O arabskiej wiośnie w Afryce Północnej

afryka.org Kultura Książki O arabskiej wiośnie w Afryce Północnej

Tunezja, Egipt, Libia, Jemen, Syria, Bahrajn – problemy w tych krajach są podobne: analfabetyzm, bezrobocie, przepaść między bogactwem ludzi władzy a nędzą obywateli, korupcja, ucisk, prześladowanie opozycji i stosowanie tortur. Czarę goryczy przepełnił całkowity brak perspektyw dla młodego pokolenia. To właśnie młodzi wiosną 2011 roku wzniecili arabską rewolucję. To właśnie tej arabskiej wiośnie poświęcona jest książka, która ukazała się nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego.

W swojej publikacji Jörg Armbruster analizuje sytuację w poszczególnych krajach, kreśli sylwetki kluczowych postaci, rozważa rolę Internetu i technik komunikacyjnych w organizowaniu się młodych ludzi. Nie stroni również od pytań najbardziej kontrowersyjnych. Czy demokracja i islam wzajemnie się nie wykluczają? Jaki sens ma demokracja w krajach, których obywatele uważają, że Koran jest ważniejszy od konstytucji? I wreszcie – czy sam islam nie jest największym zagrożeniem dla demokracji?

W książce Ambrustera znajdziemy ciekawą opowieść dotyczącą przemian w Afryce Północnej. Nie zabrakło w niej opisu walki o kairski plac Tahrir, o której autor “Arabskiej wiosny” pisze:

Dziesiątki tysięcy demonstrantów organizowało sobie życie na placu Tahrir. Ustawiano namioty i budowano toalety, przed którymi od razu tworzyły się długie kolejki. Na jednym z rogów placu kobiety smarowały pity białym serem i kładły na nich plastry pomidorów i ogórków. Były ubrane całkiem na czarno, niektóre miały zasłony na twarzy ze szczeliną na oczy. Najwyraźniej należały do Bractwa Muzułmańskiego, które zarówno na placu, jak i podczas protestów wstrzymywało się od działań. Tłumaczyli nam, że nie chcą dać reżimowi żadnego pretekstu, by demokratyczny ruch dyskryminować jako fundamentalistyczny.

Egipcjanie przynoszą na plac kartony z butelkami wody. Ktoś je podarował. W innym rogu lekarze i pielęgniarze na odgrodzonym terenie urządzili polowy szpital, by zajmować się rannymi. Opatrunki na głowach muszą być regularnie sprawdzane. Policja w brutalny sposób użyła pałek. Nie wiadomo, czy ci rządowi pałkarze nie powrócą. Trzeba być przygotowanym na najgorsze. Na pewno demonstranci chcą tu zostać, dopóki Mubarak nie ustąpi. Organizatorzy protestów, młodzi liberalni opozycjoniści, jak powołany do życia trzy lata wcześniej Ruch 6 Kwietnia, stworzyli nawet służby porządkowe: mężczyźni i kobiety z miotłami i łopatami w rękach utrzymują czystość na placu. Robią to bardzo sumiennie, jakby razem z brudem chcieli zmieść stary reżim. „Chcemy nowego, czystego Egiptu, bez korupcji” – wyjaśnia poważnym tonem młoda studentka kierująca grupą mężczyzn z miotłami.

Na placu Tahrir egipski świat postawiony został trochę na głowie. Mężczyźni i kobiety śpią pod tymi samymi, zrobionymi z plastikowych płacht, namiotami. Jakoś nie zdarza się molestowanie seksualne, a przecież obłapianie, obmacywanie i jeszcze gorsze rzeczy to jedna z tych nieprzyjemności, do których dochodzi w Egipcie bardzo często. „Czuję się tu bezpieczna, wiem, że nikt nie będzie mnie tu molestować, jak gdzie indziej w Kairze” – przyznaje studentka Alia. „Mężczyźni grzecznie odsuwają się na bok, gdy chcę przejść, i nikt nie próbuje mnie zaczepiać”.

Po czołgach, które od tygodnia obstawiają plac, skaczą dzieciaki; demonstranci i żołnierze dzielą się butelkami z wodą. Można niemal odnieść wrażenie, że egipska armia zmieniła sprzymierzeńców. W rzeczywistości kraj wciąż rządzony jest przez generałów, którzy na razie wcale nie chcą oddać władzy. O ustąpieniu Mubaraka wciąż nie ma mowy. Ale 1 lutego, mimo wszystko, oświadczył on, że nie zamierza kandydować w jesiennych wyborach na prezydenta. Ponadto konstytucja ma zostać zmieniona, tak by w wyborach mogli startować także niezależni kandydaci. Krok po kroku reżim próbuje coś ugrać, idąc na ustępstwa.

To jednak nie wystarcza demonstrantom. Domagają się ustąpienia Mubaraka, i to natychmiast. Wykrzykują to tak długo, aż ochrypną. Śpiewają i się śmieją, bo czują, że mogą wygrać. To tu powstaje nowy, liberalny Egipt, szanujący każdego, pozwalający każdemu swobodnie oddychać, w którym nie trzeba się obawiać policyjnej i urzędniczej samowoli. To podstawowe pragnienia ludzi zebranych w tych dniach na placu Tahrir: Egipt wolny od korupcji i egoizmu; Egipt, w którym każdemu będzie się jakoś powodzić. Takie jest ich marzenie.

Polecamy! Jorg Armbuster, “Arabska wiosna”, Wrocław 2012.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu