Anatomia malijskiego kryzysu

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Anatomia malijskiego kryzysu

W ostatnim Pucharze Narodów Afryki reprezentacja Mali zajęła trzecie miejsce. Euforia trwała niespełna dwa miesiące. Dzisiaj Mali zmaga się z rządami wojskowej junty, rebelią Tuaregów, groźbą podziału kraju, blokadą ekonomiczna, kryzysem humanitarnym, ucieczką uchodźców.

Zamach stanu

Dwa tygodnie temu w Mali dokonano zamachu stanu – pierwszego w tym roku w Afryce Subsaharyjskiej. Władzę utracił autokrata, przejął ją młody kapitan. Historia rodem z powieści Forsytha. Jej reperkusje mogą okazać się jednak o wiele bardziej dramatyczne, niż zakładać można było początkowo.

Zamachu stanu dokonała grupa oficerów pod dowództwem wykształconego w USA Amadou Sanogo. Błyskotliwy oficer, poliglota, stanął na czele sfrustrowanych garnizonów. Szybko utworzono Narodowy Komitet na rzecz Przywrócenia Demokracji i Państwa (Comité national pour le redressement de la démocratie et la restauration de l’État). Oficjalnie junta występowała przeciwko indolencji Amadou Toumani Touré w walce z tuareskimi rebeliantami. To kolejny przykład fenomenu rewolucji dokonywanej w imię ideałów konserwatywnych (restauracja starej Konstytucji malijskiej z 1992 roku, walka z korupcją, idee fizjokratyczne), obalenia demokratycznie wybranego prezydenta Amadou Toumani Touré celem restytucji zasad republiki. Za frazesami politycznego żargonu bez wątpienia kryje się jednak populizm i chęć przejęcia władzy przez grupkę wojskowych. Historia Afryki zna wiele przypadków tego typu.

W Bamako wybuchły walki. Mieszkańcy metropolii nad Nigrem bardziej niż od kul zbuntowanych wojskowych cierpieli od miejskiego plebsu plądrującego sklepy. 200 tysięcy Malijczyków zostało zmuszonych do ucieczki. Fale migrantów zalały sąsiednie kraje. Zamach potępiły organizacje międzynarodowe na czele z Unią Afrykańską i Wspólnotą Gospodarczą Krajów Afryki Zachodniej (ECOWAS – Economic Community of West African States). Nawet UNESCO apelowało o nieprowadzenie walk w „bajkowym Timbuktu”, jednym z centrów Imperium Mali i Songhaj (XIII-XVII w.).

Na Mali nałożono blokadę ekonomiczną. Bez wsparcia kraj nie osiągnie jednak stabilizacji. Już wcześniej państwo było zależne od pomocy zewnętrznej – według rankingu HDI (Human Development Index) w 2011 roku kraj ten zajmował 175 miejsce na 187 sklasyfikowanych państw (w ostatniej dziesiątce zestawienia znalazło się także trzech sąsiadów Mali: Burkina Faso, Niger oraz Gwinea). Kryzys humanitarny w Mali szybko się pogłębi.

Kwestia tuareska

Kluczową rolę w dyskursie politycznym wojskowej junty odgrywa „koncepcja wroga” – są nim buntujący się na północy kraju Tuaredzy. Przez ostatnie dekady ich rebelie wybuchały regularnie. Sprzeciwiali się dyskryminacji prawno-ekonomicznej. Walczyli o emancypację polityczno-kulturową.

W mentalności polskiej, tkwiącej w okowach megalomańskich mitów doby romantyzmu, tkwi intuicyjna sympatia dla wszelkich ruchów narodowowyzwoleńczych. Topos irredenty, łączenia w jeden organizm państwowy ziem zamieszkiwanych daną grupę etniczną, wzmacniają pozytywne emocje, jakie wyzwala wizerunek Tuarega w kulturze masowej. Słońce zachodzące nad ergami oświetlające nomada zmierzającego do oazy, „niebieskiego męża” walczącego z brutalną Legią Cudzoziemską – ikona te już dawno wylądowała na śmietniku historii i Hollywoodu (wspomnijmy czterokrotnie wznawiany „Beau Geste”). Zainteresowanych etnohistorią tuareską, barwnymi obyczajami społeczeństwa mówiącego językiem tamaszek, odsyłam do publikacji Adama Rybińskiego (o dziwo, mamy w Polsce światowej klasy afrykanistę, który nie jest badaczem gabinetowym!). Bardziej nośny i aktualny staje się wizerunek Tuarega, który zamienił wielbłąda na dżip, a strzelbę na kałasznikowa. To najemnik, chętnie szukający intratnego zajęcia, którego irredenta niszczy stabilizację w regionie Sahelu, godzi w malijską raison d’État. Przestańmy zatem bezwiednie kibicować powstańcom w błękitnych chustach i turbanach – spójrzmy na kontekst i skutki ich rewolty, tragiczne dla regionu.

Tuaregowie dawniej wracali ze służby u Kaddafiego z kałasznikowami – po upadku reżimu wrócili w transporterach opancerzonych w wyrzutniami rakiet. Politolodzy piszący o skutkach Arabskiej Wiosny wyraźnie zbagatelizowali reperkusje fali przewrotów i huśtawek demokracji na południe od państw Maghrebu. Tuaredzy bezrobotni to koczownicy „wyrzuceni z siodła”, odczuwający deprywację relatywną w stratyfikacji Mali, Algierii, Libii, Nigru i Burkina Faso, pamiętający dyskryminację zarówno ze strony mocarstw kolonialnych, jak i nowych władz po Roku Afryki (1960). To realna siła, oddziały złożone z doświadczonych w walkach na pustyni żołdaków, posiadających zaplecze finansowe i międzynarodowe kontakty polityczne.

Dodać należy, iż wyróżnikami statusu Tuaregów nie są jedynie wyrzutnie libijskich rakiet. Tereny północnego Mali są bogate w złoża złota i uranu. O ile uzyskanie uznania międzynarodowego przez Azawad może okazać się polityczną mrzonką, o tyle suwerenność ekonomiczna Tuaregów jest już bardziej możliwa. Wpływ blokady ekonomicznej ECOWAS może zostać zminimalizowany choćby przez inwestycje chińskie. Przypomnijmy, że obecnie ChRL to główny importer surowców malijskich i jeden z głównych eksporterów do tego kraju – przeorientowanie wymiany z Pekin-Bamako na Pekin-Timbuktu / Kidal / Gao / Tessalit (potencjalne stolice nowe państwa) jest stosunkowo łatwe do realizacji. Tuaregom nie opłaca się szturmować Bamako i dokonywać inwazji na południową część kraju. Bardziej pragmatycznym rozwiązaniem wydaje się zatrzymanie na linii Léré – Douentza, oderwanie północnego „trójkącika” od Mali i poszukiwanie międzynarodowego uznania.

Unia Afrykańska w impasie

Francuzi i Belgowie wycofali się z Mali. USA i ECOWAS nałożyły sankcje gospodarcze. Unia Afrykańska znalazła się w impasie. Udzielenie pomocy juncie w walce z Tuaregami przez UA oznaczałoby popieranie niedemokratycznie wybranych reżimów wojskowych. Nieudzielenie pomocy skaże Mali na rozpad, secesję północy i utworzenie nowego państwa (prawdopodobnie o nazwie Azawad) – UA oficjalnie sprzeciwia się wszelkim separatyzmom i renegocjacji granic.

UA musi zatem wybrać: poprzeć wojskowego dyktatora, albo – nie interweniując – przyczynić się do powstania kolejnego, po Sudanie Południowym, kraju w Afryce. Opcja druga może przyczynić się z kolei do wybuchu kolejnych rebelii tuareskich w Nigrze, eskalacji konfliktu w pasie Sahelu. Sukces tuareskich powstańców zainspirować może także innych afrykańskich secesjonistów – angolańskiej Kabindy, nigeryjskiej Biafry, czy nawet tanzańskiego Zanzibaru. Dyskusje o przyszłości państwa afrykańskiego – jego ideowej i terytorialnej legitymizacji – wrócą na nowo.

Rolę mediatora w konflikcie próbuje pełnić Blaise Compaoré, prezydent rządzący w Burkina Faso od coup d’état, którego dokonał półtorej dekady temu. To etatowy rozjemca ECOWAS, doświadczony w negocjacjach podczas konfliktu między prezydentem Togo Faure Gnassingbé a opozycją oraz w trakcie iworyjskiej wojny domowej. Compaoré zdaje sobie sprawę, że rebelia tuareska może szybko przenieść się na inne ościenne kraje, co – zakładając scenariusze najbardziej optymistyczne – wywoła „wędrówkę ludów” w obrębie Afryki Zachodniej.

UA próbuje zainteresować sytuacją w Mali społeczność międzynarodową. Walka z Tuaregami stanowić ma kolejny front w walce z międzynarodowym terroryzmem. Rzeczywiście, ugrupowanie Ansar Dine (Obrońcy Wiary), walczące u boku Narodowego Ruchu Wyzwolenia Azawad (Mouvement national pour la libération de l’Azawad), nie ukrywa związków z Al-Kaidą Islamskiego Magrebu (Al-Qaeda Organization in the Islamic Maghreb występujący wcześniej jako Groupe Salafiste pour la Prédication et le Combat). Liderzy Azawad to z kolei byli oficerowie w wojskach Kaddafiego, oskarżani o zbrodnie wojenne w walce podczas walk z powstańcami libijskimi.

Prawdopodobieństwo, że Al-Kaida wypełni próżnię polityczną na pograniczy Mali i Mauretanii jest stosunkowo wysokie. Jeśli w Afryce Zachodniej powstanie suwerenny organizm polityczny –republika Tuaregów – frakcje fundamentalistów muzułmańskich będą w nim odgrywać rolę istotną. Szariatu jednak nie wprowadzą – większość koczowników wychowana została według tradycyjnych, matriarchalnych wzorów kultury berberskiej.

Głód demokracji

Pytanie o przyszłość Mali dotyka kilku istotnych kwestii. Abstrahując od fascynujących aspektów militarno-gospodarczych, zauważmy, iż zarówno junta, jak i rebelianci tuarescy, walczą w imię demokratyzacji społeczeństwa. Junta domaga się nowelizacji Konstytucji. Z niektórymi jej hasłami – np. promocją praw człowieka i obywatela, zniesieniem niewolnictwa domowego, charakterystycznego dla części ludów Bambara – zgadza się społeczność międzynarodowa. Tuaredzy żądają z kolei wprowadzenia autonomii i demokracji opartej na berberskich zasadach klanowych, zaprzestania dyskryminacji i równouprawnienia.

Malijczyków ratuje… kryzys humanitarny. Niestety, ale dylematy rozwoju państw afrykańskich nie są zagadnieniem interesującym dla Starego Świata. Dopiero klęska głodu, fale uchodźców, walki na pograniczu Mali Południowego i Azawad zwrócą uwagę społeczności międzynarodowej na losy mieszkańców Mali. Można jedynie liczyć, że pomoc nie przyjdzie zbyt późno i Malijczycy, przy wsparciu zewnętrznym, zdołają zbudować nowy model ustroju demokratycznego. Jeśli kraj ma przetrwać w granicach sprzed kilku miesięcy, konieczne jest przyznanie autonomii regionowi zamieszkałemu przez ludność berberską. Niezbędna jest także zmiana prawa stanowionego i norm obyczajowych Mali, umożliwiająca kształtowanie się idei społeczeństwa obywatelskiego.

Błażej Popławski

Tekst powstał na bazie wywiadu udzielonego dla Programu Trzeciego Polskiego Radia 4 kwietnia 2012 (http://www.polskieradio.pl/9/863/Artykul/579487,Rebelia-w-Mali; w artykule autorstwa dziennikarzy radiowych popełniono błąd, sugerując jakoby Amadou Sanogo był liderem rebelii tuareskiej).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu