku z trzecią. Zapytany o tę dziwną uczuciową sytuację odpowiada, że mężczyźni potrzebują przecież mieć wybór, a różnorodność to świetna sprawa. Poza tym, żaden mężczyzna nie jest stworzony dla jednej kobiety. A jak długo zamierza tkwić w tej sytuacji? Długo. Przecież na tym polega bycie facetem.

Pan numer 2 – Patrick
Patrick właśnie rozstał się z żoną, mają dwoje dzieci. Nadal ze sobą mieszkają, ale oboje mają już innych partnerów. Nie podoba mu się fakt, że jego (była) żona z kimś się spotyka. Zwierza mi się, że wszyscy mężczyźni zdradzają, o tak, ale niektórzy kryją się lepiej niż on sam. Na początku próbował zresztą dochować wierności, ale prawa natury są prawami natury. Jego żona powinna to zrozumieć i wybaczyć, przecież na tym polega bycie facetem. Ma nadzieję, że uda mu się odzyskać żonę.

Pan numer 3 – Monsieur Mba
Monsieur Mba dobiega siedemdziesiątki. W Gabonie to bardzo poważny wiek. Dzieci? No tak, ma dzieci. Ile? Hmm… „Z moją oficjalną żoną, mam ośmioro dzieci. To moje dzieci domowe (les enfants de la maison). Z kolei poza małżeństwem, mam… Razem jest siedemnaścioro, czyli z innymi kobietami muszę mieć dziewięcioro. To dzieci z zewnątrz (les enfants de dehors). Wnuki przestał liczyć już dawno. Myślicie, że Monsieur Mba to wyjątek? Otóż nie – starszych panów jak on są tysiące.

Pan numer 4 – Landry
Landry to młody zdolny. Pracuje w dużej firmie, uwielbia bary, dyskoteki i taniec. Bardzo dba o swój wygląd i lubi przeglądać się w lustrze. Nie ma też problemów z przykuciem uwagi płci pięknej w dyskotece – często widuję go w niedwuznacznych sytuacjach z kolejną przestawicielką tejże płci pięknej właśnie. To w takich chwilach Landry najbardziej wdzięczny jest losowi za swoją religijną dziewczynę, z którą jest w stałym związku od kilku lat. Ona nie lubi barów, więc Landry zazwyczaj bawi się sam.

A co z kobiecym punktem widzenia? Poznajcie Julienne, oficjalną dziewczynę Jeana. Że niby romansuje? No jasne, ona dobrze o tym wie, głupia nie jest. „Życie jest, jakie jest, a ja swojego chłopaka kocham. Zdradza mnie, tak, ale mnie kocha. Mogłabym z nim zerwać i znaleźć sobie innego. Ale ten drugi też by mnie zdradzał, jak wszyscy. A pewnie nie byłby taki fajny, jak Jean. Pewnie nie najlepiej bym wyszła na takiej zamianie”.

Po więcej porad o tym, jak sobie radzić z niewiernymi mężami, zajrzyjmy do pisma kobiecego „Amina”. Oto opinia niejakiej Valerie, którą podziela większość afrykańskich kobiet:

„Przebaczenie to budulec ogniska domowego. Oczywiście, że jestem gotowa wybaczyć niewiernemu partnerowi! Tak, to trudne, ale nie niemożliwe. Zresztą już to kiedyś zrobiłam i jestem gotowa przejść przez to po raz drugi. Gdzie miałabym szukać wiernego mężczyzny? Powinnyśmy zadać sobie następujące pytanie: jeśli odejdziemy od męża, czy znajdziemy lepszego? Myślę, że nie. Lepiej jest zostać przy tym, którego już znamy, z którym mamy dzieci, zamiast łudzić się, że znajdziemy wiernego mężczyznę, tak rzadki przecież okaz. Ja staram się rozmawiać z moim mężem. Pytam, co się stało, dlaczego uciekł w ramiona kochanki. Proszę, by obiecał, że już nigdy tego nie zrobi. W głębi serca wiem jednak, że kłamie. Ale najważniejsze, żeby się zabezpieczał, zwłaszcza przeciwko HIV, żeby później mnie nie zaraził („Amina”, numer 484, strona 22, moje tłumaczenie)”.

Kiedy opowiadam afrykańskim kolegom, że mój mężczyzna jest mi wierny, śmieją się i puszczają oko do wyżej wymienionego. Bez wątpienia myślą, że mój chłopak świetnie mnie okłamuje. A do tego tak mnie wytrenował, że jeszcze go bronię! Nikt mi nie wierzy. Bo przecież wszyscy mężczyźni zdradzają. Na tym polega bycie facetem.

Kasia Koniecka,
autorka mieszkała w Libreville

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu