Ghana 2008: Bafana Bafana czyli Chłopcy z RPA

afryka.org Wiadomości Sport Ghana 2008: Bafana Bafana czyli Chłopcy z RPA

Futbol trafił na południowoafrykańską ziemię za pośrednictwem Brytyjczyków w drugiej połowie XIX wieku, co czyni RPA jednym z pierwszych krajów naszego globu, który przeniknęła futbolowa gorączka. Paradoksalnie Republika Południowej Afryki doczekała się pierwszego występu swojej narodowej reprezentacji dopiero w 1992 roku – czyli ponad sto lat po tym jak w jej granicach zaczęto kopać piłkę.

Historia

Przez te sto długich lat polityka segregacji rasowej stanowiła granicę między czterema piłkarskimi stowarzyszeniami – dla czarnych, białych, koloredów i hindusów, uniemożliwiając stworzenie zespołu, który mógłby nosić miano reprezentacji całego kraju. I choć obok Sudanu, Egiptu i Etiopii, RPA było jednym z czterech krajów, które założyły w 1957 roku Afrykańską Federację Piłkarską (CAF), to jeszcze w tym samym roku zostało z niej wykluczone. „Jeśli nie mogą grać ze swoimi czarnymi to jak chcą zagrać z naszymi?” – pytał wówczas przedstawiciel Etiopskiej Federacji Piłkarskiej Yidnekatchew Tessema, który przez wiele lat kontynuował swoją krucjatę przeciwko rasistowskim władzom z Kapsztadu, co doprowadziło w 1971 roku do wykluczenia Republiki Południowej Afryki ze struktur FIFA.

Jednak południowoafrykańskie gwiazdy skrzyły się na arenie międzynarodowej, niezależnie od nieobecności ich drużyny narodowej. Spośród całej rzeszy zawodników, o których wyjątkowych umiejętnościach było głośno na całym świecie, nie sposób nie wymienić Steve'a „Kalamazoo” Makone’a. Prezydent RPA przyznał mu Order Ikhamangi – najwyższe możliwe odznaczenie dla ludzi kultury i sportu, nakręcono o nim film „The Black Meteor” a w Amsterdamie jedna z ulic nosi jego imię. Wszystko to za sprawą niezwykłego talentu i bramek, które tak o to wspominają naoczni widzowie: „Podczas mojej 40-letniej kariery sprawozdawcy sportowego, który odwiedził niejeden zakątek kuli ziemskiej, nigdy nie widziałem piękniejszego gola, niż ten, który zdobył Makone w meczu z Dynamem Kijów. Sposób, w który to zrobił, do tej pory zarezerwowany był tylko dla Pelego”.

Piłkarze rodem z RPA raz po raz dawali dowód swego kunsztu na stadionach całego świata. W Anglii Albert Johanneson, który przez ponad 200 meczów wyśrubował swój bramkowy dorobek do liczby 68 goli, stanowił o sile Leeds United. W Stanach Zjednoczonych Pule "As" Ntsoelengoe na blisko 11 lat zadomowił się na samym szczycie klasyfikacji strzelców tamtejszej ligi. Jomo Sono, nazywany w USA „Czarnym Księciem”, wraz z Pele nadawał ton grze New York Cosmos. A na rodzimym podwórku mieniła się gwiazda „Doktor” Khumalo, który to pod koniec swojej kariery był nestorem, stawiającej pierwsze kroki na arenie międzynarodowej, reprezentacji RPA.

Jednym z pierwszych dobrodziejstw, jakie demokracja przyniosła Południowej Afryce byli „Bafana Bafana” („Chłopcy”). W swym debiucie w 1992 roku pokonali Kamerun 1-0. Jednak wynik tego meczu zszedł na dalszy plan w obliczu faktu narodzenia się drużyny, która pierwszy raz w historii mogła nosić miano reprezentacji całego kraju.

„Bafana Bafana” wdarli się do futbolowego świata przebojem. Przed Pucharem Narodów Afryki w 1996 roku, mimo atutu własnego boiska, reprezentacja RPA nie była zaliczana nawet do szerokiego grona faworytów. Jednak jak mówi stare, południowoafrykańskie przysłowie: „Nasiono czeka na swą ziemię, gdzie będzie dostrzeżone”. Grając na własnym terenie, przy żarliwym wsparciu rodaków, Bafana Bafana przeżyli prawdziwą eksplozję formy. W całym turnieju stracili tylko dwie bramki, a w finałowym meczu, przy fanatycznym dopingu 80-tysięcznej publiczności, pośród, której zasiadał sam Nelson Mandela, sięgnęli po złoto, pewnie pokonując Tunezję 2-0. Obydwie bramki zdobył rozgrywający mecz życia, król strzelców turnieju Mark Williams. Dwa lata później, w 1998 roku, reprezentacja RPA zagrała na Mistrzostwach Świata we Francji. Chociaż odpadła już w fazie grupowej nie przyniosło to „Chłopcom” wstydu, gdyż z boiska pokonani schodzili jedynie po meczu z gospodarzem i późniejszym Mistrzem Świata – Francją a pozostałe dwa spotkania, z Danią i Arabią Saudyjską, zremisowali.

W 2000 roku podczas Pucharu Narodów Afryki drużyna RPA sięgnęła po brązowy medal, dwa lata później, jako reprezentant Afryki, pojechała do Korei i Japonii na Mistrzostwa Świata.

Nie da się być bliżej wyjścia z grupy jednocześnie z niej nie wychodząc niż „Bafana Bafana” na Mundialu w 2002 roku. Przy takiej samej różnicy bramek i liczbie punktów, co Paragwaj, o trzecim a nie drugim, premiowanym awansem miejscu RPA, zadecydowała ostatecznie mniejsza liczba strzelonych goli.

Jak mówi inne południowoafrykańskie przysłowie: „Nawet najpiękniejszy kwiat w końcu usycha”. Mistrzostwa Świata 2002 to dla reprezentacji Południowej Afryki początek drogi w dół równi pochyłej. Piłkarzy z Południowej Afryki zabrakło na Mundialu 2006 a i na krajowym podwórku ich gwiazdy przygasły. W kolejnym Pucharze Narodów Afryki „Bafana Bafana” zawiedli swoich kibiców odpadając z turnieju już w fazie grupowej. Dwa lata później, podczas Pucharu w Egipcie, nawet nie dali im okazji do cieszenia się ze strzelonego gola, przegrywając wszystkie trzy mecze. Pokoleniowa zmiana warty między drużyną, która w 1996 roku królowała piłkarskiej Afryce, by później godnie reprezentować ją na dwóch kolejnych Mundialach a obecną reprezentacją nie przeszła płynnie. Nie udało się wypełnić luki po takich filarach zespołu jak Mark Fish, John Moshoeu, Lucas Radebe czy Shaun Bartlett. Z kolei przeżywający kryzys formy Quinton Fortune czy nie umiejący pogodzić gry w klubie i reprezentacji Benni McCarthy nie podołali ciężarowi kierowania zespołem.

Drużyna

W obliczu takich problemów, włodarze Południowoafrykańskiej Federacji Piłkarskiej sięgnęli po rozwiązanie popularne ostatnio nie tylko na południu Afryki. W roli szkoleniowca zaangażowany został utytułowany trener spoza kraju, mistrz świata z 1994 roku, człowiek, który czterokrotnie prowadził narodowe reprezentacje na Mistrzostwach Świata Carlos Alberto Parreira. Cele, jakie stawia się przed Brazylijczykiem są bardzo jasno sformułowane – zbudować drużynę na miarę sukcesu na Mundialu 2010, którego RPA, jako pierwszy w historii kraj z Afryki, będzie gospodarzem.

Po kilkunastu miesiącach pracy na stanowisku szkoleniowca, Parreira deklaruje, że nie zamierza zmieniać tradycyjnego dla „Bafana Bafana” stylu gry, lecz jedynie uwydatnić jego dobre strony. Od lat głównym atutem południowoafrykańskich zawodników jest gra piłką i umiejętność stwarzania przewagi w jej posiadaniu, dlatego spodziewać się można, że to właśnie ten element gry będzie stanowił fundament taktyki Parreiry. Jednak „Bafana Bafana” nie zaczną znów wygrywać, jeśli nie poprawią skuteczności, której brak od kilku lat jest największą goryczą dla kibiców narodowej reprezentacji.

Skądinąd, wyznający maksymę „Historia pamięta zwycięzców a nie tych, co ładnie grali” Parreira wydaje się być odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu by uwolnić ich od
tych trosk. Brazylijczyk już teraz zaczął kompletować zespół na Mistrzostwa w 2010. Stawia na młodych piłkarzy, którzy za trzy lata mają osiągnąć życiową formę. Obecność w reprezentacji Bamuza Sono – syna legendy afrykańskiej piłki nożnej „Czarnego Księcia” Jomo Sono, przepełnia nadzieją serca mieszkańców Południowej Afryki. Jeśli jabłko spadło niedaleko jabłoni, Bamuza będzie w przyszłości stanowił o sile „Bafana Bafana”. Jednak póki, co najjaśniejszym punktem drużyny jest trzydziestoletni napastnik Blackburn Rovers Beni McCarthy, który po dwuletniej przerwie wrócił do reprezentacji.

Prognoza na Puchar

Zbliżający się występ w Ghanie ma być dla drużyny RPA jedynie przystankiem w drodze do sukcesu na Mundialu. Nie znaczy to jednak, że piłkarze z Południowej Afryki nie mają ambicji sięgających nawet najwyższego miejsca podium. Carlos Alberto Parreira uważa, że zdobycie Pucharu pomogłoby jego drużynie w uplasowaniu się na krzywej wznoszącej, która wyniosłaby ją na szczyt w 2010 roku. Tymczasem „Bafana Bafana” nie są nawet faworytem do wyjścia z grupy, w której znaleźli się z Tunezją i dwójką finalistów Mistrzostw Świata sprzed roku – Senegalem i Angolą. Taka sytuacja nie pozbawia jednak optymizmu byłej gwiazdy i kapitana reprezentacji RPA – Lucasa „Wodza” Radebe, który jest zdania, że trzeba grać z najlepszymi by stać się najlepszym. Poza tym to właśnie na boiskach Ghany w 2000 roku reprezentanci Południowej Afryki ostatni raz smakowali międzynarodowych sukcesów. Czy miejsce, w którym 7 lat temu zboczyli z drogi pełnej zwycięstw pomoże im na nią wrócić? Wszystko w nogach „Bafana Bafana”.

Piotr Chmielewski

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu