“Ja już nie jestem pielęgniarzem, tylko pomocnikiem grabarza”

afryka.org Wiadomości „Ja już nie jestem pielęgniarzem, tylko pomocnikiem grabarza”

29-letni Peter Dzumbunu pracuje jako pielęgniarz w szpitalu rządowym w Chitungwiza, mieście położonym około 30 kilometrów od stolicy Zimbabwe, Harare. Załamanie systemu opieki zdrowotnej zmusiło go do szukania pracy poza granicami kraju.

„Pracowałem jako pielęgniarz przez kilka ostatnich lat, ale w ostatnim roku stan naszej państwowej opieki zdrowotnej mnie załamał. Nigdy jeszcze nie osiągnął takiego dna – po raz pierwszy w historii Zimbabwe, kliniki rządowe po prostu zamknięto, a cały personel strajkuje w nadziei na poprawę warunków pracy. Najciężej chorzy pacjenci są odsyłani do domu, na pewną śmierć. Co gorsza, dzieje się to w momencie wybuchu epidemii cholery.

Jako pielęgniarz, byłem uczony opieki i współczucia dla pacjentów. A teraz, szczerze mówiąc czuję się jak pomocnik grabarza, a nie jak pracownik służby zdrowia. Ludzie wokół mnie umierają codziennie. Nawet w przypadkach, gdy łatwo można zaradzić śmierci. Szpital stał się miejscem, gdzie ludzie przychodzą przygotować się na śmierć, a nie po to, aby otrzymać pomoc medyczną i się wyleczyć.

Te szpitale, które jeszcze są otwarte, przyjmują pacjentów, nawet jeśli nie mają żadnych leków, wyposażenia ani lekarzy, którzy mogliby pomóc. Pomimo, że pacjenci nie otrzymują praktycznie żadnej opieki, wystawia się im astronomiczne rachunki. Co jeszcze gorsze, krewni pacjentów też nie są w stanie pomóc, bo nie mają dostępu do swoich oszczędności z powodu idiotycznych limitów wypłat narzuconych przez banki.

Studenci medycyny też cierpią – po pierwsze z powodu braku wykwalifikowanej kadry, są zmuszeni zajmować się pacjentami bez żadnej konsultacji. Nie mogą się szkolić, muszą ratować ludzi chorych na cholerę od śmierci, ale nie mają leków, sprzętu ani nikogo, kogo mogliby się poradzić.

Naprawdę żal mi chorych. Nie mamy nawet proszku, żeby prać koce, więc leżą w odchodach tych, którzy umarli przed nimi.

Staram się o wizę do Wielkiej Brytanii, gdzie już jest większość moich kolegów po fachu. Jak mi się nie uda, będę się starał wyjechać do Botswany albo RPA, gdzie będę mógł wykonywać swój zawód i otrzymywać normalną pensję. Teraz to, co zarabiam nie wystarcza nawet na dojazdy do szpitala, a mam na utrzymaniu rodzinę. Moja żona, sprzedaje na targu warzywa i to ratuje nas od głodu.

maru, IRIN

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu