Historia Clarissy z Republiki Środkowoafrykańskiej

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Historia Clarissy z Republiki Środkowoafrykańskiej

Zanim ich wioska na północnym zachodzie RŚA została w 2003 zaatakowana przez czadyjskich żołnierzy, życie mieszkańców Bedamary było całkiem szczęśliwe. Niedaleko, w odległości kilku godzin marszu, znajdował się działający ośrodek zdrowia, mieli dostęp do dobrej wody, a kassawy było tyle, że dzieci nigdy nie chodziły głodne i jeszcze można było coś sprzedać na pobliskim targu. „Zdarzenie”, bo tak tutaj nazywają ataki wojska, zmienił wszystko. Mąż Clarissy został zastrzelony przez żołnierzy, Jej pięcioro dzieci zginęło, gdy podpalili chatę. Wtedy też straciła wszystko, co miała. Żołnierze ukradli też muła i zniszczyli studnię.

Clarissa spędziła następne lata w zaimprowizowanym namiocie zrobionym ze starych worków po nawozach, rozbitym obok poletka kassawy, które podlewa błotnistą wodą z pobliskiego jeziorka. Jej kuzynka, Augustine, poroniła, a matce wyrosła na głowie dziwna wielka narośl, której nikt nie może wyleczyć. Rebelianci ciągle są w okolicy, nikt nie ma nad nimi kontroli i ciągle napadają na cywilów.

Teraz Badmara powoli się odbudowuje. Słychać odgłosy cegieł układanych na cemencie i gwoździ wbijanych w konstrukcje dachu. Jednak ludzie cały czas boją się wyjść z buszu. Bliższe prawdzie jest wręcz to, że są zmuszani do powrotu do wiosek przez rebeliantów, którzy w ten sposób chcą rozpocząć czerpanie zysków z haraczu, jaki mogą pobierać od wiosek, które zaczną sobie radzić i od ludzi handlujących na targu. Teraz, aby zmusić ludzi po powrotu, grożą, że tym, którzy zostaną w buszu, zabiorą resztki dobytku.

Clarissa, zapytana, czy będzie się czuła bezpiecznie po powrocie do rodzinnej wioski, odpowiada: „Nie ma bezpieczeństwa. Tylko Bóg nad nami czuwa. Tylko n nam pozostał.”

maru, IRIN

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu