afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Niebieski spokój

Stara, pożółkła dżelaba nosi na sobie ślady czasu. Widać lubi ją, skoro, choć stać go na nowszą ciągle jeszcze nosi tę starą. Zupełnie jakby chciał w niej zatrzymać wspomnienia z przeszłości, zapachy dzieciństwa, wszystko, co najcenniejsze. Ali ma jakieś sześćdziesiąt lat, czwórkę dzieci i żonę, która swój cenny czas dzieli między obowiązki matki i tkanie dywanów do sklepu prowadzonego przez męża.

Owy sklep ma co najwyżej dwadzieścia metrów. Jest ciasny, obrośnięty stertami ściśle ułożonych dywanów, zielonych, czerwonych, niebieskich- tych jest najwięcej, bo to dla mieszkańców Chefchaouen najpiękniejszy kolor.

Na drewnianej półeczce w jednym z kątów Ali trzyma pamiątki otrzymane od zagranicznych turystów. Krem do twarzy z Australii, masło czekoladowe z Francji…. i równie stary jak jego dżelaba opasły zeszyt, w którym przechowuje bezcenne wpisy odwiedzających go gości.
Bardzo płynnym angielskim zaprasza nas na szklankę zielonej herbaty. Wieloletnia praktyka nauczyła Alego (prócz trzech języków) skutecznego przekonywania klientów o wysokiej jakości swoich wyrobów. Popijając super słodki napój właściciel sklepu prezentuje nam triki z zapalniczką, której płomień absolutnie nie ima się misternie utkanego wzoru, kompresowanie dywanu tak, aby zmieścił się do najmniejszego podręcznego bagażu, a może i nawet do szykownej torebki kopertówki, przekładanie, naciąganie, mierzenie. Ściana naprzeciwko warsztatu zdaje się być jeszcze bardziej niebieska niż wtedy, kiedy przekraczaliśmy jego niebieski próg.

Spokój tego miejsca czyni je magicznym. Błękitne ciągnące się czasem donikąd uliczki, zakamarki z pomalowanymi na niebiesko drzwiami, niebieskie donice, stragany, niebo też niebieskie, co pewien czas przecinane strugami ulewnego deszczu.

Zielona o tej porze roku północ diametralnie różni się od pustynnego południa. Różni się też od reszty świata, bo gdzie u podnóża dwóch bliźniaczych szczytów rośnie miasto od stóp do głów niebieskie i gdzie, jak nie w tym niebieskim mieście średnio, co dziesięć minut przechadzający się uliczkami mieszkańcy oferują sprzedaż domowej produkcji haszyszu?!

Hotel Boston bez prysznicowych kurków świeci pustkami, w pobliskim sklepie z pamiątkami właściciel ogląda krwawe horrory na ukrytym między skórzane buty telewizorze, pada deszcz, przechodnie chowają się wśród pobliskich suków.

Magiczne i spokojne jest o tej porze roku niebieskie miasto, zanim razem z pierwszym słońcem zjawią się tu hordy głośnych turystów, zanim Boston zaludni się do ostatniego materaca, zanim Ali sprzeda wszystkie swoje dywany i pośle najmłodsze córki do szkoły.
Magiczne i spokojne…

Paulina Łokaj

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu