Kruchy pokój raz jeszcze

afryka.org Wiadomości Kruchy pokój raz jeszcze

Jest szansa na pokój we wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga (DRK). Kongijski rząd i rebelianci podpisali właśnie porozumienie w tej sprawie. Jest to efekt dwutygodniowych negocjacji, które miały miejsce w Gomie.

Pomimo zakończenia drugiej wojny kongijskiej w 2003 roku, wschód DRK wciąż był niespokojnym rejonem kraju. Znalazły tam schronienie nie tylko działające podczas konfliktu lokalne milicje, ale także rebelianci Hutu, którzy uciekli z Ruandy oraz Tutsi, generała Laurenta Nkunda. Pomimo prób rozbrojenia samozwańczych oddziałów, prowadzonej pod kontrolą ONZ, nie udało się skłonić wszystkich watażków do poddania się rządowi w Kinszasie. W rezultacie na wschodzie DRK wciąż dochodziło do walk, których ofiarą stała się przede wszystkim ludność cywilna. Szczególnie narażone na przemoc były kobiety i dzieci. Chaos sprzyjał szerzeniu sie bezprawia.

O tym jak kruche były dotychczasowe porozumienia świadczy postawa generała Nkunda. Ten dezerter z armii kongijskiej najpierw wieścił pogrom wojsk rządowych, po czym oferował pokój i zawieszenie broni, które zrywał jeszcze przed ich zawarciem, wszczynając walkę na nowo. Nawet obecne porozumienie nie daje gwarancji na to, że Nkunda nie wróci na wojenną ścieżkę.

Porozumienie z rządem podpisał nie tylko generał z ludu Tutsi, ale i lokalna milicja Mai Mai (powstała podczas drugiej wojny kongijskiej w celu obrony przed armią Ruandy, która wkroczyła do DRK jako uczestnik tego konfliktu). Na jego podstawie Nkunda ma wycofać się ze swoich pozycji w regionie Nord Kivu. W ten sposób między jego żołnierzami a armią rządową powstanie strefa buforowa kontrolowana przez ONZ. I Nkunda i Mai Mai złożą też broń i zostaną wcieleni do wojsk rządowych. Prawdopodobnie obejmie ich również amnestia, a to niezwykle ważne dla członków wschodniokongijskich milicji, oskarżanych o ludobójstwo i zbrodnie przeciwko ludzkości.

W DRK (dawny Zair) jest niespokojnie już od lat 90-tych. Obalenie reżimu Mobutu Sese Seko przez Laurenta-Desire Kabilę, doprowadziło do tzw. pierwszej wojny kongijskiej (1996-1997). Następnie doszło do drugiej wojny (1998-2003) podczas, której zginęło ponad 5 milionów ludzi. Oprócz ambicji politycznych kongijskich przywódców, kluczową rolę odegrały interesy innych państw zaangażowanych w konflikt z racji bogatych złóż diamentów, złota czy koltanu.

We wschodniej części DRK powstał największy chaos, bo na obszary te, w 1994 roku, napłynęły tysiące uchodźców z Ruandy, uciekających przed ludobójstwem. Później w wyniku walk prowadzonych w tym rejonie pojawili się uchodźcy wewnętrzni. W ciągu ostatniego roku aż 400 tysięcy mieszkańców prowincji Nord Kivu musiało opuścić swoje domy w wyniku starć rebeliantów z armią rządową. Wybrany w 2006 roku na prezydenta, Joseph Kabila, wciąż z trudem panuje nad sytuacją w tym trzecim co do wielkości kraju Afryki. We wschodnim Kongo pozostaje też kilka tysięcy członków bojówek Hutu zorganizowanych w Forces Democratiques de Liberation du Rwanda (FDLR).

(zet)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *