Angola / RPA 2010: Afrykański bigos

afryka.org Wiadomości Sport Angola / RPA 2010: Afrykański bigos

Że piłka nożna jest nieprzewidywalna każdy kibic dobrze wie. Ale jakoś zupełnie o tym zapomina przed każdym meczem.

Stąd też przed meczem jest jakiś faworyt. Kiedy różnica poziomu czy aktualnej formy między faworytem, a tym drugim zespołem jest bardzo znacząca, mamy do czynienia z pewniakiem. Kiedy przeniesiemy to na grunt afrykański wszystko dokumentnie się przetasowuje i w każdej kolejce afrykańskie drużyny serwują swoim kibicom całkiem polski – afrykański bigos. Ale zacznijmy od początku.

GRUPA 1

Po pierwszej kolejce sytuacja miała być jasna – Kamerun i Maroko z kompletem punktów. No ale oczywiście jest zupełnie na opak. W Akrze (ponieważ Togo ma wciąż zakaz gry na własnym stadionie) togijskie Sokoły podejmowały kameruńskie Nieposkromione Lwy. Spośród 17 meczów tych drużyn Kamerun wygrywał 11 razy, 4 spotkania zakończyły się remisem, a raptem 2-krotnie zwyciężyli Togijczycy. Kamerun jechał w praktycznie najmocniejszym składzie. Togo miało właściwie tylko jednego asa w rękawie – zdobywcę tytułu najlepszego afrykańskiego piłkarza roku 2008 Emmanuela Adebayora. Wystarczyło. 11 minuta, przepychanka w polu karnym między obrońcą a egzekutorem, i prowadzenie, którego gospodarze nie oddali już do końca. W końcówce Adebayor mógł zdobyć swoją drugą bramkę, ale przestrzelił karnego.

Wielkie Maroko pod Rogerem Lemerrem gościło Czarne Pantery z Gabonu, ale nikt tego przeciwnika nie brał na poważnie. Tym bardziej, że na swoim terenie Lwy Atlasu nie przwykły tracić punktów. Tym większe było zdziwienie, kiedy po pierwszej połowie podopieczni Alaina Giresse przegrywali już 2-0. Maroko miało inicjatywę, ale dwie skuteczne kontry wypunktowały trafnie braki w defensywie. Druga połowa nie przyniosła zmiany obrazu gry, a honorowa bramka zdobyta w 84 minucie przez El Hamdaoui’ego – najlepszego strzelca lidera Eredivisie, AZ Alkmaar – nie wystarczyła żeby otrzeć kibicom łzy z oczu.

GRUPA 2

Kenia nie była faworytem w meczu z Tunezją, ale atut własnego boiska miał poprowadzić trenera Heya i jego drużynę do zwycięstwa. Niestety, już w czwartej minucie meczu okazało się, że będzie pod górkę. Po szybkiej akcji gola zdobyli goście i trzeba było odrabiać straty. Harambee Stars radzili sobie całkiem dobrze i udało im się wyrównać za sprawą swojego asa atutowego, Denisa Oliecha, w 70 minucie. Niestety dwie minuty później narazili się na kontrę Orłów i zaprzepaścili swoją szansę na punkty w tym meczu.

Mozambik zrobił wszystko żeby wygrać z Nigerią. Co więcej, grający na co dzień w Południowej Afryce Dario Monteiro zdobył dwie bramki – w 12 i 26 minucie – jednak żadnej z nich nie uznał sędzia tego spotkania. Czarne Mamby nie przestraszyły się Superorłów i grały otwartą, ciekawą piłkę. Wielkie nigeryjskie gwiazdy, które przez poprzednią fazę eliminacji przeszły z kompletem zwycięstw, raziły nieskutecznością w Maputo, czego ukoronowaniem była sytuacja z 87 minuty, kiedy to mecz rozstrzygnąć mógł Obafemi Martins, trafił jednak tylko w boczną siatkę.

GRUPA 3

Ruanda nie wykorzystała swojej szansy. Mimo, że mecz z Algierią zakończył się bezbramkowym remisem, kibice nie mogli narzekać na nudę. Sytuacji było wiele po obu stronach. W pierwszej połowie obie drużyny grały raczej defensywnie, ale druga część gry to już zdecydowane ataki gospodarzy i kąśliwe kontrataki gości. Nie zakończone jednak golem, tylko – bądź co bądź sprawiedliwym – podziałem punktów.

Drugi mecz także zakończył się kompromisowym remisem, mimo, że do boju przystępowali Mistrzowie Afryki. Faraonowie jednak znani są z tego, że grają wtedy, kiedy muszą. I motywacji na spotkanie otwarcia najwidoczniej im zabrakło. Co prawda wyszli na prowadzenie w 26 minucie za sprawą Amr Zakiego, ale na początku drugiej połowy goście niespodziewanie wyrównali za sprawą Francisa Kasonde. W końcówce na boisku pojawił się Mido, który miał okazać się zbawcą Egipcjan, ale Chipolopolo okazali się waleczniejsi niż Egipcjanie i wywieźli cenny punkt z krainy piramid.

GRUPA 4

To chyba jedyna grupa, w której wyniki można było z grubsza przewidzieć. Ghana wielkiej piłki nie pokazała, ale zdobywając bramkę w pierwszej minucie zapewniła sobie trzy punkty. Wiewiórki z Beninu walczyły dzielnie i kontrolowały grę w pierwszej połowie, ale już po zmianie stron przebudziły się gwiazdy Czarnej Gwiazdy. W konsekwencji Benin wyjeżdżał z Kumasi z najmniejszym bagażem bramkowym, gdyż Ghana mogła gładko wygrać 3-0, po tym jak Muntari trafił w poprzeczkę z 35 metrów, a Gyan minimalnie przestrzelił.

Sudan natomiast podejmował Mali w słynnej twierdzy Omdurman. Orły twierdzy nie zdobyły, ale wywiozły z terenu Pustynnych Jastrzębi cenny punkt. Malijczycy, tradycyjnie pełniący rolę najważniejszego czarnego konia, tradycyjnie zawiodły. Gospodarze także nie byli zadowoleni z rezultatu. Bramkę dla Orłów zdobył niezawodny Kanoute, a chwilę później wyrównał El Tahir.

GRUPA 5

Sytuacja w ostatniej grupie wydaje się chyba najbardziej oczywista. Wybrzeże Kości Słoniowej rozgromiło 5-0 Malawi. Zaczęło się już w pierwszej minucie, a kolejne bramki były tylko kwestią czasu. Raz Romaric, dwa razy Drogba, Salomon Kalou, Bakari Kone – i mamy lidera grupy 5. I głównego faworyta do awansu do Mistrzostw Świata.

Swoją znakomitą passę kontynuują Ogiery z Burkina Faso. W meczu otwarcia nie dały szans Gwinejczykom. Swoją znakomitą formę strzelecką podtrzymał Dagano, który był najlepszym strzelcem poprzedniej fazy eliminacyjnej. Tym razem zdobył 2 bramki, a Narodowy Gwinejski Słoń nawet przez chwilę nie miał złudzeń, kto jest w tym meczu lepszy. Mecz zakończył się wynikiem 4-2.

Zaraz po sprawdzeniu wyników z afrykańskich eliminacji sprawdziłem Europę. I tutaj jest tak jak powinno, tak jak wszyscy oczekują. Wygrywają faworyci, przegrywają słabeusze, Polacy zaprzepaszczają kolejną szansę. Stary kontynent to i wszystko po staremu. Hiszpania, Niemcy, Francja, Włochy czy Holandia wygrywają. Drugi koszyk walczy, trzeci i czwarty dostarcza punktów.

A w Afryce? Też wszystko po staremu. Faworyci zawodzą, a wiara wszystkich kibiców mających nadzieję, że afrykańska drużyna będzie wreszcie liczyć się w walce o medale MŚ zostaje brutalnie nadszarpnięta. Tylko WKS zagrał na poziomie jakiego oczekiwaliśmy. Spośród pozostałych faworytów – Ghana, Nigeria, Kamerun i Egipt – tylko Ghana zdobyła komplet punktów. Z pozostałych drużyn nikt nie zachwycił. Najlepsze wrażenie zrobiła Burkina Faso, ale trudno przypuszczać, że uda się Ogierom wierzgać w obecności Słoni z Wybrzeża Kości Słoniowej. A reszta? Reszta jest milczeniem…

Łukasz Kalisz

Przeczytaj więcej mundialowych wiadomości.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu