Laamb czyli senegalskie zapasy

afryka.org Czytelnia Poznaj Afrykę! Laamb czyli senegalskie zapasy

W Senegalu zapasy konkurują z futbolem. Ten tradycyjny sport zyskał jeszcze bardziej na popularności u młodych, wraz z pojawieniem się pokolenia „Boul Fale”- „nie przejmuj się”, w połowie lat 90-tych. Symbolem tego czsu był mistrz Mohamed Ndao, alias Tyson. Dziś stadiony wypełniają się po brzegi i promotorzy proponują już zawrotne kwoty, dziesiątki milionów franków CFA.

Ten sport w tradycji Sererów jest ściśle związany z porą deszczową i żniwami. U Lebou (kuzynów Wolofów) walczono po dobrych połowach na Atlantyku. Młodzież w duchu sportu udowadniała swoją waleczność i męskość. Turnieje były zorganizowane po pracach na polu, na głównym placu, aby wyłonić sezonowego mistrza wioski, lub okolic. Zasady były proste: rzucić przeciwnika na ziemię. Tradycyjne zapasy żyją dziś tylko na wsi.

Zapasy są dziś zawodowym sportem. Łaczą judo, boks i tradycyjną technikę walki.
Mnożyły się „stajnie” z całym zapleczem do treningów na profesjonalnym poziomie.

Walki toczą się w ograniczonym kole i każdy zapaśnik stara się rzucić przeciwnika na ziemię. Przegrywa ten, którego wszystkie cztery kończyny będą równocześnie w kontakcie z ziemia, został przewrócony lub wyrzucony z koła. Trójka arbitrów decyduje o werdykcie. Nawet monitory telewizyjne są wykorzystywane w spornych sytuacjach.

Jedna rzecz się nie zmieniła. Są nią mistyczne przygotowania u boku Marabuta przed walką. Zapasy to także cały folklor: śpiewy, rytmy na bębnach, pokazy tańców samych zawodników lub ich pomocników (czasem są to zespoły i bogate układy choreograficzne). Bakkou to właśnie ten obrzęd, ta atmosfera. Cel jest jasny. Przez taniec wygrać psychologiczną walkę z przeciwnikiem i uzyskać przychylność publiczności. Dwa w jednym.

Od wieków jest ten sam rytuał. Grioci jak zwykle dodają swoje pięć groszy i zachęcają zapaśników do większej mobilizacji. Ten spektakl jest zapewniony na każdej imprezie i trwa dość długo. Czas samej walki natomiast jest otwartą sprawą. Dopóki słońce nie zachodzi, można walczyć. Ale niektóre zmagania przypominają walkę Gołoty z Lewisem. Trwają kilkadziesiąt sekund. Albo kończą się nudnymi, komicznymi, czasem skandalicznymi remisami.

Zapaśnicy są podziwiani. Ci królowie aren zarabiają niebotyczne kwoty.
Żaden sportowiec nie zarobi w Senegalu tyle, co oni za walkę. Dzięki trzem z nich, którzy dominowali w latach 70-tych, Mbaye Gueye (Tygrys), Robert Diouf i Double Less, zapaśnicy zaczęli naprawdę zarabiać dużo. Natomiast w połowie lat 90-tych, generacja „Boul Fale” z młodym czempionem Mohamedem Ndao – alias Tyson (podziwiał tego amerykańskiego boksera) na czele doprowadziła do tego co mamy dzisiaj w senegalskich zapasach.

Zobacz słynną walkę Tysona z Bombardierem.

Tyson zdominował dyscyplinę w kategorii ciężkiej w latach 1995-2002, (przegrał z Bombardierem), aby powrócić w 2004. Zarabiał ponad 50 milionów CFA (1 $=500 CFA) za walkę. Takie kwoty doprowadziły przeciętnego zjadacza chleba do zawrotów głowy. Ale stadiony wypełniały się tłumem. Bombardier, Yekini, Gris Bordeaux, Balla Beye II… To nazwiska, które w niedzielę przyciagają tłumy na stadion, przy radioodbiornikach i przed telewizorami. Pustoszeje Dakar…

Mamadou

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu