Afryka widziana z peerelu (6): Blixen

afryka.org Czytelnia Afryka Inaczej Afryka widziana z peerelu (6): Blixen

Popularność „Pożegnania z Afryką”, wznawianego w okresie PRL trzykrotnie (1962, 1965, 1988), wpłynęła na pojawienie się w naszym kraju „postkolonialnego sentymentalizmu”, „patrzenia sercem” na Afrykę. Jaki obraz wschodniej części kontynentu przedstawia Karen Blixen? Co w nim tak bardzo zaintrygowało Polaków?

Karen Blixen (1885-1962, pisząca pod pseudonimami Isak Denisen, Pierre Andrezel, Osceola) w „Pożegnaniu z Afryką” (pierwsze wydanie „Out of Africa” w Danii i Anglii w 1937 roku; polski przekład – 1962 rok, pierwsze wydanie bez cenzorskich opuszczeń dotyczących roli Kościoła Katolickiego – 1992 rok) zawarła swoje wspomnienia z trwającego półtorej dekady pobytu w Kenii (1914-1931). Relacja podzielona jest na pięć części złożonych z krótkich refleksji poświęconych życiu codziennym na plantacji kawy, zwyczajom Afrykańczyków (dwa pierwsze rozdziały), mechanizmom adaptacji Europejczyków (rozdział trzeci i czwarty). Język, którym operuje Blixen, wyróżnia się melancholicznym i nastrojowym stylem opisu. Autorka, mimo miłości do znanego myśliwego Denysa George`a Hattona (1887-1931) – nie podtrzymuje mitu Afryki – raju dla myśliwych. Znaczną część jej refleksji wypełniają kwestie ekologiczne („Bardzo starzy tubylcy pamiętali nawet słonie. Zawsze żałowałam, że tego całego całego obszaru nie włączono do rezerwatu zwierzęcego”[1]).

Blixen skupia się na ukazaniu sylwetek mieszkańców kontynentu, żyjących w harmonii ze środowiskiem, próbujących od pokoleń oswajać przyrodę. „W Afryce poczułam wielką przyjaźń i sentyment dla miejscowej ludności (…) Odkrycie ludzie o ciemnej skórze wspaniale powiększyło cały mój świat (…) Inaczej spojrzałam na naszą cywilizację”[2]. Autorka wielokrotnie wspomina, iż kontakt z kulturami Afryki wzbogacił ją wewnętrznie, uwrażliwił na problemy globalne. „Z czasem przejęłam od tubylców ich podejście, przestałam mówić o ciężkich czasach i skarżyć się na nie głosem człowieka w niełasce”[3]. Dostrzegając różnice między Afrykańczykami a Europejczykami, najczęściej waloryzuje tych pierwszych. Podkreśla skutki „odczarowania świata” zachodnioeuropejskiego, oddarcie go ze sfery sakralnej: „Europejczycy stracili już zdolność tworzenia nowych mitów i dogmatów (…) Umysł mieszkańca Afryki porusza się po tych grząskich i ciemnych ścieżkach naturalnie i łatwo”[4].

Blixen posługuje się etykietkami etnicznymi, stosuje określenie „tubylec”, kilkukrotnie używa ewolucjonistycznych określeń „ludzie prymitywni” („Uderzający jest fakt, że mieszkańcy Kenii nie mają uprzedzeń, chociaż wśród prymitywnych ludzi można by się spodziewać różnych ciemnych tabu (…) Mieszkańcy Afryki mają swój własny, dla nas dziwny sposób myślenia, podobny do wyobrażeń danych ludów”[5]). Rzadko posługuje się zbiorczym określeniem „Kenijczycy”. Relacje międzyrasowe kilka razy porównuje do relacji między płciami w Europie[6].

Pisarka wielokrotnie podejmuje się charakterystyki mentalności Afrykańczyków. Pisze o nich jako o ludziach szanujących tradycję i autorytet starszyzny, „płochliwych” wobec nowoczesności (aczkolwiek bardziej otwartymi niż część konserwatywnie nastawionych starych kolonizatorów: „Jeżeli idzie o podatność na nowe idee, tubylcy są ludźmi bardziej obytymi od wielu kolonistów lub misjonarzy, którzy wyrośli w jednolitym, często prowincjonalnym środowisku i przesiąkli tam zespołem sztywnych pojęć”[7]), osób bardziej szczerych niż Europejczycy, o innej percepcji pojęć etycznych, a także własnym odbiorze czasu i przestrzeni („nie mieściłaby się tam [w umysłach autochtonów] teoria względności”[8]). W sytuacjach niezrozumiałych, autorka, opisując zachowanie Afrykańczyków, posługuję się charakterystycznym dla części ekspatriotów językiem zaczerpniętym z (posłużmy się współczesnym określeniem) „perspektywy dramaturgicznej”: „Wszyscy tubylcy mają silnie rozwinięte poczucie efektu dramatycznego”[9]. Ułatwia to okazywanie szacunku wobec różnic z zachowaniem dystansu kulturowego. Warto dodać, iż jedyny passus ze wspomnień, sugerujący wpływ marksistowskiej nowomowy na jakość przekładu polskiego, pojawia się w socjologicznym opisie życia codziennego Masajów: „Prawdziwa arystokracja i prawdziwy proletariat mają zrozumienie dla tragedii. Pod tym względem różnią się od burżuazji wszystkich klas, która zaprzecza istnieniu tragedii”[10].

Postawę Blixen wyróżnia otwartość i tolerancja. Podważa negatywne stereotypy Afrykańczyków panujące w środowisku kolonizatorów („Biali często mawiają o Kikujusach, że ci nie znają uczucia wdzięczności. Lecz Kamante nie był niewdzięcznikiem (…) Rzeczywistość mieszkańców Afryki nie pokrywa się z naszą (…) Ta mentalność drażni białych i rano ich uczucia”[11]). Zdaje sobie sprawę z wpływu systemu zależności kolonialnej na ówczesną sytuację mieszkańców Afryki. Wspomina „stracone szanse” Afrykańczyków („Gdyby Kamante urodził się w Europie (…) mógłby zyskać sławę i stać się niezwykłą postacią w historii”[12]). Zna wzajemne relacje między Kikuyu, Masajami, Somalijczykami, Kamba. Największą estymą Blixen darzyła sąsiednich Kikuyu i wojowników masajskich, stanowiących antytezę Europejczyków, „ludzi Północy”. Docenia ich odwagę, skłonność do ryzyka oraz umiłowanie zabawy. Spośród mieszkańców Afryki, najkrytyczniej ocenia Somalijczyków, Arabów i Swahiljczyków[13] (co sugerować może kryterium oceny religijnej, niechęć Blixen wobec islamu).

Znaczną część opisów stanowi zachwyt nad pięknem krajobrazu sawanny afrykańskiej, rzadziej dżungli tropikalnej. Blixen, przy pomocy, plastycznych, metafor, podkreśla jego wyjątkowy, niepowtarzalny charakter. Język opisu koncentruje się na sferze sensualistycznej percepcji fauny i flory: „Sąsiedztwo rezerwatu dzikich zwierząt i obecność dużych zwierząt tuż za granicami naszej farmy przydawały jej szczególnego charakteru, jak gdybyśmy byli sąsiadami wielkiego króla. Obok nas działy się dumne rzeczy i odczuwaliśmy ich bliskość”[14]. Pisarka w kilku miejscach wspomina rolę miast. Poprzestaje jednak na krótkiej charakterystyce „pstrokacizny” (multikulturowego charakteru) oraz zjawiska magnetyzmu miejskiego, przyciągania do Nairobi i Mombasy mieszkańców wsi („Nigdy nie jest tak, aby sąsiednie miasto nie odgrywało roli w życiu człowieka. Niezależnie od tego, czy się je lubi, czy nie, siłą jakiegoś własnego prawa ciążenia miasto przyciąga do siebie”[15]).

Pisarka ma świadomość zmiany społeczno-politycznej w Afryce, która dokonywała się na jej oczach. Blixen z dużą dozą sceptycyzmu podchodzi do ideologii niesienia misji cywilizacyjnej („Jestem głęboko przekonana, że mimo wszystkiego, co zrobiliśmy w Afryce, mimo postępu naukowego i technicznego posiadanie wężów z brązu było jedyną praktyczną korzyścią, jaką tubylcy z nas mieli (…) Ludzie oczekujący, że Afrykanie z radością przeskoczą z epoki kamiennej do epoki samochodów, zapominają, ile wysiłków kosztowało to naszych przodków”[16]). Z krytycyzmem analizuje zaangażowanie się części młodych Afrykańczyków w armie walczące na frontach I wojny światowej. Ironicznie kreśli charakterystyki białych farmerów – „pionierów” poznawania Afryki Wschodniej i Środkowej.

Pisana ex post relacja wspomnieniowa kreuje wizerunek raju utraconego, „własnego kawałka Afryki”, małej ojczyzny na farmie położonej wśród malowniczych sawann, wspólnoty zgody i przyjaźni z okolicznymi plemionami. „Gdy myślę o swym pobycie w Afryce, nasuwa mi się ogólne określenie, że była to egzystencja człowieka, który z ruchliwego i zgiełkliwego świata przybył do kraju ciszy”[17].

Błażej Popławski

Przypisy:
[1] K. Blixen, Pożegnanie z Afryką, Kraków 1992, s. 14.
[2] Ibidem, s. 26, 45.
[3] Ibidem, s. 52.
[4] Ibidem, s. 107.
[5] Ibidem, s. 59, 108.
[6] Ibidem, s. 257.
[7] Ibidem, s. 59.
[8] Ibidem, s. 105.
[9] Ibidem, s. 39.
[10] Ibidem, s. 198.
[11] Ibidem, s. 43, 62, 127.
[12] Ibidem, s. 45.
[13] Ibidem, s. 147.
[14] Ibidem, s. 253.
[15] Ibidem, s. 19.
[16] Ibidem, s. 109, 283.
[17] Ibidem, s. 101.

 Dokument bez tytułu