Białystok dla białych – rozmowa z Andrzejem Dąbrowskim

afryka.org Bez kategorii Białystok dla białych – rozmowa z Andrzejem Dąbrowskim

Nie sądziłem, że sprawa jest aż tak poważna – mówi Andrzej Dąbrowski, dziekanem wydziału lekarskiego na Uniwersytecie Medycznym.

Kurier Poranny: Jak Pan zareagował, kiedy po raz pierwszy Pan usłyszał, że studenci obcokrajowcy są szykanowani i obrażani?

Prof. Andrzej Dąbrowski: Nie sądziłem, że sprawa jest aż tak poważna. Myślałem, że po prostu kilka osób jest przewrażliwionych.

Władze wydziału spotkały się już z tymi studentami i policją. Co dalej?

– Po spotkaniu miałem wrażenie, że w oczach wielu z nich widziałem nadzieję, że ich problemy będą mniejsze. Nie możemy zawieść ich zaufania. Teraz czekamy na sporządzenie po polsku raportu wszystkich zdarzeń, które miały miejsce. Było ich kilkanaście. Ale w większości przypadków studenci nie informowali o nich policji, a muszą to robić. Za cztery tygodnie spotkamy się ze studentami raz jeszcze. Zapytamy, czy coś się zmieniło. Do tego czasu jakaś drobna poprawa powinna być już zauważalna.

Co zrobicie, żeby studentom było lepiej?

– To nie jest tylko problem Uniwersytetu Medycznego, ale też innych uczelni i miasta. W przyszłym tygodniu poproszę o spotkanie z komendantem miejskim policji i prezydentem, żeby porozmawiać z nimi o tym problemie. Liczę, że u prezydenta znajdę dużo zrozumienia. Chociażby dlatego, że również jest nauczycielem akademickim. Chcemy, żeby policja uruchomiła specjalny numer alarmowy dla cudzoziemców. Studenci mają nam też powiedzieć, gdzie mieszkają. Poprosimy dzielnicowych, żeby przyjrzeli się tym miejscom i otoczyli je szczególną opieką.

A może problem pomogą rozwiązać inni studenci?

– Przewodniczący parlamentu studentów UMB z kolegami ma pomóc. Oni się znają, spotykają, organizują różne imprezy. Poprosiłem, żeby zastanowili się, co zrobić, aby doszło do większej integracji między studentami zagranicznymi a polskimi. Mam czasami wrażenie, że te grupy żyją każda swoim życiem, że tworzą odrębne światy. Pożądane by było, żeby studenci z zagranicy mieli świadomość, że ich białostoccy koledzy są do nich przychylnie nastawieni. To już byłoby dużo. Gdyby chodzili do kawiarni czy fitness clubu razem, a nie oddzielnie, wyglądałoby to inaczej. Nie chodzi o to, żeby na siłę tworzyć jakieś grupy.

Kiedy możemy spodziewać się efektów?

– To tak poważny problem, że nie możemy go zignorować i zakończyć sprawy na tym, że było spotkanie i artykuł w gazecie. To był tylko sygnał, że problem należy rozwiązać. Dobrze by było, gdyby większe efekty pojawiły się chociaż po roku. Ale nie będzie to łatwe. Bo problem tkwi w mentalności części białostoczan.

Dziękuję za rozmowę.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu