Egipski noblista o współczesnym świecie

afryka.org Kultura Książki Egipski noblista o współczesnym świecie

W polskim tłumaczeniu ukazała się książka “Gra pozorów”, autorstwa człowieka, znanego z rozwiązywania światowych kryzysów nuklearnych, ale także twarzy arabskiej wiosny w Egipcie. Noblista Mohamed El-Baradei po raz pierwszy otwarcie opowiada o swojej roli rozjemcy w najgroźniejszych konfrontacjach współczesnego świata. W wyważony, ale sugestywny sposób wprowadza czytelnika za kulisy międzynarodowych konfliktów. Pozwala przyjrzeć się z bliska swoim misjom w Bagdadzie, poufnym rozmowom z Condoleezzą Rice, pertraktacjom w Phenianie czy próbom wytropienia pakistańskich handlarzy materiałami radioaktywnymi.

Autor snuje refleksje na temat trudnych kontaktów z USA, negocjacji z Iranem i demokratycznych reform na Bliskim Wschodzie. Stawia także pytanie o szanse na świat wolny od broni nuklearnej. I daje na nie odpowiedź. Udowadnia bowiem, że bezpieczeństwo świata zależy nie tyle od programów rozbrojeniowych, ile przede wszystkim od bezwzględnego poszanowania ludzkiej godności i przestrzegania zasad demokratycznych. Książka “Gra pozorów” jest godną polecenia lekturą, która przybliża nam postać kluczowej postaci w dziejach współczesnych. We wstępie do książki czytamy:

„Pomóżcie nam sobie pomóc”. Na te słowa mężczyzna siedzący po drugiej stronie stołu uśmiechnął się, ale to nie radość malowała się na jego twarzy. Jego spojrzenie złagodniało, a kąciki ust nieznacznie opadły. Czy to był wyraz smutku? Zmęczenia? Nie miałem pewności.

Był 9 lutego 2003 roku, kilkanaście lat po nałożeniu przez Radę Bezpieczeństwa ONZ pierwszych sankcji na Irak. Nieco ponad miesiąc później rozpocznie się kolejna inwazja na ten kraj pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych. Saddam Husajn właśnie zgodził się na ponowny przyjazd inspektorów rozbrojeniowych ONZ. Dla Hansa Blixa i mnie, szefów międzynarodowych zespołów inspekcyjnych, była to już trzecia wizyta w Bagdadzie. Ostatniego wieczoru naszego pobytu Nadżi Sabri, iracki minister spraw zagranicznych, zaprosił nas na kolację, w której uczestniczyli również nasi główni eksperci i ich iraccy odpowiednicy.

Restauracja należała do najlepszych, jakie jeszcze się ostały w tym mieście. Infrastruktura Bagdadu wyraźnie podupadła wskutek sankcji. Niemniej jednak zastawa na stole prezentowała się elegancko, obsługa miała nienaganne maniery a purpurowe obrusy były nieskazitelnie czyste. W menu nie brakowało grillowanych ryb, prosto z rzeki Tygrys, a kebab z jagnięciny, serwowany w formie szaszłyków, był wybornie doprawiony. Na stole pojawił się jeszcze jeden rarytas – wino. To była niespodzianka. W Iraku publiczne spożywanie alkoholu zostało zabronione rozporządzeniem z 1994 roku. Jednak tego wieczoru, specjalnie dla gości zza granicy, Irakijczycy zrobili wyjątek.

Mężczyzną po drugiej stronie stołu był generał Amir Hamudi Hasan al-Sa’adi, główny doradca naukowy Saddama Husajna. Jego stopień generalski był w zasadzie honorowy. Ten dystyngowany, charyzmatyczny negocjator z doktoratem z chemii fizycznej władał równie biegle angielskim, co arabskim, a od wojskowych mundurów wolał szyte na miarę garnitury. Chociaż nie był członkiem partii Baas, występował jako przedstawiciel naukowy irackiego rządu.

Blix i ja skierowaliśmy rozmowę przy stole na najważniejszy dla nas temat – potrzebowaliśmy lepszej współpracy, więcej dokumentacji. „Zarzekacie się, że nie dysponujecie bronią masowej zagłady”, argumentowaliśmy. „Mówicie nam, że nie wznowiliście żadnego ze swych wcześniejszych programów NBC [broni masowego rażenia: nuklearnej, biologicznej i chemicznej – przyp. tłum.]. „My jednak nie możemy tak po prostu zamknąć sprawy, gdyż wasza dokumentacja jest niekompletna. Potrzebujemy więcej dowodów. Im większą transparentność wykażecie, im więcej dokumentów i fizycznych dowodów przedstawicie, tym lepsza będzie sytuacja Iraku na arenie międzynarodowej. Co jeszcze możecie okazać, by wypełnić luki w naszych informacjach? Pomóżcie nam sobie pomóc”.

Obok al-Sa’adiego siedział Husam Amin, szef irackiej grupy roboczej przy ONZ. Pochylił się w moją stronę i odparł: „Bądźmy szczerzy. Po pierwsze, nie możemy wam dać nic więcej, bo nie ma już czego dawać”. Przeniósł spojrzenie na Blixa i z powrotem na mnie. „Po drugie, nie możecie nam pomóc. Ta wojna i tak wybuchnie. Ani wy, ani my nic już na to nie poradzimy. Wiecie o tym równie dobrze. Cokolwiek zrobimy, już nie odwrócimy biegu wydarzeń”.

Po tych słowach Amin znów usiadł wyprostowany przy stole. Al-Sa’adi przytaknął kiwnięciem głowy, ale nie odezwał się ani słowem. W jego uśmiechu nadal malował się smutek.

Pomimo deklaracji Amina, nie przyjmowałem do wiadomości, że wojna jest nieunikniona. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, agencja ONZ odpowiedzialna za inspekcje broni nuklearnej, której byłem szefem, czyniła bezsprzeczne postępy. Weryfikowaliśmy każde doniesienie wywiadu – i wciąż nic nie znajdowaliśmy. W moim raporcie z 27 stycznia dla Rady Bezpieczeństwa ONZ stwierdziłem: „Dotąd nie znaleźliśmy dowodów na to, że Irak wznowił swój program rozwoju broni nuklearnej”. To oświadczenie wywołało falę krytyki ze strony zachodnich polityków i medialnych autorytetów, którzy wmówili sobie, że jest inaczej. Ci krytycy kierowali się jednak poszlakami, biorąc je za dowody. Tymczasem ja znałem fakty.

MAEA nie była jeszcze gotowa potwierdzić, że Irak jest „czysty”. Naciskałem jednak na radę, by pozwoliła moim inspektorom dalej pracować. Te parę dodatkowych miesięcy, argumentowałem, będzie „cenną inwestycją w pokój na świecie”. Jeśli prewencyjną inwazję na Irak miało usprawiedliwiać wznowienie przez Saddama Husajna programów NBC, gdzie były dowody? Gdzie bezpośrednie zagrożenie? Jeśli Amin mówił prawdę, że Irak „nie ma już czego dawać”, to implikacje tego faktu były oczywiste – zagrożenie nie istniało.

To pewne, że wojna bez wiarygodnego powodu zrujnuje i tak już napięte relacje pomiędzy państwami, które dysponowały nuklearnym arsenałem, a tymi, które go nie miały. Zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Wielkiej Brytanii znajdowała się broń nuklearna i nic nie wskazywało na to, że państwa te chcą z niej zrezygnować. Jednocześnie groziły Irakowi, dlatego że próbuje on wejść w posiadanie takiej broni. Dla wielu mieszkańców krajów rozwijających się, szczególnie w społecznościach arabskich i muzułmańskich, była to rażąca niesprawiedliwość. Saddam Husajn cieszył się stosunkowo dużą popularnością wśród Arabów, którzy cenili jego postawę wobec traktowania Palestyńczyków przez Izrael, a także jego nieprzejednane stanowisko w konfrontacji z Zachodem. Chociaż Saddam nie był ulubieńcem władców krajów arabskich, w większości żywiących sympatie prozachodnie, brak poszanowania dla suwerenności Iraku budził oburzenie w tej części globu. Jeśli rzeczywiście miało dojść do wojny, zwłaszcza takiej, której powodem stałyby się nieprawdziwe oskarżenia o posiadanie przez Irak broni masowego rażenia, gwałtowna eskalacja wrogich nastrojów w świecie arabskim i muzułmańskim była nieunikniona.

W miarę jak mijały kolejne tygodnie, pomimo mojej wiary w proces inspekcyjny, odczuwałem narastający niepokój. Retoryka Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii była coraz bardziej natarczywa. Zaledwie cztery dni przed naszą kolacją w Bagdadzie amerykański sekretarz stanu Colin Powell wystąpił na forum Rady Bezpieczeństwa, prezentując nagrania przechwyconych rozmów telefonicznych i zdjęcia satelitarne irackich ośrodków. Te dowody, jak stwierdził, ujawniały „alarmujący schemat zachowań” ze strony Saddama Husajna i jego reżimu, który według Powella przyjął „taktykę wykrętów i pozorów”. Dla społeczności inspektorów ta prezentacja była głównie zbiorem hipotez i niepotwierdzonych danych, w dodatku interpretowanych według założeń najczarniejszego scenariusza. Nie było tam ani jednego niezbitego dowodu. Jednak dla wielu słuchaczy, szczególnie ignorantów w tej materii, argumenty Powella musiały brzmieć przekonująco.

Jak się miało wkrótce okazać, podczas tych sześciu tygodni, które nastąpiły później, żadne postępy prac inspektorów ani dyplomatyczne interwencje nie powstrzymały narastającego kryzysu. W tym czasie MAEA ujawniła, że istotne dla sprawy dokumenty, ponoć łączące Saddama Husajna z próbami nabycia uranu w Nigrze, zostały sfabrykowane. To odkrycie nie miało jednak większego wpływu na rozwój wydarzeń. Zwołany pospiesznie szczyt arabskich przywódców w Szarm el-Szejk, zamiast wypracować rozwiązanie lub chociaż wspólne stanowisko, zakończył się kłótnią. Złożona w ostatniej chwili propozycja Brytyjczyków, by wstrzymać się z operacją militarną, trafiła w próżnię.

Wczesnym rankiem, 17 marca, w rozmowie telefonicznej z amerykańską misją w Wiedniu poradzono nam, byśmy wycofali naszych inspektorów z Bagdadu. Wkrótce miała się rozpocząć inwazja.

Polecamy!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu