Ghana 2008: Ghana – Gwinea: Czarownik musi odejść!

afryka.org Wiadomości Sport Ghana 2008: Ghana – Gwinea: Czarownik musi odejść!

Inauguracja Pucharu Narodów Afryki Ghana 2008 za nami. Na dobry początek, jeden z głównych faworytów do zwycięstwa w turnieju wygrał po trudnym meczu 2:1 z drużyną Gwinei. Narodowy Słoń, czyli zespół gwinejski, walczył dzielnie, i remis stracił dopiero w 89. minucie meczu.

Rozpoczęło się od zaciętych ataków drużyny gospodarzy. Sytuacji dogodnych do zdobycia bramki było w bród, ale Ghana słynie z nieskuteczności. Chociaż można też mówić o wielkim pechu, bo piłkarze Claude'a LeRoya trzykrotnie obstrzeliwali słupki bramki bronionej przez Kemoko. Przywodzi to na myśl ostatnie Mistrzostwa Świata, zwłaszcza ćwierćfinał z Brazylią, kiedy to Ghana oddała bardzo wiele strzałów na bramkę, ale gola nie zdobyła i musiała się pożegnać z turniejem. Teraz z kolei trzy słupki… chyba trzeba się poważnie zastanowić nad zmianą czarownika…

O ile pierwsza połowa obfitowała w znakomite sytuacje strzeleckie, to jednak wszystkie gole padły w drugiej części spotkania. Pierwszą bramkę zdobył Gyan Asamoah, który wykorzystał wątpliwy rzut karny podyktowany za faul Kalabane. 20 minut później, Kalabane odkupił swoje winy strzelając pięknego gola na 1:1. Piłka odbijając się od poprzeczki i rąk ghańskiego bramkarza wpadła w końcu do siatki. I kiedy wydawało się już, że Gwinei uda się sprawić niespodziankę i urwać punkty faworyzowanym gospodarzom, fantastycznym strzałem z dystansu popisał się Muntari.

Ciężko oceniać drużyny po jednym rozegranym meczu, zwłaszcza że był to mecz inauguracyjny. W poczynaniach Czarnych Gwiazd nie dało się nie zauważyć dużej presji ciążącej na zawodnikach. Wygrać chcieli bardzo, jednak zupełnie nie mieli pomysłu na grę. Raczej nie zachwycili, jednak cel został osiągnięty – zapisali 3 punkty na swoim koncie. Gwinea z kolei, mimo że też nie zachwyciła, bliska była zdobycia cennego punktu.

Tegoroczny Puchar zdominowany jest przez europejskich trenerów. Można więc było przypuszczać, że afrykańskie zespoły, tradycyjnie pełne wigoru, fantazji, entuzjazmu i niechęci do taktyki, zostaną ujarzmione przez wytrawnych taktyków ze Starego Kontynentu. Jednak już pierwszy mecz pokazał, że Afryka nic nie straciła z tego, czego słynie: ducha walki, technicznych fajerwerków i taktycznej niefrasobliwości. A wszelkim błędom i pomyłkom winna była niedobrze przystrzyżona trawa, na co skarżył się po meczu trener zwycięskiej drużyny. Może do kolejnego meczu z Namibią uda się odpowiednim siłom ujarzmić trawiasty żywioł, tak żeby Ghana mogła już bez przeszkód kontynuować swój marsz po upragnione trofeum.

Łukasz Kalisz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

 Dokument bez tytułu