Chcę wrócić na Saharę. Żywa lub martwa

afryka.org Bez kategorii Chcę wrócić na Saharę. Żywa lub martwa

Lotnisko w Lanzarote przez ponad miesiąc oblegały wszystkie media, a do zwiniętej na karimacie Aminatu Haidar pielgrzymowali politycy, pisarze. Wśród nich José Saramago, który powiedział:  Jeśli ona umrze, wszyscy będziemy moralnie ubożsi.

 

1 grudnia 1955 r. Rosa Parks z Montgomery w stanie Alabama odmówiła ustąpienia miejsca w autobusie białemu pasażerowi. 13 listopada 2009 r. Aminatu Haidar odmówiła wpisania w formularzu przylotowym, że miejscem jej zamieszkania jest Maroko. Od tego porównania zaczyna się list, który napisali w jej obronie Ken Loach i Paul Laverty. ‘Być może to naiwność sądzić, że formularz lotniskowy Aminatu Haidar może przynieść takie same konsekwencje jak gest Rosy Parks, ale jesteśmy pełni nadziei i ślemy wyrazy solidarności tej niezwykłej kobiecie’ – pisali.Aminatu, Aminetu, Aminatou – światowa prasa nie zdążyła jeszcze ustalić jednolitej pisowni jej imienia, bo gości na jej łamach ledwie od miesiąca. Spowita w kolorową melfę, tradycyjny strój kobiet z Sahary, patrzy zza przyciemnionych okularów zmęczonym, pozbawionym blasku wzrokiem. Kiedy po raz enty tłumaczyła przed kamerami swoje racje, przez jej twarz przemykał pobłażliwy, jakby trochę nieobecny uśmiech. Mówiła: ‘Jestem gotowa umrzeć, bo tylko tak ochronię swoją godność’. 18 grudnia, po 32 dniach strajku głodowego na lotnisku w Lanzarote, Aminatu Haidar wróciła do domu.

Było tak: W październiku 2009 r. Aminatu Haidar, obrończyni praw człowieka z Sahary Zachodniej, leci do Nowego Jorku odebrać nagrodę przyznaną jej przez Train Foundation w uznaniu za cywilną odwagę. Nie jest to jej pierwsze międzynarodowe odznaczenie – kilka lat wcześniej uhonorowała ją Fundacja Roberta F. Kennedy’ego, otrzymała też w Parlamencie Europejskim nagrodę Silver Rose. ‘Nie wiem, co mnie czeka po powrocie’ – mówi, odbierając wyróżnienie.13 listopada wraca do rodzinnego Al-Ujun po krótkim przystanku w Hiszpanii, gdzie od kilku lat leczy się z chorób, których się nabawiła podczas kilkuletniego pobytu w marokańskim więzieniu. Towarzyszą jej dwaj hiszpańscy dziennikarze, którzy przygotowują film dokumentalny na jej temat. Wypełniając na lotnisku formularz przylotowy, zwyczajem zwolenników niepodległości jako kraj zamieszkania wpisuje Saharę Zachodnią. Nie kończy się jak zwykle na ostrej wymianie zdań. Tym razem marokański celnik rekwiruje jej paszport pod zarzutem ‘zrzeczenia się obywatelstwa’ i odsyła ją z powrotem do Hiszpanii.Po wylądowaniu w Lanzarote (Wyspy Kanaryjskie) odmawia wyjścia z samolotu, ale hiszpańscy policjanci przekonują ją, że chodzi tylko o złożenie wyjaśnień. Kiedy później próbuje wsiąść na pokład samolotu lecącego do Al-Ujun, dowiaduje się, że bez paszportu nie jest to możliwe. W akcie protestu odmawia wyjścia poza teren lotniska. 14 listopada dzwoni do swojego partnera, byłego więźnia politycznego Baszira Mazana, z którym mieli się pobrać po powrocie: ‘Jem właśnie ostatnią kolację. O północy zaczynam strajk głodowy’.Kim jest Aminatu? Kogo reprezentuje? O co chodzi w konflikcie na Saharze? Pojawienie się na lotnisku w Lanzarote szczupłej, przygarbionej postaci w kolorowej chuście zmusiło dziennikarzy do przetrząśnięcia archiwów i zasobów Google.43-letnia Aminatu Haidar nie była bowiem dotąd szerzej znana mediom, podobnie jak kraj, o którego wolność walczy. ‘Nigdy nie mówimy o żądaniach tych, którzy nie podkładają bomb’ – napisał na Facebooku jeden z 13 tys. fanów strony ‘Pomóż Aminatu’. O zamieszkiwanej przez lud Sahrawi Saharze Zachodniej mówi się, że jest ostatnią kolonią w Afryce. W 1975 r., po prawie stuletniej obecności, opuścili ją Hiszpanie, oddając – co do dziś wypominają im z goryczą Saharyjczycy – w ręce Maroka i Mauretanii. Takiemu rozwiązaniu sprzeciwił się jednak Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości i ONZ uznający jej prawo do samostanowienia.W odpowiedzi król Maroka Hassan II posunął się do szantażu. W listopadzie 1975 r. 350 tys. marokańskich ‘ochotników’ ruszyło w kierunku Sahary Zachodniej, by ‘odzyskać ją dla ojczyzny’. Akcja, która przeszła do historii pod nazwą Zielonego Marszu, doprowadziła do wybuchu wojny między Marokiem a saharyjskimi partyzantami skupionymi w ruchu oporu Polisario, zakończonej dopiero w 1991 r. W ciągu 16 lat z terenu Sahary Zachodniej uciekło ponad 160 tys. ludzi, którzy do dziś wegetują w obozach dla uchodźców na terenie Algierii i Mauretanii. Pokojowy plan ONZ dla Sahary Zachodniej przewiduje referendum w sprawie jej przyszłości, którego nie udało się jednak zwołać przez ostatnich 18 lat. ‘Nieszczęściem’ Sahary są bogate złoża fosforytów, potencjalne złoża ropy i strefy połowów, z których czerpią zyski generałowie marokańskiej armii. ONZ nie ukrywa swojej bezradności. Jeden z jego specjalnych wysłanników James Baker podał się kilka lat temu do dymisji w proteście przeciw obojętności światowych potęg wobec saharyjskiego problemu. ‘Sahara to nie Kuwejt’ – skwitował ironicznie.’Byłam rozpieszczoną dziewczynką. Mój dziadek należał do armii marokańskiej, mieszkaliśmy w dzielnicy wojskowej. Ale już wtedy rozumiałam, że dzieje się coś złego. Widziałam pełne krwi ciężarówki i pytałam szofera, o co chodzi’ – opowiadała Aminatu barcelońskiemu dziennikowi ‘El Periódico’. Wyrastając w rodzinie mającej związki z Rabatem – brat jej ojca był nawet urzędnikiem w ministerstwie spraw wewnętrznych – Aminatu nawiązała pierwsze rewolucyjne kontakty dopiero po maturze. Wzięła wtedy udział w pokojowej demonstracji z okazji wizyty przedstawicieli ONZ, którzy w roku 1987 przyjechali do Al-Ujun, by pracować nad planem pokojowym dla Sahary Zachodniej. Młodzi uczestnicy manifestacji rozdawali niepodległościowe flagi i skandowali krytyczne hasła. Kilkanaście godzin później, w środku nocy, do domu Aminatu zapukali policjanci.’Gdy miałam 20 lat, zaczęła się moja droga na koniec piekła’ – pisze w zeznaniu-świadectwie umieszczonym na stronie niepodległościowego stowarzyszenia ARSO. Młodziutka Aminatu przez cztery lata była uznana za zaginioną, a jej krewni byli przekonani, że nie żyje. Przez cały ten czas więziono ją w centrum Al-Ujun razem z 70 innymi Saharyjczykami, w tym 16 kobietami. ‘Wiem, czym są tortury’ – mówi dziś Aminatu. Spędziła cztery lata z zawiązanymi oczami, przesłuchiwano ją nago, wpychając do gardła szmaty nasycone środkami chemicznymi. Grożono gwałtem, szczuto psami, poddawano elektrowstrząsom, przetrzymywano w mikroskopijnej celi. Wyszła na wolność 19 czerwca 1991 r. ‘Pierwszy dzień lata, trwa festiwal muzyczny – wspomina. – Jestem wolna, ale jestem cieniem człowieka. Duch, żyjący trup, młoda dziewczyna uwolniona z niewyobrażalnego piekła’.Choć więzienie wykończyło ją fizycznie, jej walka dopiero się rozpoczęła. Wraz z innymi byłymi więźniami i ich krewnymi założyła stowarzyszenie CODESA ujawniające przypadki łamania praw człowieka w Saharze Zachodniej. Wyszła za mąż za ekswspółwięźnia (z którym rozwiodła się dwa lata później) i urodziła dwoje dzieci. Mimo to jeszcze w roku 2002 pisała: ‘Żyję na marginesie społeczeństwa’. Świat usłyszał o niej dopiero w 2005 r. Podczas pokojowej manifestacji ku czci zabitego działacza marokański policjant rozbił jej pałką głowę. Świadomi demaskatorskiej siły nowych mediów towarzysze Aminatu zrobili jej zdjęcie, które trafiło do organizacji praw człowieka za granicą. Na przejmującej fotografii widać zalaną krwią twarz i żółtą melfę, która, nasiąkłszy krwią, zmienia kolor na pomarańczowy. Prosto ze szpitala, gdzie była opatrywana, Aminatu trafiła ponownie do kryminału o przydomku ‘Czarne Więzienie’. Spędziła tam siedem miesięcy. Domagając się poprawy straszliwych warunków, rozpoczęła swoją pierwszą głodówkę. Wytrwała 47 dni. Jej uwolnienia domagały się Amnesty International i Parlament Europejski, których naciski doprowadziły do jej oswobodzenia w styczniu 2006 r.Od tamtej chwili, jeśli zapomniany konflikt na Saharze ma jakąś ikonę, jest nią właśnie ona.Media lubią ją nazywać ‘saharyjską Gandhi’. Ta krucha i subtelna w obyciu kobieta zdecydowanie odżegnuje się od przemocy. ‘Wolimy być ofiarami przemocy niż jej sprawcami’ – mówi. Nie żywi urazy do marokańskich osadników, którzy dziś przewyższają liczebnie rdzennych mieszkańców Sahary Zachodniej. ‘Mieszkając przez tyle wieków na pustyni, nomadowie z Sahary opierają swoją kulturę na życzliwości wobec sąsiadów. Sprzeciwiamy się okupacji i protestujemy przeciwko marokańskiemu reżimowi, a nie narodowi, którego członków uznajemy za naszych braci’ – mówiła hiszpańskiemu dziennikowi ‘El Pa~s’. ‘Oddajmy głos miłośnikom pokoju – przekonuje. – Niech Sahara będzie wyjątkiem’.Lotnisko w Lanzarote przez ponad miesiąc oblegały ekipy wszystkich hiszpańskich mediów, a do zwiniętej na karimacie pod kocami Aminatu pielgrzymowali politycy, aktorzy, pisarze. Wśród nich José Saramago, który powiedział: ‘Jeśli Aminatu umrze, wszyscy będziemy moralnie ubożsi’. Na lotnisku koczowała ekipa jej zwolenników i przyjaciół, wśród których byli hiszpańscy aktywiści i saharyjscy imigranci. Zajmowali się wszystkim – od chronienia Aminatu przed mediami, wydawania komunikatów po prowadzenie jej do lotniskowej łazienki i wykonywanie masaży chroniących ją przed zwiotcz
eniem mięśni. Między Madrytem a Lanzarote krążyła aktorka Lola Duenas, znana chociażby z ‘Volver’, która była też głosem oszczędzającej siły Aminatu, kiedy odczytywała jej oświadczenia i listy. Apel w obronie Saharyjki wystosowali ludzie kultury z Pedro Almodóvarem na czele.‘Zostałam uprowadzona’ – nie kryła swej goryczy Aminatu. Zarzucała rządowi Hiszpanii, że przyjmując ją na pokład samolotu lecącego do Lanzarote, stał się wspólnikiem zbrodni. Przyjmując wydaloną Aminatu, rząd Hiszpanii pogrążył się na całego – nie tylko zbulwersował obywateli i obrońców praw człowieka, ale i wpakował się w najostrzejszy od lat konflikt dyplomatyczny z Marokiem. Mimo niezliczonych zabiegów oraz interwencji samej Hillary Clinton nie było widać wyjścia z impasu. Minister spraw zagranicznych Miguel Ángel Moratinos proponował Aminatu azyl lub hiszpańskie obywatelstwo: ‘Dziękuję za tę propozycję, ale mam już paszport i obywatelstwo – odpowiedziała uprzejmie. – Przybyłam tu wbrew własnej woli i nie po to, by prosić o azyl. Poza tym czułabym się w Saharze Zachodniej jak cudzoziemka’. ‘Co ciężej znieść: głodówkę w marokańskim więzieniu czy na lotnisku w Hiszpanii?’ – zapytał ją dziennikarz ‘El Pa~s’. ‘Tu jest gorzej – odpowiedziała. – Nie wyobrażałam sobie, że będę do tego kiedykolwiek zmuszona w demokratycznym kraju. Ale to jedyna forma protestu, jaką mam’.Twarda jak skała i nieugięta. Z wyjątkiem chwil, gdy mówi o swoich dzieciach, których zdjęcie znajduje się zawsze u wezgłowia jej posłania. 15-letnia Hayat i 13-letni Mohammed są z jej matką w Al-Ujun. Pyta ją o nie dziennikarz hiszpańskiej telewizji. ‘Wolę, żeby wychowywały się bez matki, ale w godności’ – tu łamie jej się głos. Usiłuje powstrzymać drżenie podbródka. Przerwa. Kolejne ujęcie. Lekarze szacują, że organizm ludzki jest w stanie przetrzymać głodówkę od miesiąca do dwóch. To, jak długo dokładnie, zależy już od indywidualnych czynników. Na niekorzyść Aminatu, która przez ponad miesiąc przyjmowała tylko wodę i glukozę, działały spustoszenia poczynione przez poprzednią głodówkę i liczne choroby.Hiszpańscy politycy i etycy debatowali: czy możemy pozwolić jej umrzeć? Państwo ma obowiązek bronić życia Aminatu czy raczej należy uszanować jej wolę?18 grudnia, w 32. dniu głodówki, trafiła do szpitala, wymiotując krwią. Ostrzegła lekarzy, by nie próbowali jej karmić. Kryzys zdrowotny został zażegnany, ale taki rozwój wypadków przyspieszył dyplomatyczne negocjacje. Dzięki interwencji Francji iUSA jeszcze tego samego dnia wieczorem medyczny samolot zabrał Aminatu do Al-Ujun. Kamery pokazywały, jak żegnający ją na lotnisku w Lanzarote Saharyjczycy tańczą z radości. ‘To triumf praw człowieka i kwestii saharyjskiej’ – powiedziała ledwo słyszalnym głosem przed wejściem na pokład.’Mój przypadek to tylko wierzchołek góry lodowej’ – twierdzi. Przypomina, że w więzieniu przebywają członkowie jej stowarzyszenia, którzy ‘odważyli się’ odwiedzić obozy dla uchodźców w Algierii. Wskazuje, że od 1975 r. przepadło bez wieści 500 Saharyjczyków. Chociaż jej powrót na Saharę przedstawia się jako dyplomatyczny sukces, został okupiony ustępstwami wobec króla Maroka. Dzięki zakulisowym staraniom w Parlamencie Europejskim nie doszło do głosowania nad rezolucją wzywającą Maroko do wpuszczenia Aminatu, a Hiszpania i Francja wydały oświadczenie, że do czasu referendum na terytorium Sahary Zachodniej obowiązuje marokańskie prawodawstwo. Co do samej Aminatu, po powrocie nałożono na nią areszt domowy. Do jej mieszkania mają dostęp tylko krewni. Choć poważnie osłabiona, oświadczyła: ‘Proszę przenieść mnie do więzienia, czas skończyć z tą farsą’. ‘Gdy tylko dojdę do siebie, będę kontynuować walkę’ – powtarza.

Gazeta Wyborcza, Wysokie Obcasy

 Dokument bez tytułu