Jean Rouch

afryka.org Kultura Film Jean Rouch

Tegoroczny Brave Festival we Wrocławiu (4-12 lipca) dosyć odważnie prezentuje Afrykę. Owszem można się spierać, czy ta forma promocji tego kontynentu przypadkiem nie utrwala pewnych stereotypów i czy przypadkiem nie spłaszcza jego obrazu w naszych oczach. Jego organizatorzy postanowili zaprezentować dorobek filmowy Jeana Rouch’a.

O ile rytuał np. w Chinach czy w Japonii, a także w chrześcijaństwie, odbierane są jako kultura wysoka i objawy cywilizacyjnego rozwoju, o tyle afrykański rytuał jest przez nasze europejskie wyobrażenia postrzegany jako element prymitywnej kultury z prymitywnym systemem wierzeń i wartości.

Jean Rouch to taka legenda w swoim środowisku, a jego dokumenty sprzed lat to wizualizacja tej legendy. Zresztą stawiany jest na piedestale nie tylko w rodzimej Francji, ale także wzdłuż i wszerz Afryki, gdzie realizował swoje powołanie. Dorobek Rouch’a to zresztą potężny materiał naukowy zarejestrowany w formie dokumentów. Tych udało się zrealizować w ciągu prawie 60 lat ponad 100.

Jean Rouch, urodzony w 1917 roku, to prawdopodobnie najbardziej znany antropolog, choć długo nic nie zapowiadało roli, jaką odegra w zakresie przybliżaniu kontynentu światu. Przygodę z Afryką zaczął w wieku 20 lat, kiedy wyjechał na uczelnianą wycieczkę architektoniczną do Etiopii, a następnie dopiero 4 lata później, kiedy pracował w zawodzie, jako inżynier nadzorujący budowę mostów w Nigrze. Szczególne piętno na nim odcisnął pogrzeb w plemieniu Songhaj, gdzie stara kobieta Kaita posłużyła za medium do porozumiewania się z Dongo, bogiem piorunów (zmarły został zabity przez piorun). Zafascynowany tym opętaniem zaczął regularnie odwiedzać podobne ceremonie, skrupulatnie spisując to, co udało mu się zaobserwować.

Po tym krótkim epizodzie fascynacja kontynentem i jej kulturą utrwaliła się, przez co wkrótce po wojnie na stałe wyprowadził się z Europy i odnalazł swoje powołanie, jako rejestrator kultury afrykańskiej. Antropologię skończył jeszcze w trakcie wojny, więc wzbogacony o nabytą wiedzę wyruszył z kamerą i ze swoją niezużywalną ciekawością Afryki. Pomimo opinii człowieka kontrowersyjnego – co z dzisiejszej perspektywy raczej świadczy o stanie świadomości o Afryce w Europie w latach 50-tych i 60-tych – stał się szybko jednym z najważniejszych antropologów XX wieku. Dzięki filmowi wypełniał lukę między suchym opisem, a potrzebą całościowego doświadczenia danego zjawiska. Dla Rouch’a antropologia nie mogła ograniczać się do obserwacji, konieczne jest wniknięcie w jej estetykę. Uciekł więc od zwykłego zapisu na rzecz możliwie całościowego doświadczania zjawiska. „Robienie filmu oznacza tworzenie go oczami, uszami, całym swoim ciałem.” – stwierdził swego czasu Rouch.

Jako antropolog i zarazem filmowiec szybko stał się jednym z pionerów antropologii wizualnej, tzw. Nouvelle Vague, a także pomysłodawcą etnofikcji (mieszanki dokumentu z fikcją; za film „Babatu” nominowany był zresztą do Złotej Palmy w Cannes). Od 1947 do 2002 roku Jean Rouch rejestrował okres zmian w Afryce, w tym świadomości jej mieszkańców. Zafascynowany rytuałami w sposób pełen szacunku dla miejscowej kultury zapisał rytuały opętania, wierzenia, ale też aspekty życia społecznego, jak migracja czy zmiany cywilizacyjne związane z dekolonizacją.Najważniejsze filmy w dorobku to pozycje z dziedziny etnofikcji, jak wspomniany „Babatu”, a także „Jaguar” i „Moi, un noir”, gdzie Jean Rouch zacierał granice między prawdą i fikcją, a także między snem a rzeczywistością.

Zmarł w Nigrze, w wypadku samochodowym, 18 lutego 2004 roku, mając 86 lat.

Przemek Stępień

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu