Koniec Republiki Somalijskiej

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Koniec Republiki Somalijskiej

Wśród futurologów historyk czuje się nieśmiało. Zwłaszcza wśród prognostów katastrofy. Wyjaśnienie obecnej sytuacji w Somalii i przewidywanie jej rozwoju wymaga uwzględnienia zarówno czynników strukturalnych (społeczno-polityczno-historycznych) jak i „zbiegu nieszczęśliwych okoliczności” klimatycznych. Ich zespolenie pozwala na rzetelną diagnozę – zrywającą z praktyką większości polskich mediów, redukujących kryzys w Somalii do przysłowiowej „klęski głodu i suszy”.

UPADŁO, CO UPAŚĆ MIAŁO / NIGDY NIE ISTNIAŁO

W okresie kolonialnym obszar Rogu Afryki podzielony był między Włochów, Francuzów i Brytyjczyków. Po uzyskaniu niepodległości państwem rządzili socjaliści, nacjonalizujący kolejne sektory młodej gospodarki. Dynamicznie rozwijało się jedynie Mogadishu, ściągające ludność z prowincji całego kraju. Pogłębiało to dysproporcje w rozwoju ekonomicznym, a nowa „elita” podlegała coraz wyraźniejszej alienacji od spauperyzowanego społeczeństwa. Restrukturyzacja ekonomiczna przyspieszyła transformację wspólnot tradycyjnych. Autorytet przywódców klanowych (Hawija – południe kraju, Issak, Darod – północny wschód, Digil, Rahanwejn) malał. Detrybalizacja załamała tradycyjne wymiary identyfikacji społecznej. Zaangażowanie w konflikt z Etiopią o Ogaden w drugiej połowie lat 70-tych zrujnowało do reszty gospodarkę kraju. Uwikłanie w politykę zimnowojenną obnażyło bezsilność władz.

Upadek rządu socjalistów na początku lat 90-tych jeszcze bardziej pogłębił defragmentaryzację sceny politycznej. Odżyły resentymenty plemienno-klanowe. Stopniowo do głosu dochodzili kolejni watażkowie, a walki między ich milicjami rujnowały miasta. Zanik władzy zwierzchniej sprzyjał narastaniu separatyzmów w dzielnicach kraju. W 1991 roku odłączył się Somaliland, siedem lat później położony na samym Rogu Afryki Puntland. Z Somalilandu z kolei wydzielił się Awdal kontrolowany przez klan Dir. Do Puntlandu włączony został region Maakhir. W 2005 roku władze Jubalandu ogłosiły się depozytariuszem władzy centralnej w regionie przy granicy z Kenią (wcześniej obszar ten funkcjonował jako niezależne państewko w okresie 1998-2001). Podobnie postanowiły władze nadgranicznej Azanii (zwróćmy uwagę na antyczne wręcz nazwy tych organizmów!). W centrum kraju pojawiły się cztery kolejne nowotwory: Galmudug i Ximan iyo Xeeb (kontrolowane przez unionistów), obszar zarządzany przez klan Marexaan oraz sympatyzujący z fundamentalistami islamskimi Ahlu Sunnah wal-Jameecah. Tendencje separatystyczne, potępiane przez rządców Mogadishu, zyskały z kolei przychylność władz Kenii, traktującej nowe mikropaństewka jako strefę buforową, zmniejszającą napływ kolejnych fal uchodźców somalijskich do Kenii.

Kolapsacja państwa (dodajmy, iż zdaniem części historyków, nigdy nie istniejącego) przyciągnęła do Rogu Afryki organizacje para-terrorystyczne. Próżnię polityczną wypełniła Unia Trybunałów Islamskich. Stanowi ona – obok rządów Somalilandu i Puntlandu – jedyną siłę polityczną mogącą opanować chaos failed state (nawet jeśli zaprowadzony konsekwentnym egzekwowaniem prawa szariatu). Fundamentaliści oskarżani o współpracę z Al Kaidą utrzymali się u władzy mimo interwencji ONZ i oddziałów Unii Afrykańskiej (złożonych głównie z „pogańskich” – wedle Somalijczyków – Etiopczyków). Wyśmienite położenie strategiczne, długa linia brzegowa, praktyczny brak granic lądowych przyczyniły się do eskalacji piractwa morskiego – traktowanego jako intratna forma zarobkowania dla biednych rybaków i drobnych przedsiębiorców somalijskich.

PLAGI SOMALIJSKIE A.D. 2011

Róg Afryki regularnie nawiedzają klęski naturalne. 2011 rok okazuje się tragiczny dla Somalii, dotkniętej największą od półwiecza suszą. Brak deszczu, 50-stopniowe upały doprowadziły do wyschnięcia rzek i strumieni. Pastwiska pozamieniały się w półpustynie. Hodowla praktycznie zanikła. Susza wywołała lawinowy wzrost cen żywności, na której zakup nie stać większości Somalijczyków (mniej obrotnych spekulantów dotknęły szybkie lincze – reszta nadal świetnie zarabia na obrocie żywnością przysyłaną z Europy i Ameryki).

Pojawiły się nowe konflikty – o dostęp do wody, do resztek pastwisk, do składów żywności zarządzanych przez Europejczyków i Amerykanów. Pasterze i rolnicy stracili źródło zarobkowania. Wzrosło bezrobocie, szczególnie wśród osób migrujących do miast. Konwoje z pomocą (żywność i leki) rozkradane są przez lokalne bandy. Brak instytucji państwowej, która mogłaby koordynować przekaz darów i przeciwdziałać bandytyzmowi i spekulanctwu. Organizacje międzynarodowe, obawiając się o bezpieczeństwo pracowników, redukują z kolei stały personel na miejscu. Tysiące Somalijczyków codziennie nielegalnie przekracza granice z Kenią i Etiopią. Wedle szacunków organizacji międzynarodowych, natychmiastowej pomocy humanitarnej potrzebuje połowa populacji 9-milionowego kraju. Blisko milion dzieci jest skrajnie niedożywionych.

MOŻLIWY SCENARIUSZ

Od kilku miesięcy Sharif Sheikh Ahmed – prezydent kraju pochodzący z klanu Hawije, przywódca Unii Trybunałów Islamskich – próbuje nieudolnie prowadzić dialog ze społecznością światową, apelując o wsparcie. W pomoc zaangażowały się USA, Unia Europejska. Niepokojący wydaje się zwłaszcza brak reakcji liderów Unii Afrykańskiej, RPA i Nigerii, oraz coraz bardziej niechętna postawa rządów w Nairobi i Addis Abebie. Chiny, mimo wcześniejszych deklaracji, pozostają obojętne.

Afryka odwróciła się od Somalii. Bez zorganizowania kompleksowego systemu pomocy międzynarodowej kryzys będzie się pogłębiał. Somalia podzieli się na kolejne autonomiczne regiony (obecnie mamy ich już ok. 10), pozbawione uznania międzynarodowego, a utrzymujące się dzięki przywłaszczanemu przez przywódców klanów wsparcia humanitarno-rozwojowego.

Może zatem warto wykorzystać ów wątek w planowaniu kolejnych spektakularnych strategii ratunkowych dla Somalii? W sytuacji braku państwa i istnienia sunnickiego narodu grupy etnicznej Somali – znamy dobrze takie realia z XIX w. historii Polski – nie zapominajmy o trwałych, elastycznych, alternatywnych płaszczyznach identyfikacji społecznej. Negocjacje z prezydentem przypominają targowanie się z liderem klanu Hawija / Unii Trybunałów Islamskich, a więc z liderem zaledwie jednego z segmentów społeczeństwa Somalii. Warto zatem wpleść wątki lokalne w kassandryczne mantry działaczy NGO, specjalistów ds. pomocy humanitarnej i rozwojowej. Spójrzmy na Somalię nie przez pryzmat niepotrzebnie absolutyzowanej „Jedności Kraju”, lecz okiem przywódców klanowych. Być może skierowanie pomocy do konkretnych klanowych sieci społecznych mogłoby usprawnić system akcji ratunkowej, a – w dalszej perspektywie – przełożyć się na odbudowę podzielonego kraju.

[Tekst powstał na bazie rozmowy w audycji „Trzy strony świata” w Trzecim Programie Polskiego Radia, 17 sierpnia 2011 r.]

Błażej Popławski