“Afryka gola!”

afryka.org Kultura Książki „Afryka gola!”

Na polskim rynku wydawniczym ukazała się ciekawa książka “Afryka gola!” autorstwa Michała Zichlarza. Poniżej publikujemy fragmenty tej książki. Polecamy jako lekturę przed mundialem.

Kiedy po przylocie do stolicy Nigerii Abudży zająłem miejsce w autokarze jadącym do Lagos, wstał asystent kierowcy i po odmówieniu modlitwy zwrócił się do wszystkich, żeby do siedzącego obok współpasażera powiedzieć: „Nie jesteś sam”.

I faktycznie – podczas każdego wyjazdu na Czarny Ląd nie byłem sam. Zawsze mogłem liczyć na pomoc miejscowych, mimo że często były to osoby spotkane po raz pierwszy w życiu. Dzięki nim lepiej poznałem kraj, który odwiedzałem. Bez pomocy Clyde’a w RPA, Vincenta w Nigerii, Ebenezera i Charlesa w Ghanie, Ismaili w Senegalu czy Ali i Redy w Egipcie z pewnością nie udałoby mi się aż tyle zobaczyć i zrozumieć. Tę książkę w dużej mierze dedykuję właśnie swoim przyjaciołom z Afryki. Afryka gola! to podsumowanie moich siedmiu wyjazdów na ten kontynent: dwukrotnie do Republiki Południowej Afryki, a przy okazji także do Mozambiku i Suazi. Oprócz tego do Nigerii, Senegalu oraz na trzy kolejne Puchary Narodów Afryki: do Tunezji, Egiptu i Ghany. Publikacja ma przybliżyć kontynent, na którym po raz pierwszy zostaną rozegrane futbolowe mistrzostwa świata. Jedno jest pewne – emocji nie zabraknie. Piłka wzbudza bowiem szczególną pasję wśród mieszkańców Afryki. Prawie każdy chłopak marzy o wielkiej karierze piłkarskiej, wszyscy z zapartym tchem obserwują walkę o mistrzostwo kontynentu. Na Czarnym Lądzie piłka nożna to nie tylko sport, ale i polityka, o czym się wielokrotnie przekonałem. Te wielkie namiętności sprawiają, że świętowanie sukcesu czy frustracja po porażce często prowadzą do tragedii. Tak było w ostatnich latach w Gwinei i Ghanie. W styczniu 2010 roku w Angoli w wyniku terrorystycznego ataku na autokar reprezentacji Togo życie straciły trzy osoby. Książka ta przeznaczona jest nie tylko dla pasjonatów piłki nożnej, ale również dla osób, które futbolem interesują się głównie przy okazji mistrzostw świata czy też dla tych, którzy po prostu lubią poznawać nowe miejsca i podróżować. Całość podzielona jest na dwie części.

W pierwszej dominuje futbol, opisywany na przykładzie kolejnych edycji Pucharu Narodów Afryki, druga zawiera więcej obserwacji dotyczących niełatwego życia mieszkańców Afryki.
W rozdziale I staram się nakreślić historię afrykańskiej piłki, wymieniam najbardziej znanych graczy, czołowe reprezentacje i najważniejsze wydarzenia. Jeden z podrozdziałów dotyczy przydomków afrykańskich jedenastek, które są bardzo oryginalne, a często ulegają też zmianie. Kolejne trzy rozdziały poświęcone są rozgrywkom o mistrzostwo Czarnego Lądu, czyli Pucharowi Narodów Afryki. Ta impreza to prawdziwy fenomen. Jeszcze do niedawna mało
kto się nią interesował. Teraz jej organizacja wywołuje lawinę dyskusji, gdyż co dwa lata w styczniu najlepsi piłkarze opuszczają czołowe kluby Anglii, Francji, Niemiec czy Włoch i udają się na futbolowe mistrzostwa Afryki. Kibic w Europie nie rozumie, jak ważna jest to impreza dla mieszkańców Czarnego Lądu. Przez te trzy tygodnie można zapomnieć o biedzie, głodzie, konflikcie zbrojnym czy napiętej sytuacji politycznej. Na mój pierwszy Puchar Narodów Afryki poleciałem w 2004 roku do Tunezji, co opisuję w rozdziale II. Za kulisami tej imprezy
działo się równie wiele ciekawego, co na piłkarskiej murawie. No bo jak to jest możliwe, żeby reprezentacja Nigerii swój hymn usłyszała nie przed meczem, a dopiero w przerwie?!

Rozdział III to opis kolejnych mistrzostw Czarnego Lądu, tym razem rozegranych na stadionach w Egipcie. Odbyły się one akurat w czasie, kiedy europejska prasa zamieszczała karykatury proroka Mahometa, a kibice „Faraonów” przynosili na stadiony transparenty
z napisem „Boycott Denmark”. Jadąc do Starego Kairu w apogeum protestów, miałem sporo obaw. Znajomy recepcjonista szybko je rozwiał. – W razie niebezpieczeństwa krzycz: „Jestem muzułmaninem, jestem muzułmaninem!” – żartował. Nie zabraknie też polskich wątków, bo na tym turnieju było sporo zawodników, którzy mieli za sobą występy na naszych boiskach, a jeden z nich świetnie mówił po polsku. Bohaterem ostatniego piłkarskiego rozdziału IV jest Henryk Kasperczak. Polski szkoleniowiec ma na koncie sporo sukcesów jako trener drużyn z Czarnego Lądu. Przypatrywałem się z bliska jego pracy z reprezentacją Senegalu – zarówno w Dakarze, jak i później w dalekim Tamale na północy Ghany, kiedy to rozstawał się w dramatycznych okolicznościach z „Lwami Terangi” podczas kolejnych finałów Pucharu Narodów Afryki.

W drugiej części książki dominuje obraz codzienności, której doświadczyłem przy okazji swoich wyjazdów. Jednak i tutaj nie brakuje futbolowych wątków. Rozdział V przedstawia Republikę Południowej Afryki, którą odwiedziłem dwukrotnie. Jeśli ktoś ma wątpliwości, czy kraj ten
podoła organizacji najbliższego mundialu, to na miejscu może się przekonać, że nie powinno być źle. Owszem, poziom przestępczości jest bardzo wysoki, jednak krajowi temu można pozazdrościć doskonałej infrastruktury: tysięcy kilometrów autostrad, nowoczesnych
lotnisk i wspaniałych stadionów. Ciekawe, czy u nas będzie podobnie podczas Euro 2012?

Rozdział VI zawiera opis wyprawy na wschód Afryki. Pretekstem do wyjazdu do Mozambiku było zrobienie reportażu o słynnym Eusebio. To jeden z najlepszych piłkarzy w historii Czarnego Lądu. Urodził się w Lourenco Marques (dzisiejsze Maputo), a w latach 60.
ubiegłego wieku był wielką gwiazdą Benfiki Lizbona i reprezentacji Portugalii. Przedostatni rozdział poświęcam Nigerii. To kraj szczególny, najludniejsze państwo Afryki, gdzie przeżycie kolejnego dnia nie jest łatwe. Doświadczyłem tego na własnej skórze… I tu nie zabraknie polskich wątków. Jednym z głównych celów wyjazdu tam było dotarcie do rodziny pierwszego czarnoskórego reprezentanta Polski – Emmanuela Olisadebe. Chyba też po raz pierwszy będzie się można zapoznać ze szczegółami transferu „Olego” z nigeryjskiego klubu
Jasper United do Polonii Warszawa. Moją opowieść o Czarnym Lądzie kończę opisem tego, z czym afrykański futbol w szczególności kojarzy się futbolowym fanom, czyli czarom na boisku. Miejscowi szamani potrafią sprawić, że przeciwnik nagle traci moc, a deszcz sam spada z nieba w zapowiadanym momencie, o czym opowiada były świetny piłkarz Górnika Zabrze, a potem szkoleniowiec, pracujący m.in. w dalekim Gabonie, Erwin Wilczek. Afrykańskich czarowników czeka sporo pracy podczas tegorocznych mistrzostw świata. Będą się musieli mocno starać, bo są traktowani podobnie jak szkoleniowcy – kiedy drużynie nie idzie, to oni też mogą się pożegnać ze swoją „posadą”. Na zakończenie szczególne podziękowania składam żonie Marzenie, Rodzicom oraz najbliższej rodzinie, która wspierała mnie przy pisaniu książki. Podobnie zresztą, jak grupa przyjaciół i kolegów z pracy. Dziękuję też Wydawcy, z panami Piotrem Szmajdą i Wojciechem Nowakowskim na czele, za pomoc przy redagowaniu książki, a także trenerowi Henrykowi Kasperczakowi za okazane wsparcie w Afryce i za napisanie przedmowy.

Więcej informacji na stronie www.afrykagola.pl

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

 Dokument bez tytułu