afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Ghana lubi być pierwsza!

Dlaczego Ghana potrafi iść konsekwentnie drogą ku demokracji, w przeciwieństwie do wielu państw Afryki Zachodniej, gdzie władzę przejmują albo syn prezydenta – Togo – albo wojskowi – Gwinea i Mauretania – albo dochodzi do wyborów, po których wszyscy mają wątpliwości – poza ich zwycięzcą i jego otoczeniem – jak w Nigerii? Odpowiedzi może być kilka, ale jedną lubię najbardziej – Ghana lubi być pierwsza.

Ghana była pierwszą kolonią w tej części Afryki – poza Liberią, która już niepodległa była – która ogłosiła niepodległość w 1957 roku. Zainspirowała wtedy inne kraje, które wtedy były wciąż koloniami, do zrzucenia okupacyjnego jarzma. Ghański przywódca, charyzmatyczny Kwame Nkrumah, był ideowym fundatorem pomysłu zjednoczonej Afryki, na wzór Stanów Zjednoczonych. To dzięki jego działalności położono kamień węgielny pod budowę Organizacji Jedności Afrykańskiej (OJA). I chociaż Nkrumah nie potrafił oprzeć się narkotykowi jedynowładztwa, od którego uzależniał się coraz bardziej, to kolejne zamachy stanu – pierwszy z nich pozbawił Nkrumaha władzy – nie przypominały krwawych przewrotów jakie można było oglądać w innych krajach Afryki. Również trybalizm i powiązane z nim konflikty etniczne, szczęśliwie omijały Ghanę, z wyjątkiem sporów o ziemię na ghańskiej Północy. Wreszcie Ghana jest pierwszym krajem, gdzie od 1992 roku drogę toruje sobie demokracja.

Niektórzy twierdzą, że Ghana zawdzięcza swój sukces przeszłości. Na obszarze, niegdyś nazywanym Złotym Wybrzeżem istniało wcześniej silne państwo Aszantów. W XIX wieku Fanti powołali do życia swoją konfederację. Jednak wtedy było jeszcze za wcześnie, bo Wielka Brytania wolała podporządkować ten fragment Afryki.

Pomimo rządów kolonialnych mieszkańcy Złotego Wybrzeża potrafili przystosować się do nowej rzeczywistości. Ci, którym udało się ukończyć szkołę i trafić na słynny Achimota College w Akrze czy też wyjechać na jeden z brytyjskich bądź amerykańskich uniwersytetów, wracali z wykształceniem. W rezultacie powstała nowa elita, która często nie zawdzięczała swojej pozycji szlachetnemu urodzeniu, ale właśnie wiedzy jaką zdobyła podczas nauki.

Kwame Nkrumah był jej członkiem. To on, po ukończeniu studiów w USA, powrócił na Złote Wybrzeże, aby zamienić je po kilku latach bezkrwawej walki w Ghanę. Potem Nkrumah zaczął się mylić, zaś historia niepodległej Ghany toczyła się po różnych torach. Zamachy, ingerencja armii, a potem długa transformacja, od rządów wojskowych z Jerry’m Rawlingsem na czele do rządów cywilnych, z demokratycznie wybranym Rawlingsem jako prezydentem.

Ostatnia kampania wyborcza potwierdziła, że Ghana może być liderem demokracji w Afryce. Poza tym, że nie dochodziło do starć między zwolennikami rywalizujących ze sobą obozów, co stało się już w Ghanie prawie normą, budujący był jej poziom. Wystarczyło przyjrzeć się stronom kandydatów w Internecie. Powstawały społeczności popierających ich wyborców. Politycy z przeciwnych sobie obozów pisali blogi. Witryny Johna Atta Millsa i Nana Akuffo-Addo były źródłem ciekawej lektury. Nikt z nich nie mówił, że Ghana jest jego. Nie dochodziło do scen, które pamiętamy z Kenii czy też Zimbabwe – pomimo, że zamieszakny przez lud Ewe Volta Region popierał Millsa, a ziemia Aszantów, Ashanti Region postawiła na Akuffo-Addo. Rządzący pozwolili wygrać opozycji, która kiedyś rządziła, i nie utrudniała w 2000 roku wygranej swoich politycznych przeciwników.

Dziś mamy nowego prezydenta Ghany. Wybranego w demokratycznych wyborach. Jego poprzednicy przestrzegali konstytucji i przewidzianego nią limitu dwóch kadencji. Wczorajsza opozycja jest teraz partią rządzącą. Tak też było w 2000 roku, gdy do władzy dochodził John Kufuor. 28 grudnia 2008 roku Ghańczycy postanowili, że czas na zmianę warty. Wybrali Millsa.

Od pierwszego spotkania z Ghaną kibicuję temu krajowi – nie tylko jego piłkarzom. Kibicowałem Kufuorowi, kiedy mogłem na własne oczy przekonać się jak wygląda kampania wyborcza i wybory w Ghanie. A teraz kibicuję Millsowi. Mam nadzieję, że w Ghanie będzie już tylko lepiej.

“My Ghańczycy jesteśmy bardzo cierpliwi” – mówił mi Paul Kala, mój ghański przyjaciel z Wa. – “Dlatego w Ghanie nie ma wojny domowej.” Po kolejnych demokratycznych wyborach aż chce się powiedzieć jeszcze jedno zdanie – Dlatego w Ghanie jest możliwa demokracja.

Kofi

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

 Dokument bez tytułu