Orkiestra symfoniczna z Kinszasy

afryka.org Kultura Film Orkiestra symfoniczna z Kinszasy

Armand Diangienda nie ma łatwego życia jako założyciel dyrygent Orkiestry Symfonicznej z Kinszasy. Kiedy zaczynał, wielu skrzypków musiało się zmieniać i ćwiczyć w 20-minutowych turach, ponieważ orkiestra do dyspozycji miała tylko 5 instrumentów. Kiedy zerwały się struny, używali w zamian zerwanych linek hamulcowych od rowerów. Kiedyś byli zmuszeni do zrobienia dzwonu z felgi autobusowej. Jednak Armand się nie zniechęca. Dobrze oddaje to film dokumentalny autorstwa Clausa Wischmanna i Martina Baera, którzy towarzyszą dyrygentowi i jego orkiestrze w przygotowaniach do wykonania IX Symfonii Beethovena.

Wszyscy muzycy są amatorami, którzy godzą grę w orkiestrze i próby z codziennymi obowiązkami. Joseph Masunda, skrzypek, jest również elektrykiem i fryzjerem. Kiedy z powodu przerw w dostawach prądu wysiadają korki i sala prób pogrąża się w ciemnościach, odkłada skrzypce i idzie je naprawiać. W swojej fascynacji muzyka nie jest odosobniony – podzielają ją wszyscy członkowie orkiestry.

Orkiestra działa w Kinszasie, stolicy od lat targanej konfliktami Demokratycznej Republiki Kongo, dawniej Zair. Tragedia wojny pobrzmiewa również w filmie – muzycy wyjaśniają, że część instrumentów została skradziona podczas walk, ojciec jedna z flecistek straciła podczas wojny ojca. Mimo to tragedia Kongijczyków jest pokazana lekko – autorzy przede wszystkim skupiają się na problemach, z jakimi boryka się każda amatorska orkiestra: trudności z bardziej skomplikowanymi fragmentami Symfonii, frustracje dyrygenta, przekonanie rodziny i znajomych, że próby są ważne i trzeba regularnie ćwiczyć, aby osiągnąć cel. Dla pokazanych w filmie muzyków główna motywację do wysiłku stanowi możliwość chwilowej ucieczki od trudnej codzienności, którą daje gra. Mówią, że muzyka zabiera ich daleko, do innego świata.

Film został w lutym pokazany na Festiwalu Berlinale.

maru

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu