Afrykanom coraz trudniej w Izraelu

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Afrykanom coraz trudniej w Izraelu

Imigranci pochodzenia afrykańskiego są na celowniku przeciwników ich pobytu w Izraelu. W ostatnich dniach, przez ten kraj, w którym azyl znajdowały tysiące osób, w tym uchodźcy z krajów objętych wojną, doszło do aktów przemocy wymierzonej w osoby o czarnym kolorze skóry.

Zaczęło się od oskarżenia Erytrejczyków, podejrzanych o gwałt na izraelskiej nastolatce. Sprawie tej towarzyszyły jeszcze dwa inne przypadki wykorzystania seksualnego, których ofiarami stały się Izraelki. Do ataku na Afrykanów w Izraelu przyłączyły się też izraelskie władze.

Izrael uchodził dotąd za kraj, w którym można znaleźć schronienie, i do którego można uciec z Egiptu, który jest traktowany jako kraj tranzytowy. Znad Nilu imigranci trafiali przez Synaj na izraelskie terytorium szmuglowani przez beduińskich przemytników. Wielu z imigrantów przeżyło gehennę, najpierw związaną ze złym traktowaniem w Egipcie, później, z przekraczaniem granicy. Powrót na stronę egipską mógł zakończyć się śmiercią od kul egipskich pograniczników, którzy o ile nie czynili problemów z opuszczeniem ich kraju, to już nie chcieli pozwolić na powrót osób nielegalnie przekraczających granicę.

Przez ostatnie siedem lat do Egiptu dotarło aż 60 tysięcy imigrantów z Erytrei i Sudanu. Ich napływ ułatwiał brak poważnych przeszkód, które byłyby ustawione wzdłuż granicy, jak i brak kontroli nad beduińskimi gangami z Synaju, które skorzystały na przemianach w Egipcie, po upadku Hosniego Mubaraka i związanym z nimi rozluźnieniem kontroli na egipsko-izraelskim pograniczu.

W związku z zaistniałą sytuacją Izrael postanowił wybudować, powstającą właśnie na długości 200 kilometrów barierę, która ma zatrzyma średnio 1000 imigrantów, miesięcznie przekraczających granicę.

Wśród migrujących osób pochodzenia afrykańskiego, coraz większy odsetek stanowią osoby, które imigrują z powodów ekonomicznych. Wcześniej w dużej mierze byli to sudańscy uchodźcy – swój status wygnańca wielu z nich utraciło wraz z powstaniem Sudanu Południowego.

Przeciwnicy imigrantów z Afryki i ich przyjmowaniu przez Izrael, tłumaczą się zagrożeniem dla żydowskiej tożsamości państwa. Dziś afrykańscy przybysze stanowią niecały jeden procent mieszkańców tego kraju. Głos zabrał nawet izraelski minister spraw wewnętrznych, Eli Yishai, który traktuje Afrykanów jako zagrożenie dla “marzeń syjonistów”. Podobnie jak wielu innych podkreśla, że minął już czas, kiedy większość Afrykanów stanowili uchodźcy, w związku z tym, czas na zatrzymanie nowej fali imigracji z Afryki.

Wcześniej ten sam minister mówił, w reakcji na doniesienia o pierwszym gwałcie, o tym, że większość imigrantów jest kryminalistami, i wszyscy powinni trafić do więzienia. Później do tego głosu dołączył izraelski premier Beniamin Netanjahu, mówiąc o 60 tysiącach osób, potencjalnych wrogów, którzy wkrótce mogą stanowić grupę aż 600 tysięcy i doprowadzić do zniszczenia żydowskiego i demokratycznego Izraela.

W izraelskim społeczeństwie pojawiają się jednak inne głosy. Obrońcy imigrantów mówią, że stają się oni ofiarami ksenofobii, coraz wyraźniej obecnej w parlamentarnych ławach. Jednak wciąż odpowiadają im przeciwnicy przybyszów z Afryki, twierdząc, że atak na Afrykanów nie ma rasistowskiego podłoża, i jest wyłącznie odpowiedzią na rosnącą liczbę afrykańskich imigrantów, których liczba nie może rosnąć.

Dotychczas głównym problemem było ustalenie, czy osoba pochodząca z krajów uznawanych za wrogie za Izrael, tak jest w przypadku Sudanu, albo za takie, gdzie ustalenie, czy rzeczywiście są uchodźcami, jest niemożliwe z racji łamania praw człowieka, tak jak w Erytrei, jest rzeczywiście uchodźcą czy tylko imigrantem zarobkowym.  W rezultacie ich sytuacja stała się skomplikowana, nie tylko z powodu rosnącej niechęci, ale również z racji nieustalonego statusu, który narażał taką osobę na brak dostępu do opieki społecznej I medycznej.

Do czasu, aż nie zostaną unormowane stosunki z Sudanem, a Erytrea nie zacznie szanować praw człowieka, ludzie, którzy uciekli do Izraela nie mogą zostać odpowiednio zweryfikowani i odesłani do swoich krajów. Tym bardziej, że większość z nich uciekła z Egiptu, do którego nie mogą być zawróceni, z racji brutalnych ataków na osoby o czarnym kolorze skóry w tym kraju.

Izrael ma zatem coraz większą społeczność pochodzenia afrykańskiego, która nie cieszy się powszechną sympatią i jest oskarżana o popełnianie przestępstw, jakkolwiek statystyki policyjne dowodzą, że poziom przestępczości powiązanej z imigrantami z Afryki, jest znacznie niszy niż ten odnotowany w przypadku średniej dla Izraelczyków.

Niestety nie zapobiega to atakom za strony części Izraelczyków, wymierzonym w Afrykanów. Protesty i przemoc ze strony żydowskich mieszkańców Izraela, dotknęły w ubiegłą środę afrykańskich imigrantów. Tłum niszczył sklepy i samochody należące do osób pochodzących z Afryki. Doszło do pobić, przy braku reakcji ze strony służb porządkowych. Osoby pochodzenia afrykańskiego były wyciągane ze środków komunikacji publicznej. To wszystko działo się w Tel Awiwie, gdzie tzw. nielegalni imigranci, czyli tacy, którzy nie mają prawa do pracy, stanowią 15 procent mieszkańców.

Po tych zajściach głos zabrał Netnajahu, potępiając przemoc, ale to właśnie on, nie tak dawno, swoimi wypowiedziami torował drogę do ataków na osoby pochodzące z Afryki. Ataki na Afrykanów wzmocniły głosy za usunięciem ich z Izraela. 1000 żydowskich obywateli Izraela, którzy krzyczeli w czasie manifestacji: „Precz z czarnymi!”, „Sudańczycy do Sudanu”. Za tymi hasłami szły wcześniejsze opinie wygłaszane publicznie przez członków partii Likud, związanej z Netanjahu.

kf

 Dokument bez tytułu