Amadou & Mariam: Wakacje? Tylko w Mali!

afryka.org Bez kategorii Amadou & Mariam: Wakacje? Tylko w Mali!

W życiu Mariam Doumbia i Amadou Bagayoko parą są od 1980 roku, na scenie – od końca lat 90. Pierwszy poważny sukces odnieśli dzięki współpracy z Manu Chao przy albumie ”Dimanche à Bamako”, potwierdzając klasę zeszłorocznym ”Welcome to Mali”. W marcu byli gwiazdami Francophonic Festival, aktualnie zaś koncertują w Stanach z Coldplayem. DZIENNIKOWI opowiedzieli o życiu prywatnym, muzycznych fascynacjach i rodzinnym Mali.

Gitara

Niestety, nie pamiętam dobrze mojego pierwszego instrumentu, bo była to jakaś stara gitara mojego wujka. To właściwie dzięki niemu miałem pierwszy kontakt z muzykę i wiele się od niego nauczyłem. Pokazał mi wtedy mistrzów afrykańskiej gitary, m.in. Zani Diabate, Djelimady Tounkara, Boubacar Traore, Ali Farka Touré, których utwory starałem się ćwiczyć. Nasze pierwsze kasety z Mariam były właśnie utrzymane w tej tradycji – na akustyczną gitarę i głos. Potem pamiętam, że przez krótki moment przeżywałem okresy fascynacji gitarą hiszpańską, aż wreszcie odkryłem amerykańskie elektryczne bluesowe brzmienie Johna Lee Hookera. Obecnie posługuję się głównie złotą gitarą przygotowaną specjalnie dla mnie przez świetnego francuskiego lutnika na wzór Fendera Stratocaster. To wyjątkowo wygodny instrument, który daję mi szerokie możliwości grania zarówno rockowego, jak i bluesowego.

 

Rock

Zawsze kochałem muzykę rockową. W młodości słuchałem przede wszystkim dużo klasycznych nagrań takich zespołów jak Pink Floyd, Led Zeppelin czy AC/DC. Udało mi się nawet nauczyć większości ich utworów na pamięć. Ale chyba najważniejszym dla mnie wykonawcą był Jimi Hendrix. Szczególnie lubiłem grywać „Hey Joe” – to dla mnie perfekcyjny riff. Poza tym, do dziś chętnie powracam do „Dark Side of the Moon”, według mnie to wybitne dzieło. Tak bardzo podobał nam się utwór „Money”, że przetłumaczyliśmy jego tekst na nasz narodowy języka bambara, żeby móc samemu go wykonywać. No i lubię też pierwszy solowy album lidera zespołu Davida Gilmoura. To rzecz pewnie mało znana, ale jest na niej chociażby moja ukochana piosenka „No Way”.

 

Popkultura

Niestety, w Mali nie mieliśmy przez wiele lat dostępu do całego bogactwa zachodniej kultury. Oczywiście było trochę znajomych, którzy wiedzieli coś o tym, co dzieje się w kinie, literaturze czy modzie. Podekscytowani słuchaliśmy ich opowieści, ale byliśmy zbyt ubodzy, żeby to wszystko samemu poznać. Pamiętam, że wtedy jedyną atrakcją było dla nas radio. W kilkanaście osób spotykaliśmy się przy odbiornikach i słuchaliśmy piosenek brytyjskich, amerykańskich i francuskich. Było też takie dosyć popularne czasopismo dla młodzieży „Salut les Copains”, które docierało do nas z Francji. Dzięki niemu mogliśmy się dowiedzieć więcej o tym, co dzieje się za granicą. Do dziś pamiętam, w jakim byliśmy szoku, kiedy okazało się, że na przykład muzycy mogą niszczyć na koncertach instrumenty. To było dziwne i fascynujące.

 

Podróże

Od czasu naszych sukcesów zagranicznych jeżdżenie po świecie stało się zupełnie naturalnie naszą drugą wielką pasją obok muzyki. Bez wątpienia dwa najważniejsze dla nas kraje to Anglia, skąd wywodzi się wielu naszych idoli muzycznych, i Francja, gdzie właściwie rozpoczęła się nasza kariera. Oczywiście większość czasu spędzamy tam pracując, załatwiając interesy, ale mamy tam swoje miejsca i poznaliśmy trochę ludzi. Oprócz tego lubimy też występować w Niemczech, gdzie zawsze mamy dużą publikę czy nawet w Polsce, gdzie możemy liczyć na gorące przyjęcie. Nagrywając nasz najnowszym album „Welcome to Mali”, chcieliśmy właśnie podkreślić ten międzynarodowy charakter naszej muzyki, która dociera coraz dalej, i pojechaliśmy na nagrania do Dakaru, Londynu i Paryża.

 

Mali

To cudowny kraj, który przede wszystkim traktujemy jak nasz wspólny dom, swego rodzaju bazę wypadową. To znaczy, w ciągu roku przez większość czasu jesteśmy zajęci koncertami i nagraniami w Europie, a potem pobyt w Mali traktujemy trochę jak wakacje. Mamy w sumie na to jakieś trzy miesiące, żeby spędzić normalnie czas z naszymi przyjaciółmi i rodziną. Dla mnie największą znaczenie ma to, że jest to swego rodzaju kraj „otwartych drzwi” – każdy może wejść do pierwszego lepszego domu, do baru i porozmawiać z drugą osobą. Nie musisz się nawet z nikim umawiać na odwiedziny, bo zawsze ludzie znajdą dla ciebie czas i wszyscy się dobrze znamy. Tworzymy więc razem taką wspólnotę, która daje poczucie dużego komfortu i spokoju na co dzień. Niestety takiej otwartości brakuje mi w krajach, które odwiedzamy.

 

Małżeństwo

Razem z Mariam tworzymy szczęśliwą parę. Poznaliśmy się ponad trzydzieści lat temu w szkole dla niewidomych w Bamako. Zaczęliśmy rozmawiać o muzyce i tak rozpoczęła się nasza wieloletnia przyjaźń, która prędko przerodziła się w miłość. A wspólne granie muzyki było dla nas jednym z przejawów łączącego nas uczucia. Pamiętam, że na początku wiele osób powątpiewało w to, czy w ten sposób możemy dać sobie w życiu jakoś radę. Po tych wszystkich latach mogę spokojnie powiedzieć, że dobraliśmy się idealnie. Właściwie bez przerwy możemy spędzać ze sobą każdą chwilę, wspólnie pracować, podróżować, przeżywać te same przygody i wzajemnie się wspierać. Nigdy nie czujemy się samotni.

 

Wysłuchał: Jacek Skolimowski

 

Źródło: Dziennik.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu